"Takiego zaginięcia nie było w Polsce od zakończenia II wojny światowej". Gdzie jest rodzina Bogdańskich?

W kwietniu 2003 roku w Starowej Górze dochodzi do nagłego zaginięcia pięcioosobowej rodziny Bogdańskich. Chociaż służby mają dwie teorie odnośnie do tego, co mogło stać się z rodziną, to od 19 lat nie ma żadnych przekonujących dowodów na to, gdzie podziali się Krzysztof, Danuta, Bożena, Małgosia i Kuba.

42-letni Krzysztof, jego 44-letnia żona Bożena, ich dzieci: 16-letnia Małgorzata i 12-letni Jakub, a także matka Krzysztofa, 66-letnia Danuta, mieszkali w domu w Starowej Górze w województwie łódzkim. Sąsiedzi mówili o Bogdańskich, że była to bardzo spokojna rodzina - wspólnie chodzili do kościoła, a dzieci, uczące się w prywatnych szkołach, nie sprawiały problemów. Nigdy z ich domu nie dochodziły niepokojące odgłosy wskazujące np. na kłótnie. Dlatego nagłe zaginięcie pięcioosobowej rodziny zdziwiło mieszkańców tej spokojnej miejscowości.

Zobacz wideo Czy wiesz, co zrobić, gdy zaginie ktoś bliski?

Bożena wspomniała siostrze o problemach rodzinnych. Później z bliskimi rozmawiał tylko Krzysztof

Krzysztof Bogdański wraz z żoną prowadzili własną firmę - produkowali i sprzedawali podzespoły komputerowe. Jak podaje "Fakt", 42-latek na giełdzie na stadionie ŁKS-u nazywany był "wynalazcą", ponieważ potrafił rozwiązywać różne problemy, na przykład opracował własny sposób na zdejmowanie simlocków (blokad na telefonach komórkowych). Krzysztof zarobione pieniądze inwestował w kolejne biznesy, m.in. handel działkami czy grę na giełdzie. Mężczyzna z czasem jednak zaczął wydawać także pożyczone pieniądze, a po nietrafionych przedsięwzięciach zaczął popadać w długi.

Niedługo przed zaginięciem Bożena rozmawiała przez telefon z siostrą Danutą. Kobieta przyznała, że rodzina ma kłopoty, ale woli o nich porozmawiać w cztery oczy. Siostra przyjechała więc do Starowej Góry, ale drzwi domu otworzył jej Krzysztof. 42-latek nie wpuścił kobiety do domu, tłumacząc się brakiem czasu. Niedługo potem na miejscu pojawił się też jego teść i ojciec Bożeny - Tadeusz. Krzysztof powiedział mu, że żona i dzieci pojechali na kilka dni do Wrocławia, gdzie chcą założyć biuro turystyczne. Jako ostatnia rozmawiała z Krzysztofem przez telefon Danuta. 42-latek powiedział szwagierce, że cała rodzina spędzi Wielkanoc w Niemczech u przyjaciół. Krzysztof miał dołączyć do żony i dzieci we Wrocławiu, skąd razem mieli udać się za granicę.

Czy rozpoznajesz tę kobietę?Tomisławice: na terenie kopalni błąkała się kobieta. Rozpoznajesz ją?

Krzysztofa jako ostatniego widzieli sąsiedzi. 42-latek odnawiał strych

Wersja o wyjeździe do Niemiec pojawia się także w zeznaniach właściciela warsztatu samochodowego, który pożyczył Krzysztofowi pieniądze. 42-latek nie oddał długu, ale zastawił u niego samochód i kazał korzystać z kart kredytowych. Mężczyzna zadzwonił też do koleżanki swojej córki Małgosi i powiedział, że 16-latki nie spotkają się na basenie ani angielskim, ponieważ wszyscy wyjeżdżają na święta do Niemiec. W Wielki Piątek (18 kwietnia 2003 roku) mężczyzna był widziany przez sąsiadów, jak maluje ściany na strychu. Po tym czasie nikt go nie widział.

Rodzina zgłosiła zaginięcie Bogdańskich 8 maja 2003 roku. Bliskich zaniepokoiło, że nikt nie odpisał na życzenia świąteczne, ani nie odbierał telefonów. Siostra Bożeny znalazła też kontakt do znajomych z Niemiec, którzy nic nie wiedzieli o przyjeździe Bogdańskich i zapewniali, że nie mieli z nimi kontaktu od lat. Jak podaje serwis niewyjaśnione-zaginiecia.pl, znajomi rodziny wspomnieli, że Krzysztof przed zniknięciem zadawał dziwne pytania, m.in. o załatwianie fałszywych dokumentów.

Bolesław Piasecki podczas przemówienia na wiecu Ruchu Narodowo-Radykalnego 'Falanga' w 1937 roku (L) i Bolesław Piasecki w 1955 roku (P)Tą zbrodnią żyła cała Polska. Jak zginął syn Bolesława Piaseckiego?

Lodówka pełna jedzenia, ładowarka w kontakcie i pamiętnik 16-letniej Małgosi

Po zgłoszeniu policja od razu udała się do domu Bogdańskich w Starowej Górze. Na miejscu zauważono, że dom wygląda tak, jakby ktoś wyszedł z niego tylko na chwilę. Na stole stała niedopita herbata, w lodówce było pełno jedzenia, w pokojach zostały ubrania, walizki, a ładowarka do telefonu 12-latka nadal podłączona była do gniazdka. Nie było też żadnych śladów biologicznych, które mogłoby wskazywać na walkę lub przestępstwo. W domu zostały leki na astmę Jakuba i leki 66-letniej Danuty, która wcześniej przeszła udar. Nie znaleziono jednak żadnych dokumentów - prawa jazdy, dowodów osobistych czy paszportów. Po sprawdzeniu komputerów okazało się, że dane na dyskach twardych zostały całkowicie wyczyszczone. Monitoringi z kamer na stacjach benzynowych, autostradach, lotniskach, dworcach i granicach nie zarejestrowały Bogdańskich, którzy szukani byli w całej Europie, USA, a nawet Afryce.

W domu ujawniono pamiętnik Małgosi, w którym 16-latka niekiedy pisała szyfrem. Z zapisków wynika jednak wyraźnie, że dziewczyna martwiła się o ojca, zwłaszcza po tym, jak "wspólnik" Krzysztofa "przekroczył granicę". Nie wiadomo, o jakiego wspólnika mogło chodzić. Sąsiedzi spekulują, że 42-latek zaczął uprawiać hazard, przez co zwrócił na siebie uwagę grup przestępczych.

Po zaginięciu rodziny wyszło na jaw, że 42-latek wpadł w kłopoty finansowe. Przez zalewanie polskiego rynku tańszymi, chińskimi zamiennikami jego sklep stracił wielu klientów. Mężczyzna próbował więc szukać innych metod na zarabianie pieniędzy. Zaczął handlować pirackim oprogramowaniem do konsoli PlayStation i zdejmował blokady w telefonach. Z czasem Krzysztof, Bożena i 66-letnia Danuta zaczęli brać coraz to nowsze kredyty pod zastaw hipoteki. Później pieniądze pożyczali od znajomych i rodziny. Po ich zaginięciu banki złożyły w prokuraturze zawiadomienia dotyczące oszustwa. Poszkodowane przez Bogdańskich osoby szukały pomocy nawet u prywatnych detektywów. W momencie zaginięcia 42-latek mógł być zadłużony nawet na milion złotych. Za rodziną wysłano listy gończe, jednak od 2003 roku nie ma żadnego przełomu w ich sprawie.

Śledczy nie znaleźli śladów, by na ich dane kupione zostały jakiekolwiek bilety. Sprawdzono też placówki opieki społecznej, do których mogłaby trafić schorowana, mająca problemy z poruszaniem się matka 42-latka. Nigdzie jej jednak nie znaleziono.

Zaginięcie rodziny Bogdańskich. "Takiego zaginięcia nie było w Polsce od czasów zakończenia II wojny światowej"

W postępowaniu wykluczono, by zaginięcie rodzinnych Bogdańskich wiązało się z samobójstwem rozszerzonym. Śledczy przyjmują, że doszło albo do idealnie zaplanowanej ucieczki rodziny, albo do zabicia rodziny przez osobę lub osoby, od których Bogdańscy pożyczyli pieniądze. - W rozwiązanie zagadki włożyliśmy kawał porządnej, policyjnej roboty, ale na razie efekty są marne. Ich sprawa zajmuje pięć tomów policyjnych akt, po dwieście do trzystu stron każda - powiedział anonimowo w rozmowie z "Dziennikiem Łódzkim" policjant z wydziału kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi i dodał, że "takiego zaginięcia nie było w Polsce od czasów zakończenia II wojny światowej".

- Wydaje mi się, że to jest jedyna taka sprawa w Polsce, że tak naprawdę zaginęły osoby reprezentujące trzy pokolenia tej samej rodziny. Trudno mi powiedzieć... Sprawa rodziny Bogdańskich jest specyficzna, trudna, nierozwiązana od wielu lat. Gdyby były znane powody, to byłoby łatwiej ją rozwiązać - powiedziała w rozmowie z Radiem ZET Izabela Jezierska-Świergiel z Fundacji Itaka.

Więcej o: