Szokujące nagranie - migrant utknął na zaporze, wisiał głową w dół. Polscy wojskowi mieli szydzić: "Zaj....y jest"

Media społecznościowe obiegło wstrząsające nagranie z polsko-białoruskiej granicy w pobliżu Białowieży na Podlasiu. Widać na nim uchodźcę, który utknął na zaporze, wisi głową w dół. Po chwili spada z wysokości kilku metrów na ziemię. Zdarzenie w wulgarny sposób komentują trzegący granicy żołnierze (wskazuje na to zarówno ubiór mężczyzn, ich zachowanie, jak i fakt, że to oni patrolują okolice muru).

W ostatnich dniach rząd chwali się ukończeniem budowy zapory na granicy polsko-białoruskiej.  "Polska skończyła budowę bariery ochronnej na granicy z Białorusią. Nielegalne przedostanie się do Polski jest obecnie niemożliwe. Polska granica jest dziś najlepiej chroniona w Europie" - chwali się na Twitterze Stanisław Żaryn. 

Piotr Czaban, aktywista i były dziennikarz TVN24, opublikował w mediach społecznościowych nagranie, do którego dotarł - widać na nim migranta, który znajduje się na samej górze zapory. Mężczyzna zaczepił się sznurówką o drut kolczasty i nie może się uwolnić. "Nagrali, a potem chwalili się "przygodą" i napędzali tym samym hejt na ludzi. Białowieża. Noc z wczoraj na dzisiaj" - napisał Czaban. "Przy murze w nocy zdjęcia robią tylko służby" - zaznaczył.

Na nagraniu słyszymy rozmowę polskich żołnierzy: "- Je***", a także: "Zaj****sty jest". "Ha ha ha" - komentują sytuację.

"Zabawa mundurowych trwała dłużej. Robili zdjęcia, nagrywali filmiki, śmiali się, przeklinali. A później udostępniali swoje nagrania, mając za nic cierpienie ludzi" - dodał Czaban.

Nagranie udostępnił też prof. Maciej Duszczyk, ekspert ds. migracji. "Tym razem naprawdę już nie wiem, co napisać!" - skomentował krótko.

Wysłaliśmy mail do straży granicznej z prośbą o potwierdzenie autentyczności nagrania i zapytaniem, w jakim celu zdarzenie było przez funkcjonariuszy rejestrowane. Dowiedzieliśmy się, że wszystkie pytania powinniśmy kierować do MON.

"W sprawie komentarza proszę się kontaktować z MON, żołnierze byli przy tym zdarzeniu" - odpisała nam Anna Michalska.

"Przypominam, że Grupa Granica i lokalnie działający wolontariusze codziennie docierają do osób, które po przekroczeniu granicy z Białorusi wymagają pomocy medycznej i humanitarnej. Mur nie zakończył kryzysu. Polska potrzebuje mądrej polityki migracyjnej opartej o prawa człowieka" - apeluje Marta Górczyńska, prawniczka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Na stronie Hope&Humanity pojawiło się wideo z miejsca, gdzie przebywa grupa około 800 osób. Słyszymy na nagraniu, że polskie służby odmawiają wody jednemu z wyczerpanych migrantów.

W rozmowie z Gazeta.pl mieszkańcy Podlasia oceniają, że słowa zastępcy ministra koordynatora Służb Specjalnych to fikcja. Jak opisują, ludzie nadal przechodzą granicę i jest ich coraz więcej, a ich stan jest poważny.

Do działań humanitarnych w lesie brakuje chętnych. Mieszkańcy, którzy pomagają tam od roku, są już ekstremalnie zmęczeni, a wiele osób w skali Polski nie zdaje sobie sprawy o trudnej sytuacji.

Całość problemu opisywaliśmy w materiale Zapomniana Granica. 

"Jedziemy pomagać 12-osobowej grupie, część z nas już jest po nocy w lesie" 

"Poniedziałek, ok. 9:00 rano, 12 osób w lesie. Jest nas obecnie tak mało, że trzeba było połączyć ludzi z czterech baz, aby móc przeprowadzić akcję pomocową. Pakujemy się i ubieramy. Jedziemy najpierw po jedną ekipę, a następnie po drugą. Zgranie wszystkich osób stanowi nie lada wyczyn. W lesie spotykamy się z kolejną ekipą. Część z nas jest już po nocy spędzonej w lesie, część po dwóch porannych akcjach" - relacjonuje jedną z ostatnich akcji ratunkowych aktywistka grupy Egala.

Wśród 12 osób z Kongo są mężczyźni i kobiety. Wszyscy przemoczeni, zmarznięci. "Rozdajemy im ciepłe, suche ubrania. Kiedy są już przebrani, dostają ciepły obiad i herbatę. Opatrujemy im rany, czyścimy i pielęgnujemy przemoczone stopy. Po chwili okazuje się, że mamy za mało ubrań. Oddaję swój polar jednej z kobiet i kurtkę drobnemu, drżącemu z zimna mężczyźnie" - czytamy w relacji.

"Kiedy są już najedzeni i zaopatrzeni, pakują sprawnie swoje rzeczy, dziękują nam za pomoc i oddalają się w sobie tylko znanym kierunku. To dla mnie dziwne uczucie" - dodaje aktywistka.

800 osób w "pasie śmierci". Prawie nikt nie może wyjść. To pułapka

Małgorzata Rycharska z Hope&Humanity Poland mówi w rozmowie z Gazeta.pl, że obecnie ludzie przybywają do Białorusi przede wszystkim z Rosji. - Przebywa tam około 3,4 tysięcy ludzi nieeuropejskiego pochodzenia. Tym ludziom kończą się wizy, nie ma lotów deportacyjnych, więc Białorusini zamykają ich w więzieniach. Do tego dochodzi fakt, że na Białorusi przybywa Rosjan, podejmują więc oni próbę przedostania się przez polską granicę - opisuje.

Z jej relacji wynika, że około 800 ludzi przebywa w pasie śmierci na poziomie Puszczy. Prawie nikt nie jest w stanie wyjść z tego terenu, bo po obu stronach nie zgadza się na to wojsko.

Zapora na granicy polsko-białoruskiejŻaryn chwali się zaporą "nie do przejścia". Aktywiści: To fikcja

- Niektórzy bez jedzenia od kilku tygodni. Rodziny, dzieci, kobiety w ciąży. Młode chłopaki. Dorośli. Jedzą liście i piją wodę z kałuż. Niektórzy mdleją... Są w kółko przepychani do Polski, od razu łapani i wypychani z powrotem na Białoruś. Pobici przez służby, pogryzieni przez psy, poranieni concentriną - relacjonuje.

- Białorusini bardzo ich biją. Są pogryzieni przez psy po obu stronach. Oni wchodzą na mur, spadają z niego i ranią się. Coraz więcej mówią też o przemocy ze strony polskich służb - dodaje.

Więcej o: