Wyciek danych żołnierzy służących na białoruskiej granicy. "Obawiamy się, że mogą nas namierzyć"

Doszło do wycieku wrażliwych danych osobowych polskich żołnierzy WOT służących na polsko-białoruskiej granicy - podaje Onet. Informacje miały zostać umieszczone na publicznym komunikatorze. - Obawiamy się, że służby białoruskie mogą nas namierzyć i skrzywdzić nas lub naszą rodzinę - cytuje wojskowych portal.

Jak dowiedział się Onet, doszło do wycieku danych polskich żołnierzy stacjonujących na granicy z Białorusią w ramach operacji "Gryf". Portal podkreśla, że ma do nich dostęp. Żołnierze mają się natomiast obawiać, że ich personalia trafią do białoruskich służb.

Zobacz wideo W 2019 krytykował pomysł 3% PKB na zbrojenia. Zandberg: Dziś bym tego nie powtórzył

Wyciek danych żołnierzy WOT? Onet: Dane zostały opublikowane na publicznym komunikatorze

Portal podaje, że danymi 58 żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej (imię, nazwisko, imię ojca, PESEL, stopień wojskowy) dysponuje od kilku dni. Jak czytamy, żołnierze ci zostali nagrodzeni urlopami za "duże zaangażowanie i wykonywanie obowiązków podczas operacji 'Gryf'". "To wojskowa operacja na granicy z Białorusią, w ramach której polscy żołnierze prowadzą działania obserwacyjne, patrolowe, rozpoznawcze, wspierają przygotowanie zapory inżynieryjnej oraz pomagają Straży Granicznej w powstrzymywaniu nielegalnych imigrantów, wysyłanych na polską stronę przez reżim białoruskiego dyktatora Aleksandra Łukaszenki" - wyjaśnia portal.

Dane miały zostać opublikowane na publicznym komunikatorze internetowym WhatsApp. Rzecznik WOT kpt. Witold Sura przekazał jednak portalowi, że dowództwo nie komunikuje się z żołnierzami na komunikatorze, a sprawa jest "przykładem jednostkowej działalności byłego żołnierza".

Więcej aktualnych wiadomości z kraju znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Bomba jądrowa B61 (lub jej treningowa makieta) podczas ćwiczenia załadunku do transportowca C-17 w USA przed potencjalnym lotem do EuropyPolska broń jądrowa to mrzonka

Żołnierze WOT obawiają się, że ich dane trafią do białoruskich służb? "Obawiamy się, że mogą skrzywdzić naszą rodzinę"

Zdaniem portalu screeny wskazują jednak, "że na wojskowej grupie na WhatsAppie znajdowało się wielu żołnierzy, którzy wymieniali się tam informacjami dotyczącymi toczącej się na białoruskiej granicy operacji" - łącznie 172 osoby, w tym także dowódcy. "Od samego początku musieli wiedzieć o problemie" - zauważa Onet, podkreślając, że wyciek tego typu danych jest niebezpieczny nie tylko ze względu na ważną operację, ale także na wojnę toczącą się za naszą granicą.

- Wiadomość o tym wycieku jest ogólnodostępna i nikt z tym nic nie robi - twierdzą wojskowi. - Są tam nasze dane osobowe, nasze pesele oraz imiona naszych rodziców, obawiamy się, że służby białoruskie mogą nas namierzyć i skrzywdzić nas lub naszą rodzinę.

Eksperci, których Onet zapytał o zdanie, potwierdzają, że publikacja danych może pociągać za sobą niebezpieczeństwa. - Z punktu widzenia kontrwywiadowczego jest to postępowanie naganne - podkreśla gen. Janusz Nosek, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Żołnierze (zdjęcie ilustracyjne)Wojsko Polskie. Kim jest rezerwista? Kogo można powołać na ćwiczenia?

Więcej o: