Wrocław. Kasjerka Uniwersytetu Przyrodniczego ukradła pół miliona. Stosowała "trik" z gumką. Jest wyrok

Główna kasjerka Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu skazana. Kobieta wyniosła z kasy uczelni prawie pół miliona złotych. Choć przyznała się do winy, na sędzim nie zrobiło to większego wrażenia. - Musiała doskonale zdawać sobie sprawę, że podejrzenie padnie tylko i wyłącznie na nią - wyjaśnił.

Główna kasjerka Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu ukradła 490 tys. zł. - Pieniądze były liczone w ten sposób, że koleżanka siedziała w jednym pokoju przy biurku. W drugim pokoju był sejf, z którego przynosiłam jej wiązki po 50 tys. zł i w momencie, w którym ona kończyła liczyć pierwszą pięćdziesiątkę, ja przynosiłam ze skarbca drugą, a tę pierwszą zabierałam. Zamieniałam gumki na banknotach i przynosiłam ponownie tę samą wiązkę. To był cały mechanizm - objaśniała przed sądem. Proceder trwał od 2015 roku do października 2021 roku. Kobieta sama zgłosiła się na policję. 

Więcej informacji ze świata i kraju znajdziesz na stronie głównej portalu Gazeta.pl.

Zobacz wideo Pijany uciekał na skuterze. Policjant dogonił go pieszo

Wrocław. Sąd wydał wyrok. "Musiała zdawać sobie sprawę, że podejrzenie padnie tylko na nią"

Sąd Okręgowy we Wrocławiu uznał w poniedziałek (26 września) Annę S. za winną zarzucanego jej czynu i wymierzył karę roku i jednego miesiąca pozbawienia wolności. "Orzekł także wobec oskarżonej zakaz wykonywania zawodu księgowej na okres pięciu lat oraz zobowiązał ją do naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę na rzecz Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu kwoty 480 tys. zł" - podaje TVP3.

 - Nie była to jednorazowa, na gorąco myśl, ale sukcesywnie z tym samym zamiarem oskarżona, będąc w dodatku głównym kasjerem Uniwersytetu Przyrodniczego, której zostało powierzone mienie, zabierała to mienie i trwało to właściwie do końca, kiedy zorientowała się, że już więcej tego ukryć nie może. […] Miała świadomość, że kasa już nie będzie prowadzona i będzie musiała te pieniądze wpłacić do banku i je pokazać, a tych pieniędzy nie było - wskazał sędzia Paweł Pomianowski.

- Pani S. była właściwie jedyną osobą, której było to mienie powierzone, więc musiała doskonale zdawać sobie sprawę, że podejrzenie padnie tylko i wyłącznie na nią - powiedział sędzia, sugerując, że to jedyny powód, który zmusił oskarżoną do tego, aby się przyznać.

Policyjne zatrzymanie (zdjęcie ilustracyjne)Tczew. Miał ukraść 13 złotych. Słono za to zapłacić

"Do tej pory oskarżona wpłaciła 1000 zł na pokrycie szkody"

Na rozprawie uczelnię reprezentowała kwestorka UPWr Wioletta Fałowska. - Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyroku. Nie spodziewaliśmy się, że będzie tak wysoki. Do tej pory sprawy o kradzież przeciwko kasjerom kończyły się rokiem więzienia w zawieszeniu, a tutaj jest rok i miesiąc bez prawa do zawieszenia - cytuje słowa kobiety "Fakt".

Fałowska dodała, że skradzione pieniądze pochodziły ze środków przeznaczonych na wypłaty, ale żaden z pracowników nie ucierpiał. - Uniwersytet zabezpiecza wynagrodzenia niezależnie od tego, czy jest gotówka w kasie, czy nie. Natomiast są to publiczne pieniądze i ta strata jest dla uniwersytetu bardzo duża. Do tej pory oskarżona wpłaciła 1000 zł na pokrycie szkody - powiedziała. 

Zdjęcie z fotopułaki skradzionej w PotęgowiePomorskie. Ukradł fotopułapkę. Policjanci poznali sprawcę po bałaganie

Więcej o: