"Instytucje przez 17 dni nie działały". Wniosek o odwołanie wojewodów regionów nadodrzańskich

Partia Zieloni domaga się wyciągnięcia konsekwencji wobec władz samorządowych w związku z katastrofą ekologiczną na Odrze. - Instytucje przez 17 dni praktycznie nie działały. 17 dni zajęło wojewodom zwołanie pierwszych sztabów kryzysowych - wymienia przewodnicząca Zielonych posłanka Urszula Zielińska. W poniedziałek strażacy podali, że z Odry odłowiono aż 80 ton śniętych ryb.

Wojewodowie śląski, opolski, dolnośląski, lubuski i zachodniopomorski do odwołania - taki postulat przedstawiła Partia Zieloni i złożyła wniosek do szefa MSWiA. Urszula Zielińska wyjaśniła, że powodem jest zbyt późna reakcja na katastrofę ekologiczną na Odrze.

Więcej aktualnych informacji z kraju i ze świata na stronie głównej Gazeta.pl

Zobacz wideo
Instytucje przez 17 dni praktycznie nie działały. 17 dni zajęło wojewodom zwołanie pierwszych sztabów kryzysowych. 17 dni zajęło wysłanie alertów - sms-ów z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Przez te 17 dni ludzie w środku wakacji kąpali się w rzece, bawili się, poili zwierzęta i jedli złowione w Odrze ryby. Byli bezpośrednio zagrożeni

- podkreślała posłanka i przewodnicząca Zielonych.

Wnioski o odwołanie nadodrzańskich wojewodów. "Wiedzieli i nic nie zrobili"

O odwołaniu wojewody dolnośląskiego (nie jest członkiem PiS, ale został wojewodą z rekomendacji partii rządzącej) mówili kilka dni temu przedstawiciele rządu i opozycji. Portal tvn24.pl ustalił, że Jarosław Obremski jest na urlopie, z którego ma wrócić we wtorek. 

Muszą być pociągnięci do odpowiedzialności ci, którzy za to odpowiadają

- mówił o Obremskim wiceminister klimatu i środowiska Jacek Ozdoba. W wywiadzie dla TVN24 dodał, że "zgadza się z premierem Mateuszem Morawieckim, że niedopuszczalne jest to, że służby wojewody nie informowały o zdarzeniu w odpowiednim czasie".

Również Lewica domaga się pociągnięcia do odpowiedzialności samorządowców. Zdaniem Agnieszki Dziemianowicz-Bąk dymisja szefa Wód Polskich czy Głównego Inspektora Ochrony Środowiska to za mało. - Nie może być tak, że premier Mateusz Morawiecki beztrosko staje na jednej czy drugiej konferencji prasowej, rozkłada ręce i przyznaje, że zbyt późno dowiedział się o katastrofie na Odrze. (...) Nie może tak być, że nie wyciąga się żadnych konsekwencji. (...) Czas pociągnąć do odpowiedzialności tych, którzy wiedzieli i nic nie zrobili - przekonywała posłanka Lewicy.

Elżbieta Anna Polak: Odra jest martwa, wędkarze zapalają znicze

Konsekwencji w sprawie katastrofy ekologicznej na Odrze żądają też ekolodzy i przyrodnicy zajmujący się na co dzień rzeką. W poniedziałek wieczorem marszałkini województwa lubuskiego mówiła w Polsat News, że osoby walczące ze skutkami skażenia zostały "pozostawione same sobie". Zaznaczyła, że "już 26 lipca rząd wiedział, że mamy do czynienia z klęską epidemiologiczną". - Wędkarzy poinformowano, że skoro Polski Związek Wędkarski ma umowę z Wodami Polskimi na odławianie śniętych ryb, to mają się tym zająć - przekazała Elżbieta Anna Polak.

Polak wyjaśniła także, że w tej chwili nie można oszacować strat, bo wciąż prowadzona jest akcja ratownicza i nie wiadomo, co zatruło rzekę. Zauważyła, że straty dla turystyki i dla lokalnej gospodarki mogą być ogromne. 

Odra jest martwa. Przed chwilą wędkarze na konferencji prasowej, ocierając łzy, mówili, że zapalają znicze

- powiedziała marszałek województwa lubuskiego. 

Strażacy wyłowili z Odry 80 ton śniętych ryb

Aż 80 ton śniętych ryb odłowili strażacy na Odrze od piątku - taką informację przekazał rzecznik komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej bryg. Karol Kierzkowski, cytowany przez bankier.pl.

W zwalczanie skutków katastrofy ekologicznej na Odrze zaangażowanych jest prawie pół tysiąca strażaków, którzy pracują głównie w województwach lubuskim i zachodniopomorskim. - Cały czas rozstawiają zapory, odławiają martwe ryby - powiedział Kierzkowski.

W sobotę strażacy zostali również zawiadomieni o śniętych rybach na rzece Ner na pograniczu woj. wielkopolskiego i łódzkiego. Odłowili tam ok. 250 kg martwych ryb. - Sytuacja jest już stabilna - ocenił rzecznik PSP.

W sumie 2500 policjantów i strażaków jest zaangażowanych w działania związane z monitorowaniem sytuacji wzdłuż biegu Odry w związku ze skażeniem rzeki - poinformowało w niedzielę w mediach społecznościowych Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. 

Rząd o katastrofie ekologicznej na Odrze

We wtorek na posiedzeniu rządu ma zostać poruszony temat zaostrzenia kar za zatruwanie środowiska - wynika z deklaracji premiera. To reakcja na katastrofę ekologiczną na Odrze. Sprawę bada prokuratura i organy podlegające pod ministerstwo klimatu i środowiska. Wstępnie wytypowano już podmioty, które mogą być odpowiedzialne za skażenie Odry.

Mateusz Morawiecki mówił w poniedziałek w nadodrzańskim Urazie w województwie dolnośląskim, że nie chce spekulować na temat przyczyn skażenia Odry. Jak dodał, także strona niemiecka obecnie nie jest w stanie powiedzieć, co się stało. - Nie przesądzam, co tutaj się stało, tylko zaznaczam, że w takiej sytuacji kary powinny być jeszcze bardziej surowe - oświadczył szef rządu.

Główny Inspektorat Ochrony Środowiska podał, że badanie próbek wody z Odry prowadzone od 10 sierpnia w sposób ciągły nie potwierdziło obecności rtęci. Chodzi tu o Odrę graniczną w województwie lubuskim. Z kolei wyniki niemieckich próbek pobranych nie w głównym nurcie, a w dopływach lub starorzeczach Odry, wykazały obecność rtęci i wskazały na przekroczone normy dla wód powierzchniowych. Wskaźnik ten nie przekraczał norm dopuszczalnych dla wody pitnej.

Główny Inspektorat Środowiska poinformował ponadto, że Państwowa Inspekcja Weterynaryjna wykluczyła rtęć jako przyczynę śmierci ryb. Podobną ocenę przedstawia także niemieckie federalne ministerstwo środowiska.

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina >>>

Więcej o: