Warszawa. 4-latek był ciągnięty przez tramwaj, nie żyje. Nowe informacje ws. tragicznego wypadku

Trwa wyjaśnianie okoliczności śmierci czteroletniego chłopca, którego noga utknęła w piątek w drzwiach tramwaju przy ul. Jagiellońskiej w Warszawie. Dziecko było pociągnięte przez kilkaset metrów wzdłuż torowiska. Jak dowiedział się portal Gazeta.pl, drzwi były wyposażone w mechanizm m.in. zapobiegający przytrzaśnięciu pasażera. Ten mechanizm przetestowano już po wypadku - okazało się, że działał prawidłowo.

Czterolatek (początkowo podawano, że chłopiec miał pięć lat) jechał ze swoją babcią tramwajem starszego typu linii 18. Chłopiec wysiadł przy przystanku Batalionu Platerówek, drzwi przytrzasnęły dziecku nogę.

Chłopiec był ciągnięty przez kilkaset metrów wzdłuż torowiska. Babcia dziecka została w środku tramwaju.

Więcej treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl >>>

Do zdarzenia doszło w drugim wagonie. Jak przekazał portalowi Gazeta.pl rzecznik Tramwajów Warszawskich Maciej Dutkiewicz, w tramwaju nie ma monitoringu, a motorniczy nie mógł dostrzec w lusterku, co dzieje się na końcu pojazdu. Nie zauważył, że dziecko utknęło.

Zobacz wideo Ucieczki z korka, cofanie pod tira, jazda pod prąd. Tego nie robić na drodze ekspresowej czy autostradzie

Warszawa. Nie żyje czteroletnie dziecko

Rzecznik Tramwajów Warszawskich przekazał nam także, że drzwi były wyposażone w mechanizm, który zapobiega przytrzaśnięciu pasażera. Mechanizm ten został potem przetestowany w obecności prokuratora. Zadziałał prawidłowo.

Prawidłowo zareagował też mechanizm zapobiegający jeździe z otwartymi drzwiami. Dlaczego więc doszło do wypadku? Na to pytanie odpowie śledztwo.

Tragiczny wypadek przy ul. JagiellońskiejWarszawa. Tramwaj śmiertelnie potrącił czteroletnie dziecko

Wiadomo, że motorniczy ma 14 lat stażu pracy. Jak wykazało badanie alkomatem, w chwili wypadku był trzeźwy. Jego krew została przekazana do szczegółowych badań pod kątem alkoholu i środków odurzających.

Więcej o: