Wypadek w Chorwacji. Właściciel biura podróży: "Nie organizowałem wyjazdu". Wini zakonnicę

Mazowiecki urząd marszałkowski ustalił, że biuro podróży "U Brata Józefa", które zorganizowało pielgrzymkę do Medjugorie, działało bez wymaganego prawnie wpisu do rejestru organizatorów turystyki. Prokuratura wszczęła śledztwo, a właściciel firmy twierdzi, że to nie on organizował wyjazd, lecz siostra zakonna.

"Biuro podroży 'U Brata Józefa', które zorganizowało tragiczną w skutkach wycieczkę do Medjugorie, działało bez wymaganego prawnie wpisu do rejestru organizatorów turystyki. Oznacza to, że klienci biura nie są objęci gwarancją ubezpieczeniową, jaka przysługuje turystom korzystającym z usług zarejestrowanych biur podróży" - czytamy w komunikacie Samorządu Województwa Mazowieckiego.

W związku z tym 10 sierpnia urząd marszałkowski skierował sprawę do organów ścigania. Wszczęto także postępowanie administracyjne w sprawie wydania z urzędu decyzji o zakazie wykonywania działalności objętej wpisem do rejestru przez okres 3 lat dla właściciela biura podróży "U Brata Józefa". Więcej szczegółów w tym materiale:

Ratownicy na miejscu wypadku w Podvorcu koło Zagrzebia, Chorwacja, 6 sierpnia 2022 r.Wypadek autokaru w Chorwacji. Biuro podróży działało nielegalnie

Właściciel biura "U Brata Józefa": Nie organizowałem wycieczki do Medjugorie

Polska Agencja Prasowa o wyjaśnienia zwróciła się do przedsiębiorcy prowadzącego firmę "U Brata Józefa". - Posiadam umowę agencyjną od 2017 r. z biurem Motyl S.A. w Lublinie i od tego czasu z nimi podróżuję - powiedział Miłkowski, cytowany przez "Gościa Niedzielnego". Zapewnił, że "biuro podróży ma do tego pełne uprawnienia" i wyjaśnił, że "działa na zasadzie agenta". - Ja generalnie zbieram ludzi - dodał.

Podkreślił, że "ten wyjazd [do Medjugorie - red.] był zupełnie inny, organizowany przez samą siostrę". Potwierdził, że był to wyjazd zorganizowany nie przez biuro, ale osobę prywatną. - Ja tylko pomagałem w ubezpieczeniu i w zorganizowaniu autokaru - mówił.

Miłkowski odmówił dalszych wyjaśnień. Dodał, że był w środę na przesłuchaniu i w związku z toczącym się postępowaniem nie może powiedzieć więcej. - Mogę jedynie powiedzieć, to, co mogę skorygować - zaznaczył.

Zobacz wideo Katastrofa nad Odrą. "Nie znajdzie tu pan żywego organizmu. A jeśli będzie, to będzie walczył o życie"

Wypadek polskiego autokaru w Chorwacji. Ranni pielgrzymi wracają do Polski

W sobotę 6 sierpnia polski autokar, wiozący pielgrzymów do bośniackiego Medjugorie, wpadł do rowu na autostradzie pod Varażdinem w Chorwacji. 12 osób zginęło, a 32 zostały ranne. Autokarem podróżowało 42 pasażerów i 2 kierowców.

Od lewej: siostry Janina Mateusiak i Judyta PudełkoWypadek autokaru w Chorwacji. Nie żyje siostra Janina Mateusiak z Jedlni

W środę po południu do Polski powrócił samolot Wojska Polskiego, przewożący 10 osób rannych w sobotnim wypadku.

W chorwackich szpitalach nadal pozostaje osiemnastu rannych Polaków. Cztery osoby - dwie w Zagrzebiu i dwie w Varażdinie - wciąż są na oddziałach intensywnej terapii.

Ksiądz Grzegorz RadziszewskiKsiądz Radziszewski nie żyje. To kolejna ofiara wypadku w Chorwacji

***
Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina >>>

Więcej o: