DPS w Jordanowie. Miały chronić Karolinę przed ojcem. Zamiast tego była faszerowana lekami i bita

Pochodząca z Podhala 23-letnia Karolina trafiła do Domu Pomocy Społecznej - prowadzonego przez siostry prezentki, aby odciąć się od swojego ojca i brata, którzy mieli wykorzystywać ją seksualnie. Jak się okazuje, młoda kobieta niestety nie otrzymała tam odpowiedniej opieki. Na rok przed publikacją WP.pl matka zauważyła siniaki na ciele dziewczyny. Kobieta złożyła zawiadomienie do prokuratury, jednak dokument "zaginął".

Onet.pl opisał historię Karoliny, która zanim trafiła do DPS przebywała wraz z bratem - który również jest osobą z niepełnosprawnością, w internecie przy szkole dla dzieci i młodzieży z niepełnosprawnością intelektualną w jednym z miast powiatowych. Okazało się jednak, że w internacie dziewczyna była gwałcona przez swojego brata oraz prawdopodobnie jego kolegów.

Zobacz wideo Co robić, gdy jesteś świadkiem przemocy wobec dzieci?

W wyniku gwałtów Karolina zaszła w ciąże, jednak niedługo potem poroniła. Ojcem poronionego dziecka był brat dziewczyny, który za gwałt otrzymał wyrok dwóch lata więzienia w zawieszeniu. Matka dziewczyny przekazała, że prokuratura i sąd nie badały w tej sprawie współudziału innych wychowanków.

Karolina wróciła z internatu, gdzie gwałcił ją brat. W domu również ojciec zaczął się nad nią znęcać

Po powrocie do domu Karolina ponownie miała przejść trudne chwile. Jak przekazała matka dziewczyny, w lipcu 2018 roku ojciec zaczął spędzać dużo czasu z Karoliną, czego wcześniej nie robił. To zaniepokoiło kobietę. 

"W sierpniu Karolina zaczęła wykonywać ruchy frykcyjne w miejscach publicznych i mówić 'tata mi tak robił'" - napisano w opinii psychologicznej. Po tym zdarzeniu matka dziewczynki (razem z trójką swoich dzieci) przeniosła się do przybudówki, znajdującej się na tym samym podwórku. Wkrótce przeciwko mężczyźnie wszczęto postępowanie w sprawie dopuszczenia się gwałtu na córce - jednak z powodu niewystarczających dowodów, śledztwo zostało umrzone.

DPS w Jordanowie - zdjęcie archiwalneBiejat: Rząd wyrzucił dokument o DPS-ach. "Uznano, że jest radykalny"

Dyrektorka DPS w Jordanowie pozwalała ojcu dziewczynki na kontakty z córką

W 2019 roku dziewczyna trafiła do DPS w Jordanowie, aby "odizolować ją od bodźców, które wywołują u niej lęk". W ośrodku miała odnaleźć spokój i wrócić do normalności. Jednak wbrew decyzji matki (jedynego prawnego opiekuna dziewczyny) oraz przedłożonych przez nią dokumentów, na mocy których mężczyzna miał nie widywać się z córką, pracowniczki DPS wpuszczały ojca dziewczyny do ośrodka.

Jak przekazała kobieta, była dyrektor DPS - s. Bronisława miała także złożyć do sądu wniosek o umożliwienie spotkań ojca z Karoliną. Kobieta skontaktowała się z DPS, jednak siostra stwierdziła, że pismo musiało wpłynąć od ojca. Matka dziewczyny skontaktowała się wówczas z sądem, aby zweryfikować te informacje. Okazało się, że podpis pod wnioskiem złożyła dyrektorka DPS-u.

Zakonnica / zdjęcie ilustracyjneOpisała przemoc u boromeuszek. O DPS w Jordanowie mówi: Jestem przerażona

W trakcie pobytu w DPS w Jordanowie na ciele Karoliny zaczęły pojawiać się siniaki 

Później kobieta zaczęła dostrzegać na ciele córki liczne siniaki. Lekarz stwierdził, że są to nowe i stare obrażenia. Matka zapytała się pracowniczek DPS-u, dlaczego dziewczyna ma na ciele obrażenia wskazujące na pobicie. Siostry stwierdziły, że dziewczyna sama się bije oraz dochodzi do bójek między podopiecznymi, a one nie są w stanie błyskawicznie reagować.

W ośrodku psychiatra przepisywał Karolinie leki - matka postanowiła więc zabrać córkę do innego lekarza po opinię. Po konsultacji z psychiatrką, do której udała się z córką, lekarka stwierdziła, że dziewczyna dostaje za duże dawki leku i trzeba je zmniejszyć. Dodatkowo lekarz psychiatra, który zajmował się Karoliną w DPS, zalecał jej medyczną marihuanę, a kiedy kobieta odebrała córkę z ośrodka, otrzymała leki zapakowane w serwetkę bez informacji o ich dawkowaniu ani o tym, co w sobie zawierają. 

Przeczytaj więcej informacji z kraju i ze świata na stronie głównej Gazeta.pl

W listopadzie 2021 roku kobieta złożyła zawiadomienie do zakopiańskiej prokuratury w sprawie śladów pobicia na ciele córki. - Tyle miesięcy wcześniej można było tym dzieciom pomóc. Jak teraz w maju zapytałam w zakopiańskiej prokuraturze o tamto moje pismo, to mi powiedzieli, że musiało zaginąć i nigdy do nich nie dotarło - powiedziała Onetowi kobieta. 

*********

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina.  

Więcej o: