Kobieta przez 20 lat żyła z igłą w brzuchu. Bolało. Lekarze tłumaczyli, że "to taka uroda"

Pani Wanda przez 20 lat zmagała się z bólem. Lekarze ją lekceważyli - tłumaczyli, że to "taka uroda pacjentki" i "zakłóć czasem musi". Okazało się, że ból powodowała igła, zostawiona w brzuchu pacjentki podczas operacji wykonanej pod koniec lat 90. Odszkodowania dla pacjentki nie będzie.

- Dowód jest niepodważalny - mówi prawnik pani Wandy [imię bohaterki zmienione - red.], Leszek Krupanek. Historię kobiety, która 20 lat żyła z igłą w brzuchu, opisała Irmina Brachacz dla portalu Interia.pl. Mimo że cierpienie pacjentki wynikało z błędu lekarza, 68-latka na odszkodowanie nie może liczyć. 

Zobacz wideo Fiałek: Po pandemii wielu medyków wyemigruje. To będzie tragedia większa niż COVID-19

Przeczytaj więcej informacji z kraju i ze świata na stronie głównej Gazeta.pl 

Żyła z igłą w brzuchu 20 lat. Teraz najbardziej boli "poczucie niesprawiedliwości"

Pani Wanda zabieg "podwieszania" macicy przeszła w 1996 roku. Miała wtedy 42 lata. - Byłam jeszcze na tyle młoda, że lekarze nie chcieli mi macicy usuwać - wyjaśnia dziś kobieta. Samą operację wspomina nie najlepiej. - Nie wiem, co się działo, ale ja wszystko słyszałam, także słowa: "Ona już sinieje, zobacz paznokcie". Atmosfera była nerwowa. Nie było ze mną dobrze - wspomina. Po zabiegu pojawił się ból. 

NIK o opiece nad pacjentkami po poronieniuPoronienia w Polsce. Płód w ligninie. Samotność. "Niech zamknie mordę"

Najpierw ropiała rana - to było jednak lato, lekarze tłumaczyli więc zły stan pani Wandy upałami. Trzy lata później - kolejny zabieg. Tym razem macicę w całości usunięto. 

- Tu już komplikacji nie było. Ale chociaż operacja się udała, cały czas coś mi doskwierało. Chodziłam od lekarza do lekarza, bo tu mnie bolało, tam mnie kłuło, ale ci zawsze mówili: nic się nie dzieje, taka pani uroda. Męczyłam się, ale nigdy by mi nie przyszło do głowy dlaczego cierpię - przyznala pacjentka w rozmowie z Interią.pl. 

Chociaż dolegliwości nie ustępowały, nikt nie wysłał kobiety na RTG, a ona po prostu nauczyła się żyć z bólem. 

Przewróciła się na chodniku. W jej brzuchu znaleziono igłę

Sytuacja 68-letniej dziś kobiety nie uległaby zmianie, gdyby nie drobny wypadek. W Dzień Babci pani Wanda przewróciła się na chodniku, podczas wizyty na cmentarzu. Dość mocno się obijała, więc poszła do lekarza. Tam została skierowana na RTG, bo skarżyła się na silny ból w okolicy biodra. Wykonane w 2021 roku prześwietlenie wskazało, co było powodem cierpienia pacjentki przez 20 lat. 

Szpital covidowy (zdjęcie ilustracyjne)Pomoc Ukrainie. Czy mogą iść do lekarza lub szpitala? Opieka medyczna

"W tkankach miękkich w miednicy w rzucie prawej kości krzyżowej jest cieniutkie łukowate dobrze wysycone pasemko na dł. 3,2 cm - ciało obce? Igła chirurgiczna? Inne?" - brzmiał opis badania. 

- To był szok. Przez ponad dwadzieścia lat nie wiedziałam, z czym chodzę w brzuchu. Gdybym się nie przewróciła na tym cmentarzu, dalej bym nie wiedziała, że żyję z igłą - przyznała 68 latka. 

Po pomoc tym razem udała się do prawnika. 

- Ta igła przez ponad 20 lat była źródłem nieustającego stanu zapalnego. To się mogło skończyć naprawdę tragicznie - mówił adwokat pani Wandy. W sierpniu, kilka miesięcy po znalezieniu igły, pacjentka poszła do szpitala na zabieg usunięcia "ciała obcego z jamy brzusznej". Igła była skorodowana, a w trakcie wyciągania pękła. - [Lekarze - red.] byli tym nawet trochę przerażeni - twierdzi kobieta. 

20 lat z igłą w brzuchu. Odszkodowania nie będzie 

Chociaż dowód błędu popełnionego w szpitalu jest namacalny, a krzywda pani Wandy niezaprzeczalna, to o odszkodowaniu raczej nie może być mowy. Stan igły wskazuje na to, że tkwiła w organizmie kobiety przez wiele lat. To więc prawdopodobnie efekt jednego z zabiegów wykonanych kobiecie w latach 90. Szpital, w którym wówczas była operowana, dziś formalnie nie istnieje. To jednak nie największa przeszkoda - odpowiedzialność powinna przejść na placówkę, która tamtą lecznicę "wchłonęła". Problem są natomiast przepisy. 

"Roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym ulega przedawnieniu z upływem lat 3 od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się albo przy zachowaniu należytej staranności mógł się dowiedzieć o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia. Jednakże termin ten nie może być dłuższy niż 10 lat od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wywołujące szkodę"

- głosi Art. 442 Kodeksu Cywilnego. Ponieważ pani Wanda o obecności igły w swoim ciele dowiedziała się po 20 latach, nie może liczyć na sprawiedliwość i pociągnięcie winnych jej bólu do odpowiedzialności. Cały materiał o historii pani Wandy znajdziesz na Interia.pl

*****

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina. 

Więcej o: