Ostatnie lata były dla osób LGBT+ złe. Dziś potrzeba nam nadziei na lepszą Polskę

Wiktoria Beczek
Ostatnie lata w Polsce były dla osób LGBT+ złe - byliśmy szykanowani przez władze, aresztowano nas na protestach, słyszeliśmy też wiele krzywdzących słów. Brakuje nam otuchy i wiary, że ta sytuacja się zmieni. Wojciech Młynarski pisał: "ważne, by choć raz w miesiącu mieć dyktando u nadziei". Chcemy dziś to dyktando pisać, by dać osobom LGBT+ trochę siły i pokazać, jak może wyglądać i jak będzie wyglądać jutro w Polsce.

Ruszyła akcja #jutrowPolsce. Sprawdź też na stronie jutrowpolsce.pl >>

***

Ostatnie lata były trudne dla osób LGBT+. Gdy w marcu 2019 roku Jarosław Kaczyński pokrzykiwał "Wara od naszych dzieci!", nie wiedzieliśmy jeszcze, jakie będą tego konsekwencje. A to była iskra, sygnał przyzwolenia — dla polityków, duchownych, zblatowanych z rządem mediów, że mogą pozwolić sobie na więcej. 

Konsekwencje było widać już kilka miesięcy później, na pierwszym marszu równości w Białymstoku. Krótko przed nim we wszystkich białostockich kościołach odczytano odezwę abp. Tadeusza Wojdy, w której stwierdzał, że jest to "inicjatywa obca podlaskiej ziemi", przekonywał, że podczas marszów równości profanowane są święte symbole, szydzi się z wartości chrześcijańskich i apelował, by nie być wobec tych faktów obojętnymi. "Non possumus — nie możemy się na to zgodzić!" - pisał Wojda. 

Marsz, można ocenić, że zgodnie z życzeniem biskupa, próbowano zablokować i doszło do ataków fizycznych i słownych na jego uczestników. Ostatecznie policja ustaliła tożsamość 140 osób, które złamały prawo. Większość z nich ukarano za wykroczenia, części postawiono zarzuty karne. Sprawca dotkliwego pobicia nastolatka usłyszał wyrok roku i dwóch miesięcy więzienia w zawieszeniu.

We wrześniu tego samego roku na marsz równości w Lublinie 21-letnia Karolina S. i 27-letni Arkadiusz S. przynieśli własnej roboty materiały wybuchowe, złożone m.in. z opakowań gazu do zapalniczek i petard hukowych. Zdaniem biegłych materiały odpalone w tłumie mogłyby zabić uczestników marszu. Parę zatrzymano jednak chwilę przed rozpoczęciem marszu. Niedoszli terroryści usłyszeli wyrok 12 miesięcy pozbawienia wolności. W sądzie Arkadiusz S. tłumaczył, że "jest za Polakami i rodziną", a wartości rodzinne, to dla niego "chłopak i dziewczyna".

Noc przemocy i noc solidarności

7 sierpnia 2020 roku doszło do tzw. tęczowej nocy. W czasie protestów zatrzymano niemal 50 osób. Jak się później dowiedzieliśmy, policjanci mieli otrzymać rozkaz zatrzymywania osób LGBT+. Co więcej, prokuratura nie postawiła zatrzymanym zarzutów, natomiast sądy orzekły niemal w każdym przypadku, że funkcjonariusze przekraczali uprawnienia i działali poza granicami prawa. Wielu niesłusznie zatrzymanym przyznano odszkodowania. 

Pamiętam tę noc dobrze. Widziałam i nagrywałam brutalne zatrzymania, posłanki, które udzielały komuś pierwszej pomocy, policjantów, którzy za nic mieli legitymacje poselskie i szarpali je tak samo, jak innych. Pamiętam poszukiwania osób, które odnajdywały się na dołku. Pamiętam, jak razem z kilkoma osobami znalazłam się między podwójnymi kordonami policji i chyba tylko nonszalanckie przejście środkiem, które zbiło z tropu funkcjonariuszy, uratowało nas przed zatrzymaniem.

Ale ta noc była też niesamowitym pokazem solidarności. Ludzie związani z ruchem anarchistycznym byli wszędzie, gdzie dochodziło do zatrzymań i brutalnych interwencji policji — zapisywali nazwiska, by przekazać je zmobilizowanym do pracy prawniczkom i prawnikom. Posłanki i posłowie oraz zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich dr Hanna Machińska ze swoim zespołem Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur całą noc jeździli od komendy do komendy, by sprawdzać, jak traktowani są zatrzymani.

Do historii przeszło zdjęcie posłanek, które własnymi ciałami zatrzymały radiowóz wywożący zatrzymanych w nieznane miejsce. 

Kiedy w 2015 roku Sejm, w którym większość miała Platforma Obywatelska, odrzucał jeden po drugim projekty ustawy o związkach partnerskich, spodziewałam się, że jeśli nie teraz, to przecież uda się za rok, dwa, niebawem. I w najczarniejszych snach nie przypuszczałam, że w 2020 roku tak będzie wyglądała walka o nasze prawa.

Kraj najmniej przyjazny osobom LGBT+ w całej UE

To, że te kilka lat było bardzo trudnym okresem, widać też w badaniach. Raport "Sytuacja społeczna osób LGBT+ w Polsce" wskazuje na spadek akceptacji orientacji czy tożsamości płciowej przez rodziców. Niemal wszystkie badane osoby LGBT+ (97,8 proc.) doświadczyły mikroagresji. Zaobserwowano też drastyczny wzrost osób z myślami samobójczymi, a liczba osób LGBT+ w Polsce, które spełniają diagnostyczne kryterium depresji, wzrosła niemal o połowę.

Nie bez znaczenia dla stanu psychicznego wielu osób z pewnością było to, że polskie samorządy niemal masowo przyjmowały dyskryminujące uchwały o "strefach wolnych od LGBT". W pewnym momencie szacowano, że kilkadziesiąt procent Polaków mieszka w takich strefach. "W pewnym momencie", bo tamę postawiła Unia Europejska, która powiedziała wprost — albo dyskryminacja, albo pieniądze. I wiele samorządów po cichutku się z uchwał wycofało. 

Odzwierciedleniem i tak bardzo skróconego rachunku krzywd jest miejsce naszego kraju w rankingu ILGA Europe. Zgodnie z nim Polska jest najbardziej nieprzyjaznym dla osób nieheteronormatywnych krajem w Unii Europejskiej.

Nie możemy czekać na zmiany 20 lat

Dlatego tak bardzo potrzeba nam otuchy i wiary, że nasza sytuacja się zmieni. Wojciech Młynarski pisał: "ważne, by choć raz w miesiącu mieć dyktando u nadziei". Chcemy dziś to dyktando pisać, by dać osobom LGBT+ trochę siły i pokazać, jak może wyglądać i jak — mam głęboką nadzieję — będzie wyglądać jutro w Polsce. Nagłówki, które w dniu Parady Równości pojawiają się na stronie głównej Gazeta.pl i które znajdziecie też na stronie JutrowPolsce.pl, są wiadomościami właśnie z Polski jutra — kraju przyjaznego osobom LGBT+, z równością małżeńską, ochroną przed przestępstwami z nienawiści czy dobrą ustawą o uzgodnieniu płci.

Tak chcemy widzieć Polskę, ale 20-30 lat? Nie możemy czekać tak długo. Duża część działaczy ma 30 i więcej lat. Nie chcemy mieć 60 lat, gdy przyjdzie nam wreszcie sformalizować nasze związki, nie możemy przez całe dzieciństwo naszych dzieci drżeć o to, że mogą nam zostać odebrane, nie chcemy, by nasi rodzice tych zmian nie dożyli. 

PODPISZ APEL PARTNERA AKCJI - MIŁOŚĆ NIE WYKLUCZA

Osoby LGBT+ wyjeżdżają z Polski 

Wystarczająco dużo nieheteroseksualnych Polek i Polaków już zdecydowało się na emigrację. To nie tylko trudne dla samych wyjeżdżających, którzy muszą budować swoje życie niemal od nowa i muszą opuszczać miejsca i ludzi, których kochają. To też realny koszt dla Polski — tracimy, na rzecz innych krajów, nierzadko bardzo aktywnych obywateli, specjalistów w swoich dziedzinach. Z badań organizacji Open For Business wynika, że dyskryminacja osób LGBT+ pociąga za sobą koszty społeczne i finansowe, według raportu można mówić o stracie prawie dziesięciu miliardów złotych rocznie. Ludzie wyjeżdżają do bardziej przyjaznych krajów, budują ich gospodarki, tworzą lokalne społeczności, żyją bez strachu.

Wśród emigrujących znalazły się Aleksandra i Katarzyna, mamy Stasia, bohaterki jednej z naszych wiadomości z przyszłości. Parze poświęcony był odcinek serialu Gazeta.pl "Rodzina+". Wyemigrowali też Patryk i Adam z Vogule Poland i Piotr Grabarczyk. W naszych nagłówkach z przyszłości ostatnia trójka mówi o powrocie z Hiszpanii do Polski. Ale czy po 20 latach budowania swojego nowego miejsca na świecie, będą jeszcze chcieli wracać z emigracji? Chciałabym, żeby wybór zależał wyłącznie od tego, jaki klimat preferują. 

Wierzę w to, że lepsza Polska nastanie, bo wierzę Młynarskiemu, że "jeszcze w zielone gramy" i "jeszcze się spełnią nasze piękne dni, marzenia plany". 

Zobacz wideo Ola i Kasia. "Osoby LGBT niszczą rodziny? To państwo polskie zniszczy naszą rodzinę, zmusi nas do rozwodu"
Więcej o: