Tragedia na jeziorze Tałty. Strażacy wydobyli motorówkę z dna za pomocą balonów wypornościowych

W ubiegły weekend doszło do tragedii na jeziorze Tałty w okolicach Mrągowa. Łodzią płynęło siedem osób - cztery osoby dorosłe i trójka dzieci. Ciało ośmioletniej dziewczynki zostało znalezione w kabinie motorówki. Po niemal tygodniu strażacy wydobyli łódź na powierzchnię.

Z relacji świadków wynika, że łódź płynęła z dużą prędkością. Dostała boczne uderzenie falą, w wyniku czego przewróciła się na burtę i zaczęła tonąć. Według informacji policjantki sześć osób podjęto z wody od razu po wypadku. Ośmioletnia dziewczynka nie wypłynęła jednak z jeziora i była poszukiwana. Osoby, którym udało się samodzielnie wypłynąć, trafiły na obserwację do pobliskiego szpitala.

Jak poinformował Gazeta.pl Oficer Prasowy Komendanta Powiatowego PSP w Mrągowie, st. kpt. mgr inż. Jakub Tutka, wieczorem tego samego dnia nurek znalazł ciało 8-letniej dziewczynki w kabinie zatopionej łodzi na dnie jeziora. 

Strażacy wydobyli motorówkę z dna jeziora

Dopiero niemal tydzień później motorówkę wydobyto na powierzchnię. Jak relacjonowała Powiatowa Straż Pożarna w Mrągowie, akcja polegała na zejściu nurków pod wodę, przygotowanie stanowiska oraz mocowania na łodzi, a następnie zamontowaniu odpowiednich balonów wypornościowych, wtłoczeniu do nich powietrza i wydobyciu łodzi z dna jeziora. 

Łączność z nurkami była zorganizowana przy pomocy kablolin, dzięki czemu nurkowie mogli swobodnie rozmawiać ze strażakami na powierzchni. Łódź znajdowała się na głębokości 30 m. Po sygnale od nurków strażacy wtłoczyli powietrze do balonów wypornościowych z butli znajdującej się na jednej z czterech łodzi strażackich biorących udział w tej akcji.

Motorówka, po przetransportowaniu ją na brzeg, została przekazana policji

Nowe ustalenia: sternik bez uprawnień, uczestnicy bez kapoków

W poniedziałek 20 czerwca Prokuratura Rejonowa w Mrągowie wszczęła śledztwo w kierunku spowodowania wypadku w ruchu wodnym. Zgodnie z artykułem 177 paragraf 2 Kodeksu Karnego - jeśli następstwem zdarzenia jest śmierć innej osoby albo ciężki uszczerbek na jej zdrowiu, to sprawca wypadu podlega karze pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do ośmiu lat. 

- Z naszych ustaleń wynika, że łódź została wypożyczona z wypożyczalni. Sternikiem był 41-letni mężczyzna, który nie posiadał uprawnień do prowadzenia tego typu łodzi. Był trzeźwy. Tak, jak zresztą i pasażerowie - powiedziała w rozmowie z tvn24.pl Bogusława Pidsudko-Kaliszuk, szefowa mrągowskiej prokuratury.

Z ustaleń wynika też, że osoby, które były na łodzi, nie miały założonych kapoków. - Tak mówili zarówno świadkowie, jak i sami uczestnicy rejsu. Natomiast właściciel łodzi powiedział, że łódź była wyposażona w kapoki - podkreśliła Pidsudko-Kaliszuk. Informacje te mogą zostać potwierdzone po wyciągnięciu motorówki z dna jeziora. Sprawdzony zostanie także jej stan techniczny. 

Więcej o: