Prokuratura Regionalna przejęła postępowanie ws. Pili Pili. Wpłynęło kilkadziesiąt zawiadomień

Prokuratura Regionalna w Gdańsku przejęła od Prokuratury Okręgowej postępowanie w związku z zawiadomieniami złożonymi m.in. przez niedoszłych gości hoteli Pili Pili na Zanzibarze oraz osób, które zainwestowały tam w nieruchomości. Obiekty hotelowe zarządzane są przez Wojciecha Żabińskiego, który, jak informowaliśmy przed kilkoma dniami, mimo zasądzonego przez polski sąd wyroku nie stawił się do odbycia kary.

Wojciech Żabiński od kilku lat prowadzi na Zanzibarze obiekty pod marką Pili Pili, wcześniej chętnie opisywane przez media i odwiedzane przez celebrytów.

W grudniu ubiegłego roku opisaliśmy nieznane fakty z życia znanego hotelarza. Ujawniliśmy, że Żabiński w związku ze swoją poprzednią działalnością biznesową został skazany na dwa lata i dwa miesiące więzienia przez polski sąd m.in. za oszustwo.

Więcej treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl >>>

Kara została odroczona do 23 maja tego roku. Jak informował nas w ubiegłym tygodniu rzecznik Sądu Okręgowego w Gdańsku, przedsiębiorca nie stawił się jednak w areszcie śledczym. Wojciech Żabiński czeka wciąż na rozpatrzenie kasacji złożonej do Sądu Najwyższego. To jednak nie wstrzymuje obowiązku odbywania kary.

Z facebookowych wpisów wynika, iż Żabiński wciąż przebywa na Zanzibarze, gdzie na nowo rozkręca działalność hotelową. Niestety, nie odpowiedział na nasze pytania przesłane e-mailem.

Zobacz wideo Dlaczego oceny w szkole są bez sensu?

Pili Pili. Prokuratura Regionalna przejmuje postępowanie

W lutym Żabiński ogłosił nagle, że obiekty hotelowe działające na Zanzibarze wstrzymują działalność do czerwca. Z informacji przekazywanych nam przez byłych pracowników i turystów wynikało, że Pili Pili rzeczywiście od dłuższego czasu borykało się z problemami. Pracownicy skarżyli się na opóźnienia w wypłatach, a turyści - na coraz gorszą jakość pobytu czy braki w towarach.

Wojciech Żabiński"Wojtek z Zanzibaru" nagle ogłosił przerwę, ale problemy narastały od dawna

W praktyce nagła decyzja o przerwaniu działalności na kilka miesięcy oznaczała, że odwołano pobyty turystów, którzy mieli przylecieć na Zanzibar w najbliższych miesiącach. Żabiński informował także, że kupione przez turystów vouchery i Pili Pili Punkty (umożliwiające płacenie na miejscu za różne usługi) pozostają bezterminowe. We wpisie nie znalazła się jednak informacja, czy będzie można uzyskać zwrot wpłaconych pieniędzy. Przedsiębiorca tłumaczył, że można zmienić termin pobytu na późniejszy.

Do prokuratury zaczęli zgłaszać się turyści, którzy poczuli się oszukani w związku z odwołaniem pobytów. Początkowo postępowanie w tej sprawie prowadziła Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. Jak dowiedział się portal Gazeta.pl, w kwietniu przejęła je Prokuratura Regionalna.

Jak informuje nas prok. Marzena Muklewicz z Prokuratury Regionalnej w Gdańsku, do tej pory zawiadomienia złożyło łącznie 26 pokrzywdzonych.

"Aktualnie w sprawie przyjmowane są zawiadomienia o przestępstwie oraz przesłuchiwani są świadkowie i gromadzona jest dokumentacja" - zaznacza prok. Muklewicz.

Wojciech ŻabińskiProkuratura przyjrzy się Pili Pili. Są zawiadomienia

Większość tych zawiadomień dotyczy "niekorzystnego rozporządzenia mieniem w związku z organizowaniem imprez turystycznych".

Śledczy badają też wątek związany z zawiadomieniem złożonym przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. Resort zarzucał spółkom Pili Pili, że bez wymaganego zezwolenia sprzedają niejako w pakiecie zarówno przelot, jak i pobyt.

W związku z decyzjami resortu jedna ze spółek powiązana z Pili Pili ostatecznie przestała organizować loty czarterowe na Zanzibar. Turyści, którzy chcą skorzystać z oferty Żabińskiego, muszą teraz wykupić bilety we własnym zakresie.

Pili Pili. Są zawiadomienia od inwestorów

Na tym jednak nie koniec. Trzy zawiadomienia złożone do prokuratury dotyczą również zakupów nieruchomości na Zanzibarze.

Przypomnijmy: Żabiński zachęcał Polaków do inwestowania w nieruchomości na Zanzibarze. Rozpoczął dwie inwestycje - Natural Park (setka willi stojąca nad oceanem w dziesięciu rzędach) i Orient Beach Resort (kompleks apartamentów i kilku domów).

Schemat był następujący: polski inwestor wpłaca pieniądze, po wybudowaniu obiektu mieszkają w nim turyści, a inwestor co miesiąc otrzymuje czynsz (sam może spędzić w obiekcie kilka tygodni w roku). Przykładowo, domy w kompleksie Natural Park kosztowały od 170 do 250 tys. dolarów.

Obie inwestycje zaliczyły wielomiesięczne opóźnienia. Z naszych ustaleń wynika, że według stanu na luty powstały dwa pierwsze rzędy domów w Natural Parku, a budowa trzeciego była ukończona na poziomie ok. 40 proc. Żabiński deklarował wcześniej, że trzy rzędy będą gotowe do połowy ubiegłego roku. Do końca lutego miał zostać oddany pierwszy rząd obiektów w "Oriencie". W drugiej połowie lutego domy były jednak jeszcze w stanie surowym, bez dachów.

Z rozmów z inwestorami wynikało, że niektórzy odczuwali niepokój związany z przebiegiem prac. Część z nich miała rozważać też wejście na ścieżkę prawną.

***

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina >>>

Więcej o: