TVN24: Polska firma miała dostarczyć Ukrainie 200 dronów. Nie ma ani dronów, ani pieniędzy

Dwie polskie firmy miały dostarczyć łącznie 206 dronów do Ukrainy, z czego dotarło zaledwie sześć od jednej z nich - informuje TVN24. Strona ukraińska podkreśla, że nie zwrócono też 530 tys. euro zaliczki. Do Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga trafiło zawiadomienie w tej sprawie.
Zobacz wideo Prezydenci Duda i Zełenski spotkali się w Kijowie. Tak wygląda polityczna przyjaźń

Portal tvn24.pl podaje, że na początku marca Taras Troiak, przedsiębiorca z Kijowa i szef tamtejszego stowarzyszenia właścicieli dronów, szukał dostawcy tego typu sprzętu. Pieniądze - 1,5 mln euro - za które miały być kupione drony, pochodziły ze zbiórki charytatywnej dla ukraińskiej armii. - Kluczowy był dla nas czas dostaw, dopiero na drugim miejscu - cena. Formalnie odbiorcą dronów miała być firma Quadro.ua. Chodziło o to, by wysłać żołnierzom walczącym na pierwszej linii frontu "latające oczy" - powiedział w rozmowie z serwisem Troiak.

Konferencja Lloyda Austina i gen. Marka MilleyaSzef Pentagonu: 20 państw zadeklarowało dalsze wsparcie wojskowe Ukrainy

Wojna w Ukrainie. W zakupie dronów z Polski pośredniczył Dariusz M.

Ukrainiec zwrócił się do francuskiego producenta dronów Parrot. Interesował go model "Parrot Anafi USA", który powstał na potrzeby amerykańskiej armii. Portal tvn24.pl podkreśla, że dron tego typu jest "wyposażony w dobrą optykę i kamerę termowizyjną, bardzo cichy w locie". Kwalifikowany jest jako sprzęt "podwójnego zastosowania", co oznacza to, że jego eksport poza Unię Europejską wymaga ministerialnych zgód. Wiceprezes firmy Parrot wskazał Tarasowi Troiakowi swojego polskiego dystrybutora. Ten z kolei przekazał mu namiar na Dariusza M. z polskiej firmy zbrojeniowej. - Wymieniliśmy maile, wiadomości, w których efekcie miałem zapewnienie, że kupię 206 dronów z dostawą do Ukrainy w dwa tygodnie - podkreślił Ukrainiec.

Jak podaje tvn24.pl, Dariusz M. to były oficer jednostki GROM, który od momentu przejścia na emeryturę pracował dla polskiej firmy zbrojeniowej. Były wojskowy miał zaproponować swojemu ukraińskiemu klientowi, że sześć dronów zostanie wysłane z jego firmy, a dostawą kolejnych 200 miała się zająć mała firma Level 11. Troiak przyjechał do Polski, gdzie spotkał się z Dariuszem M. i obejrzał lot drona, po czym do 28 marca przelał całą kwotę za urządzenia: do firmy zbrojeniowej za sześć dronów, a do Level 11 za 200.

Więcej wiadomości na stronie głównej Gazeta.pl

Wołodymyr ZełenskiZełenski pytany o próby zamachu na jego życie: Pełnomocnictwa rozdzielone

Nie ma ani dronów, ani pieniędzy

Do Ukrainy trafiło tylko sześć dronów. - Usłyszałem, że pozostałe dwieście trafi za 35 dni kalendarzowych. Dla mnie było to nie do przyjęcia. Poinformowałem, że wypowiadam umowę, zażądałem zwrotu przelanych 1,5 miliona euro - powiedział portalowi Taras Troiak. Level 11 zwróciło 900 tys. euro w czterech ratach. Do dziś jednak nie zostało zwrócone prawie 530 tys. euro.

Serwis tvn24.pl zwrócił się do prezesa Pawła Krzyżanowskiego z prośbą o wyjaśnienie sytuacji. "Podkreślam, że wykonanie dostawy zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa było możliwe pod warunkiem dostarczenia przez firmę ukraińską kompletu dokumentów wskazanych w ofercie oraz na zasadach przedstawionych w ofercie. Ze strony Level 11 nie było żadnych zaniechań w realizacji oferty" - przekazał w mailu.Taras Troiak zaznaczył jednak, że taki sam komplet dokumentów otrzymała firma, która po uzyskaniu ministerialnych zgód dostarczyła Ukrainie sześć dronów.

Sprawą zajmuje się prokuratura

W zeszłym tygodniu - jak podaje tvn24.pl - adwokat dr Jerzy Ferenz w imieniu ukraińskiej spółki złożył zawiadomienie do prokuratury w tej sprawie. W zawiadomieniu wskazano, że zachodzi podejrzenie popełnienia przestępstwa z artykułu 286 par. 1 Kodeksu karnego, który brzmi: "kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8".

Jak wynika z nieoficjalnych informacji tvn24.pl sprawa trafiła również do szefów Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Dariusz M. został dyscyplinarnie zwolniony z pracy. Właściciel firmy zbrojeniowej prosił, aby nie podawać jej nazwy.

Władimir PutinPutinowi za zbrodnie wojenne w Ukrainie włos z głowy nie spadnie. "Nie jest głupi"

90. dzień rosyjskiej inwazji na Ukrainę

Tymczasem ukraińska armia informuje o zaciętych walkach w Donbasie. Rosyjska armia stara się otoczyć miasta Lisiczańsk i Siewierodonieck. Jak czytamy w raporcie Sztabu Generalnego, w okolicach Siewierodoniecka wróg ze wsparciem artylerii szturmuje w kierunkach miejscowości Toszkiwka i Ustyniwka. W kierunku Bachmutu Rosjanie polepszyli swoje położenie taktyczne w okolicach wsi Wasyliwka. W obwodach donieckim i ługańskim ukraińska armia odparła 16 ataków Rosjan. Zniszczyła m.in. osiem czołgów i 22 transportery opancerzone.

Rosjanie starają się wzmocnić swoje pozycje w okolicach Charkowa. Na południowym odcinku frontu rosyjskie siły ostrzeliwały z artylerii pozycje ukraińskiej armii. Jak czytamy w raporcie sztabu, niewykluczone jest nasilenie ataków powietrznych z terytorium Białorusi. Tam w obwodzie brzeskim, 50 km od granicy z Ukrainą, Rosjanie rozmieścili dywizjon wyrzutni pocisków balistycznych Iskander.

Więcej o: