Wrocław. Nie żyje mężczyzna, który zasłabł podczas interwencji policji. "Będzie jak z Igorem"

Pod jednym z wrocławskich klubów grupa mężczyzn obezwładniła podejrzanego o popełnienie przestępstwa. Wezwani na miejsce funkcjonariusze mieli przewrócić go na brzuch, wykręcać ręce, przytrzymywać kolanem plecy - podaje "Gazeta Wyborcza". Mężczyzna zmarł w szpitalu.

Cały artykuł Kolejna śmierć po interwencji policji we Wrocławiu. "Wyborcza" dotarła do świadka tragedii dostępny TUTAJ

Zobacz wideo Zatrzymanie Zoltana P., jednego z najbardziej poszukiwanych przestępców w Europie

W nocy z soboty na niedzielę na rogu ulic Grabiszyńskiej i Zaporoskiej we Wrocławiu doszło do szarpaniny trzech mężczyzn. Jak podaje lokalna "Gazeta Wyborcza", dwóch z nich próbowało złapać mężczyznę w wieku około 30 lat. Kilka minut później świadek zdarzenia miał widzieć, jak trzech mężczyzn obezwładniło czwartego, jednak nie robiło mu w żaden sposób krzywdy. Ten krzyczał, ale nie udało mu się uwolnić. Wezwano policję, przed nią na miejsce przyjechała karetka, jednak ratownicy nawet nie podeszli do obezwładnionego - podkreśla "Wyborcza". Jak podaje nieoficjalnie, przy mężczyźnie znaleziono marihuanę, a jeden ze świadków jest przekonany, że mógł on być pod wpływem substancji odurzających.

"Będzie jak z Igorem"

Po godz. 3:00 przyjechał nieoznakowany radiowóz wraz z dwoma policjantami po cywilnemu. "Funkcjonariusze próbowali zakuć domniemanego złodzieja samochodów. Przewrócili go na brzuch, wykręcili ręce, jeden przytrzymywał kolanem plecy. Świadek, młoda kobieta, dwa razy pytała jednego z medyków, czy obezwładniony mężczyzna jest bezpieczny. Medyk miał dwukrotnie odpowiedzieć, że tak" - pisze "GW.

W pewnym momencie mężczyzna zasłabł. Ratownik założył mu na palec pulsoksymetr, a następnie rozpoczęła się reanimacja. Obezwładniony został przewieziony do szpitala, tam zmarł.

"Gazeta Wyborcza" podkreśla, że w trakcie reanimacji mężczyzny jeden z policjantów miał powiedzieć, że "będzie jak z Igorem", nawiązując do śmierci Igora Stachowiaka. Z kolei po tym, jak karetka zabrała obezwładnionego funkcjonariusz (nie jest jasne, czy ten sam) miał powiedzieć do świadków: "ten człowiek przedstawiał zerową wartość dla społeczeństwa, ale módlmy się, żeby wrócił do siebie".

W sprawie śledztwo wszczęła prokuratura.

Więcej wiadomości na stronie Gazeta.pl

Andrzej DudaSejmowa komisja przyjęła projekt ws. likwidacji Izby Dyscyplinarnej. "Kłopoty"

Śmierci po interwencji policji

W nocy z 1 na 2 sierpnia 2021 roku we Wrocławiu zmarł Łukasz Łagiewka. Kilkanaście godzin wcześniej sześcioro funkcjonariuszy pobiło go przy pomocy pałek teleskopowych i z użyciem gazu, podejrzewając, że mógł być pod wpływem środków odurzających. Rodzina wezwała policję, była przekonana, że ich syn chce targnąć się na własne życie. 29-latek leczył się na depresję.

Kilka dni wcześniej o śmierci 25-letniego Ukraińca poinformowała "Gazeta Wyborcza". Mężczyzna pracował na budowie we Wrocławiu. 30 lipca w nocy wracał ze spotkania ze znajomymi, był pod wpływem alkoholu. Dmytro Nikiforenko według kierowcy miejskiego autobusu miał mówić do siebie, uderzać głową o szybę. Mężczyznę ok. godz. 22 zatrzymali na przystanku policjanci. Według ich relacji 25-latek miał zachowywać się agresywnie. Został przewieziony do Wrocławskiego Ośrodka Pomocy Osobom Nietrzeźwym. Jak wynika z tekstu Jacka Harłukowicza z "GW", gdy mężczyźnie rozpięto kajdanki, rozciągał ręce na boki i próbował wstać. Wtedy policjanci i pracownicy izby mieli powalić go na ziemię, przyduszać jego głowę kolanem do podłogi. Na 25-latku miało, według "Wyborczej", praktycznie "siedzieć" sześć osób. 25-latek został przeniesiony do izolatki, chciano nałożyć mu pasy, próbował się oswobodzić. "W pewnym momencie siedzi na nim już dziewięć osób" - czytamy. 25-latek miał być także uderzany pięścią, przyciskany kolanem. Około północy stwierdzono zgon mężczyzny.

Na początku sierpnia policjanci z Lubina otrzymali zgłoszenie od kobiety, która twierdziła, że jej syn, 34-letni Bartosz Sokołowski, jest prawdopodobnie pod wpływem narkotyków i rzuca kamieniami w okna sąsiadów. Policjanci po dotarciu na miejsce próbowali obezwładnić mężczyznę. Na nagraniu z interwencji widać, że funkcjonariusze starają się przycisnąć go do ziemi, ale on wyrywa się, krzyczy i wzywa pomocy, a po pewnym czasie bezwładnie opada na ziemię. Według relacji policji "mężczyzna został następnie przekazany w ręce medyków i z uwagi na jego zachowanie, w asyście policjantów, został przewieziony do szpitala, a następnie trafił na SOR a po około dwóch godzinach od przewiezienia do szpitala, dyżurny KPP w Lubinie został powiadomiony, że mężczyzna zmarł". Rodzina zmarłego Bartosza S. uważa, że w czasie interwencji policji doszło do złamania krtani 34-latka, co doprowadziło do jego śmierci. Według prokuratury pierwsza sekcja zwłok nie potwierdza wersji rodziny pokrzywdzonego. 

Dariusz Joński i Michał SzczerbaSprawa Ostrołęki C. Joński i Szczerba: Przekręt na kwotę 1,3 mld zł

Więcej o: