Finał sprawy śmierci nurka. Jego koledzy unikną prawnych konsekwencji. Sąd ukarał tylko kapitana wyprawy

Żaden z towarzyszy Roberta Szlechty, poznańskiego nurka, który utonął kilka lat temu w Bałtyku, nie poniesie kary za składanie fałszywych zeznań. Jak informuje Onet, akt oskarżenia objął tylko organizatora wyprawy, który brał udział w zmowie.

Robert Szlecht zaginął pod koniec lipca 2012 roku podczas nurkowania z kolegami w okolicach Łeby. Koledzy mężczyzny, którzy zgłosili jego zaginięcie, twierdzili, że stracili z nim kontakt podczas schodzenia na wrak Terry. Poszukiwania nie przyniosły efektów. 

Nie żyje nurek. Zginął we wraku MS Wilhelm Gustloff

Jak podaje Onet, podczas śledztwa okazało, że zeznania kolegów mężczyzny nie są spójne. Rodzina mężczyzny przekonywała, że Szlecht opowiadał, iż zamierza zwiedzić wrak statku Wilhelm Gustloff.

Nurkowanie w jego okolicy jest jednak surowo zabronione i uznawane za bardzo niebezpieczne. Koledzy mężczyzny mogli więc chcieć ukryć fakt, że wraz z nim uczestniczyli w nielegalnej wyprawie. 

Więcej informacji z kraju na głównej stronie Gazeta.pl

Nie żyje nurek. Jego koledzy nie poniosą konsekwencji

Według informacji Onetu, żaden z kolegów Roberta Szlechta nie poniesie za kary. Mężczyźni mieli kłamać na przesłuchaniach oraz narazili na niepotrzebne niebezpieczeństwo ekipę poszukiwawczą. Akt oskarżenia objął jednak tylko organizatora wyprawy.

Kapitan otrzymał karę w wysokości 4,5 tys. zł grzywny. Szef lęborskiej prokuratury poinformował Onet, że kara zasądzona kapitanowi została uznana za słuszną zarówno przez niego, jak i prokuratora prowadzącego sprawę.

Mimo to prokuratura zaskarżyła wyrok z powodów formalnych. Jej zdaniem sąd zastosował niewłaściwe przepisy. Sprawa ma się więc toczyć w sądzie w normalnym trybie.

Zobacz wideo Policjantka pokazuje znak, który może uratować życie

Według informacji, jakie przekazał Onetowi prokurator Patryk Wegner, nie można mówić o karze za nieudzielenie pomocy, ponieważ nikt nie był w stanie uratować nurka.

"Biegli odczytali zapisy ze specjalistycznego zegarka Szlechta, który monitorował jego pozycję - wynikało z nich, że po zanurzeniu miał krótki moment, w którym płynął do góry, a potem bardzo szybko poszedł na dno. Materiał dowodowy wskazuje na to, że koledzy nie wiedzieli o jego problemach pod wodą i najpierw spokojnie czekali, aż wypłynie. Gdy zrozumieli, że coś jest nie tak, było już za późno" - czytamy na stronie Onetu.

Wilhelm Gustloff. Niemiecki statek pasażerski zatonął w 1945 roku

Na ciało znajdujące się we wraku statku trafili 6 czerwca 2019 roku nurkowie z grupy Baltictech, którzy na mocy pozwolenia Urzędu Morskiego w Gdyni wykonywali dokumentację stanu zatopionej jednostki. O zdarzeniu poinformowali system kontroli ruchu statków VTS Zatoka, a także policję i prokuraturę w Lęborku. Pół roku później badania DNA szczątków wykazały, że to zaginiony w 2012 roku Robert Szlecht. Według ustaleń śledczych przyczyną śmierci mężczyzny było utonięcie.

MS Wilhelm Gustloff był niemieckim statkiem pasażerskim należącym do floty organizacji nazistowskiej Kraft durch Freude. Nosił imię zamordowanego w 1936 członka NSDAP, Wilhelma Gustloffa. Zatonął w styczniu 1945 roku w największej katastrofie morskiej w historii - zginęło w niej 6600 osób. W 1994 roku Polska uznała wrak MS Wilhelm Gustloff za mogiłę wojenną. W związku z tym zakazane jest nurkowanie w promieniu 500 metrów od niego.

Więcej o: