Oblała czerwoną cieczą ambasadora Rosji, musiała uciekać z Warszawy. "Tysiące wiadomości z pogróżkami"

Ukraińska aktywistka Iryna Zemlyana, która oblała czerwoną cieczą rosyjskiego ambasadora, musiała uciekać z Warszawy. "Dostaję tysiące wiadomości z pogróżkami. W życiu nie widziałam takiego masowego ataku" - napisała w mediach społecznościowych. Jak przekazała, została dodana do rosyjskiej "bazy zbrodniarzy wojennych".

Ambasador Rosji został oblany czerwoną substancją 9 maja podczas próby złożenia wieńca na Cmentarzu-Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich.  Do tego czynu przyznała się Iryna Zemlyana, ukraińska aktywistka i dziennikarka. Kobieta zapewniała jednak, że nie był to atak na dyplomatę, a farbą został on oblany przez przypadek. 

- To sprawa honoru dla każdego Ukraińca. (...) Nie mogliśmy pozwolić na to, by Rosjanie, którzy prowadzą wojnę w Ukrainie, cokolwiek świętowali czy składali kwiaty. Właśnie dlatego oblaliśmy się czerwoną farbą, bo Rosjanie mordują Ukraińców. Oczywiście przez zupełny przypadek farba trafiła też na ambasadora - tłumaczyła na antenie Polsat News.

Zobacz wideo Kwaśniewski: Oczekiwałbym, że zostanie podjęta decyzja o nadaniu Ukrainie statusu kandydata do UE

W poniedziałek dziennikarka opublikowała wpis w mediach społecznościowych, w którym informuje, że otrzymuje masowe groźby.

"W życiu nie widziałam takiego masowego ataku"

"Dostaję tysiące wiadomości z pogróżkami. W życiu nie widziałam takiego masowego ataku. W pierwszych godzinach po akcji wszystkie moje dane, w tym numer paszportu, adres zamieszkania na Ukrainie, numer telefonu, e-mail, wszystkie konta w mediach społecznościowych, zostały wrzucone do rosyjskich kanałów Telegramu wzywających do zniszczenia mnie" - pisze w mediach społecznościowych Iryna Zemlyana.

Jak przekazała, została dodana do rosyjskiej "bazy zbrodniarzy wojennych", a groźby dostaje co kilka minut. Odbiera również głuche telefony. Kobieta poinfromowała też, że ze względów bezpieczeństwa została zmuszona opuścić Warszawę.

"Nigdy nie myślałam, że będę uciekać dwa razy" – napisała Zemlyana.

Przypomnijmy, że Komenda Stołeczna poinformowała w poniedziałek, że nie stwierdziła uchybień w działaniach policji, która zabezpieczała zdarzenie 9 maja. Policja przekazała, że przeprowadzona została wstępna analiza prawna. Sprawa trafi teraz do prokuratury.

Więcej najnowszych informacji przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Rosyjscy dyplomaci oblani czerwoną farbą

W poniedziałek 9 maja rosyjscy dyplomaci chcieli złożyć wieniec na Cmentarzu Żołnierzy Radzieckich z okazji Dnia Zwycięstwa. Próbowali ominąć demonstrację, jednak protestujący im nie pozwolili. Rosjanie zostali oblani czerwoną farbą. Ambasadorowi Rosji w Polsce Siergiejowi Andriejewowi wyrwano także wieniec. - Hańba, hańba, hańba! Zbrodniarze! - krzyczeli zgromadzeni ludzie.

Na nagraniach udostępnionych w mediach społecznych było widać, jak ambasador stoi i czeka na możliwość opuszczenia cmentarza w policyjnym kordonie. 

Ambasador Rosji w Warszawie oblany farbą - zdjęcie archiwalneAmbasador Rosji oblany czerwoną farbą. Wyniki postępowania policji

- Nawet nie wiem, jak to nazwać. To jest jakaś gra, która nie ma nic wspólnego z regułami cywilizowanego zachowania, których nasi zachodni partnerzy, w tym Polacy, tak bardzo lubią nas uczyć... Policja w końcu się pojawiła, ale bachanalia i tak się rozwinęły. Zrujnowali nasze święte święto - Dzień Zwycięstwa - mówił ambasador Siergiej Andriejew.  

- Zgłosimy formalny protest, choć jak podkreślam, władze zostały powiadomione o naszych planach. Gdy nie dostaliśmy pozwolenia na zorganizowanie szerszej imprezy, spotkaliśmy się w mniejszym gronie. Wydawałoby się, że ze strony władz całkowitym minimum było zadbanie o elementarny porządek - powiedział ambasador Rosji w Polsce.

Budynek polskiej ambasady w Moskwie oblany czerwoną farbą

W ubiegłą środę oblany czerwoną farbą został budynek przed wejściem do ambasady Polski w Moskwie. Na filmie udostępnionym w mediach społecznościowych widać, jak nieznani sprawcy wylewają substancję. - Będziemy oczekiwać od strony rosyjskiej wyjaśnienia tej sprawy, jeśli takie zdarzenie miało miejsce i ustalenia ewentualnych sprawców tego typu działań - mówił wtedy wiceszef MSZ Marcin Przydacz.

Więcej o: