Kraków. Anna K. usłyszała wyrok po 7 latach procesu. Miała pomagać zwierzętom, a je zagłodziła

Po siedmiu latach założycielka fundacji "Ludzie zwierzętom w potrzebie" Anna K. usłyszała wyrok w sprawie zagłodzenia co najmniej ośmiu psów i kotów. Sąd Okręgowy w Krakowie uznał, że kobieta ze szczególnym okrucieństwem znęcała się nad wieloma zwierzętami. Została także ukarana za oszustwa.

Sprawa ciągnęła się od 2015 roku, gdy prokuratura zarzuciła oskarżonej Annie K. zagłodzenie co najmniej ośmiu psów i kotów. Postawiono jej wtedy 12 zarzutów, które dotyczyły znęcania się nad zwierzętami, a także oszustw finansowych jakich dopuściła się kobieta. Założycielka fundacji wyłudziła bowiem od osoby prywatnej 38 tysięcy złotych, a od Urzędu Gminy w Mogilanach kolejne 15 tysięcy. Sąd zdecydował, że pieniądze muszą trafić do właścicieli wraz z odsetkami.

Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Takin złoty we wrocławskim ZOOW ZOO urodził się takin złoty. Gatunek wrażliwy na wyginięcie

Kraków. Sąd skazał Annę K., która głodziła zwierzęta zamiast im pomagać

Dwa lata ograniczenia wolności w wymiarze 30 godzin prac społecznych miesięcznie - taki wyrok usłyszała Anna K. Kobieta dostała też zakaz posiadania jakichkolwiek zwierząt przez 10 lat. Anna K. nie może też wykonywać zawodu i prowadzić żadnej działalności na rzecz zwierząt. Skazana musi też zapłacić 10 tysięcy złotych na rzecz Stowarzyszenia Otwarte Klatki - przekazała sędzina Beata Górszczyk, rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego w Krakowie. Pozostałe zwierzęta, które przebywały u kobiety, zostały jej odebrane. Było to 51 psów i sześć kotów.

Joanna Repel, inspektorka Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, które było oskarżycielem posiłkowym przyznaje, że teraz czuje już ulgę - Przyznam szczerze, że z ogromnym uczuciem ulgi przyjęliśmy informację, że wreszcie, po tylu latach, zapadł wyrok w tej dramatycznej sprawie - komentuje.

Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie ProkocimiuJest porozumienie lekarzy i dyrekcji szpitala dziecięcego w Prokocimiu

Zwierzęta były skrajnie zaniedbane i umierały w męczarniach

- Część zwierząt była chora, większość brodziła we własnych odchodach, skutkiem czego miała poodparzane poduszki w łapach. Koty były zamknięte w transporterach, kilka z nich już nie żyło, a jeden umierał właśnie na oczach inspektorów - dodaje Joanna Repel.

Oskarżona przez wiele lat wydawała się być miłośniczką zwierząt. Była odpowiedzialna za opiekę nad bezpańskimi zwierzętami, a wielu ludzi było przekonanych o jej dobrych zamiarach. Za jej usługi płaciły też miejskie samorządy.

Zobacz wideo Krakowska straż miejska pokazała urocze wideo ze strażnikiem karmiącym wiewiórkę z ręki

- Bulwersujące jest to, że kobieta ta, z racji piastowania stanowiska prezesa w swojej fundacji, mającej z założenia opiekować się i ratować zwierzęta, robiła coś zupełnie odwrotnego, nie widząc niczego złego w swym postępowaniu, a wręcz zrzucając winę na inspektorów, jakoby to oni w przeciągu godziny podrzucili do jej mieszkania martwe i chore zwierzęta. Kuriozalny jest fakt, że mimo upływu lat, ta kobieta nie czuje się winna, obarczając winą wszystkich poza sobą - przekazuje Joanna Repel. Organizacja TOZ proponowała karę bezwzględnego więzienia dla Anny K.

Krakowski sąd podtrzymał wcześniejsze orzeczenie Sądu Rejonowego Kraków-Śródmieście, po rozpatrzeniu apelacji, które wniosła prokuratura oraz sama oskarżona. Wyrok jest prawomocny.

Więcej o: