"Czerwona kalina" hymnem UPA i piosenką "do rozrywania Polaków"? "Przetoczyła się fala bzdur"

Nie jest jasne, skąd wzięło się przekonanie, że żołnierze Ukraińskiej Powstańczej Armii śpiewali "Czerwoną kalinę". Osoby kolportujące tezę o "hymnie UPA" nie odsyłają do żadnych źródeł. Choć w tekście utworu wprost jest mowa o walce z rosyjskim ciemiężycielem, to przylgnęła do niego łatka piosenki antypolskiej. - Nie mamy żadnych dowodów świadczących o związkach "Czerwonej kaliny" z nacjonalizmem - mówi w Gazeta.pl prof. Igor Hałagida z Uniwersytetu Gdańskiego.

Na początku kwietnia polska i ukraińska młodzież zaśpiewała w Zamojskim Domu Kultury "Czerwoną kalinę". Występ miał być wyrazem solidarności i wsparcia wobec napadniętych przez Rosję Ukraińców. Wideo opublikowano w sieci i po kilku dniach usunięto, a szefostwo ZDK spotkało się z oskarżeniami o promowanie banderyzmu.  

Zobacz wideo Czy możemy spodziewać się wstrzymania dostaw ropy z Rosji? Hennig- Kloska: Mam wątpliwości co do tego

"Wykonanie i promowanie 'Czerwonej kaliny' traktujemy jako niezwykle groźną prowokację. Jako testowanie, na ile Ukraińcy w Polsce mogą się posunąć z banedryzmem i czy jego atrybuty będą penalizowane. Przy tym jest analizowana wiedza historyczna o ludobójstwie Polaków dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów oraz świadomość społeczna w tym obszarze. Dla takich eksperymentów sprzyjającą przykrywką jest aktualne i zasadne poczucie krzywdy napadniętego narodu ze strony Ukraińców i okazywana im przez Polaków naturalna solidarność" - napisało Stowarzyszenie Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu. Na tym nie koniec. Stowarzyszenie twierdzi, że przyzwolenie na "gloryfikację banderyzmu" to tylko krok od wznoszenia pomników Stepana Bandery i Romana Szuchewycza, przywódców OUN i UPA. 

Prokuratura - zdjęcie ilustracyjneZamość. Młodzież zaśpiewała "Czerwoną kalinę", sprawa w prokuraturze

Organizacja upamiętniająca ofiary rzezi wołyńskiej skierowała do prokuratury w Zamościu zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Przestępstwo miałoby polegać na propagowaniu banderyzmu.  

"Czerwona kalina" pieśnią UPA? 

Ujmując najprościej jak się da, "Czerwona kalina" jest pieśnią o wyzwoleniu Ukrainy spod rosyjskiego jarzma. Utwór ma ludowe korzenie. Pełny tytuł pieśni w tłumaczeniu na język polski to "Och, na łące czerwona kalina". W źródłach dostępnych w sieci pojawiają się różne daty jego powstania - najczęściej jest to 1914 rok, ale prawdopodobnie jej początki sięgają dalej. 

Liczy cztery zwrotki, każda z nich kończy się wersem "I my naszą wspaniałą Ukrainę, hej, hej, rozweselimy". W tekście nie ma mowy o UPA, OUN czy Banderze, tylko o strzelcach siczowych, utworzonej w 1914 roku ukraińskiej formacji wojskowej. 

O historii utworu rozmawiamy z Marianą Kril z Radiowego Centrum Kultury Ludowej Polskiego Radia. - "Czerwona kalina" od samego początku była symbolem walki Ukraińców o niepodległość. W 1911 roku pieśń, wówczas składająca się z jednej zwrotki, została wykorzystana w przedstawieniu poety Wasyla Paczowskiego. Wówczas dyrektorem Ukraińskiego Teatru Rozmów we Lwowie był inny znany twórca - Stepan Czarnecki. Utwór bardzo mu się spodobał, ale zmienił ostatnie zdanie na bardziej optymistyczne. Po wybuchu I wojny światowej do Legionu Ukraińskich Strzelców Siczowych wstąpił poeta Hryhorij Truch. Gdy usłyszał pieśń dodał trzy kolejne zwrotki, w których mowa jest o walce z rosyjską niewolą. Mniej więcej w tym kształcie znamy "Czerwoną kalinę" dzisiaj - mówi Kril.

W czasach Związku Radzieckiego wykonywanie pieśni było zakazane. Za śpiewanie groziły represje. Utwór został nieco zapomniany i odżył w latach 90'. - We współczesnej Ukrainie, ale przed atakiem Rosji, "Czerwona kalina" nie była bardzo popularną piosenką. Rozpromował ją dopiero Andrij Chływniuk swoim wykonaniem na placu przed Soborem Sofijskim, w samym centrum Kijowa. To wykonanie jest bardzo żywe, widać, że Chływniuk śpiewa prosto z serca i nie dziwię się, że to tak trafiło do ludzi - mówi. 

 

Andrij Chływniuk, ukraiński muzyk związany z zespołem BoomBox, po inwazji Rosji wstąpił do obrony terytorialnej. Furorę zrobiło nagranie, na którym ubrany w mundur śpiewa "Czerwoną kalinę" w opustoszałym centrum Kijowa. Za plecami ma Sobór Mądrości Bożej.

Od Pink Floyd do "rozrywania Polaków"

Chływniuka i "Czerwoną kalinę" słyszymy w "Hey, hey, Rise Up!", wydanym 7 kwietnia singlu Pink Floyd. 

- Przy całym szacunku dla zespołu Pink Floyd, oni nie byli podmiotem rzezi wołyńskiej. Dla nich ten utwór może znaczyć co innego, a dla mieszkańców Kresów Wschodnich znaczy coś przeciwnego. Trzeba to uszanować - mówił w rozmowie z Onetem prezydent Zamościa Andrzej Wnuk. Odnosząc się do nagrania z domu kultury samorządowiec przyznał, że "popełniono ewidentny błąd, zwykły ludzki błąd". 

 

- Chływniuk spopularyzował tylko pierwszą zwrotkę utworu. Kolejne trzy traktują o walce Ukraińców z Moskalami - "z moskiewskich kajdan braci Ukraińców wyzwolimy i naszą wspaniałą Ukrainę, hej, hej, rozweselimy" - mówi Mariana Kril. - Dalej w tekście Ukraina jest porównana do złotych łanów pszenicy. W kolejnej zwrotce strzelcy siczowi idą walczyć z żołnierzami moskiewskimi. W ostatnich wersach mowa zaś o tym, że gdy zawieje wiatr, strzelcy zostaną rozsławieni za wyzwolenie Ukrainy - opowiada i podkreśla: - W tekście utworu próżno szukać nacjonalistycznych wątków i nie spotkałam się w żadnym źródle z taką interpretacją.

Kalka o hymnie UPA powraca w kolejnych publikacjach i wpisach w mediach społecznościowych. Wystarczy wstukać tytuł piosenki w wyszukiwarce Twittera. Komentarze: "Polacy byli mordowani z 'Czerwoną Kaliną' na ustach", "Piosenka rozrywkowa? Chyba do rozrywania Polaków", "hymn UPA" itd. W niektórych prawicowych mediach jako pewnik podawana jest informacja, że "Czerwona..." była bardzo popularna wśród upowców i często przez nich śpiewana. 

Problem w tym, że autorzy nie podają żadnych źródeł, które by potwierdzały czarną kartę w historii pieśni. Może takich źródeł w ogóle nie ma?

"Nie ma żadnych źródeł. Żadnych"

Mówi prof. Igor Hałagida, historyk z Uniwersytetu Gdańskiego, ekspert od polsko-ukraińskich relacji w XX wieku:

- Na temat "Czerwonej kaliny" przetoczyła się fala bzdur, sądzę zresztą, że kolportowanych w złej wierze. Robienie z piosenki o ludowym rodowodzie "hymnu UPA" to jakaś zupełna aberracja. Niektórzy widzą problem, którego po prostu nie ma - nie istnieją żadne przekazy źródłowe świadczące o tym, że "Czerwona kalina" była hymnem Ukraińskiej Armii Powstańczej, formalnym lub nie. Żadne. Nie było zresztą czegoś takiego jak hymn Ukraińskiej Powstańczej Armii. Swój hymn miała Organizacja Nacjonalistów Ukraińskich, ale to też był zupełnie inny utwór. Nie mamy też żadnych dowodów świadczących o związkach popularnej "Czerwonej kaliny" z nacjonalizmem, choć oczywiście nie możemy wykluczyć, że żołnierze jakichś oddziałów UPA albo członkowie OUN kiedyś ją śpiewali. Po prostu była bardzo popularna. To mniej więcej tak, jakby oddziały Armii Krajowej lub Batalionów Chłopskich śpiewały "O mój rozmarynie", piosenkę też bardzo często wykonywaną w okresie międzywojennym. 

'Czerwona kalina' w trakcie kazania"Czerwona kalina" na mszy w kościele. Kuria: Ks. Drozdowicz przeprasza

Historyk podkreśla, że "Czerwona kalina" była nieoficjalnym hymnem, ale Legionu Ukraińskich Strzelców Siczowych, a nie Ukraińskiej Armii Powstańczej.

- W utworze nie ma żadnych antypolskich wątków, w jednej z wersji jest za to wprost mowa o wyzwoleniu z "moskiewskich kajdan" i dlatego taką popularność zyskała po 2014 roku. I zyskuje teraz - opowiada i zwraca uwagę na wagę symbolu czerwonej kaliny. 

Kobieta, niewinność, Ukraina

- W okresie II Rzeczypospolitej stała się dla Ukraińców symbolem walki o niepodległość. We Lwowie powstało wydawnictwo o takiej nazwie, które dokumentowało ukraiński czyn zbrojny oraz wydawało miesięcznik "Litopys Czerwonoji Kałyny". Sama kalina jest zresztą jednym z symboli Ukrainy, głęboko zakorzenionym w ukraińskiej tradycji i kulturze, nie tylko folklorze - tłumaczy historyk. - Z drugiej strony, to nic nowego, że pewne środowiska doszukują się ukraińskiego nacjonalizmu tam, gdzie go nie ma. Czarna koszula wyszywana czerwoną nitką też według niektórych jest "ubraniem banderowców". A przecież takie koszule mają długoletnią tradycję w Ukrainie, sięgającą setek lat wstecz. Kilka lat temu mieliśmy zresztą inną próbę rozpętania podobnej histerii, gdy w Ukrainie zaczęto odchodzić od sowieckiej tradycji i symboliki związanej z II wojną światową poprzez wprowadzenie znanego na całym świecie symbolu maku jako pamięci o ofiarach konfliktów (nawiązanie do brytyjskiego Poppy Day). Wtedy też pojawiły się głosy, że to przejaw "banderyzacji" Ukrainy - zwraca uwagę.

- Kalina jest bardzo ważnym symbolem w kulturze ukraińskiej Jest nawet takie przysłowie - "bez wierzby i kaliny nie ma Ukrainy" - tłumaczy Mariana Kril. - Kalina symbolizuje przede wszystkim kobietę i niewinność, ale też Ukrainę. W pieśniach ludowych często pojawia się motyw czerwonej kaliny, którą Ukraińcy sadzą w miejscu zamieszkania, a jeśli się przemieszczają, to biorą ze sobą fragment krzewu, aby pamiętać o domu. A więc symbol Ukrainy, a z drugiej strony symbol czegoś swojego, swoich korzeni, rodu - dodaje.

Nie jest tajemnicą, że rosyjskie działania dezinformacyjne, które mają poróżnić Ukraińców i Polaków, dotyczą też kwestii historycznych. Tuż po ataku Rosji na Ukrainę ostrzegał przed tym Polski Instytut Studiów Międzynarodowych. "Rosji zależy na osłabieniu poparcia dla Ukrainy w Polsce, co stara się osiągnąć, podsycając nastroje antyukraińskie poprzez manipulowanie kwestiami historycznymi (zwłaszcza dotyczącymi Wołynia), szerzenie mowy nienawiści na temat relacji etnicznych, a także budowanie perspektyw katastrofalnej dla Polski migracji z Ukrainy" - czytamy w analizie PISM. 

Instytut Badań Internetu i Mediów Społecznościowych w przededniu wojny odnotował "ponadnormatywną aktywność publikacyjną" takich fraz, jak "banderowcy", "UPA" czy "ludobójstwo". 

Nagłe zainteresowanie Wołyniem

Portal Frontstory.pl zauważa, że 24 lutego, gdy rozpoczęła się inwazja, zainteresowanie hasłami dotyczącymi rzezi wołyńskiej wzrosło o 5000 proc. W artykule na temat rozprzestrzeniania się antyukraińskich treści w internecie dziennikarze zauważają: "Trend nadal ma tendencję wzrostową - mimo kolejnych fal uchodźców i odkryć kolejnych zbrodni wojennych popełnianych przez rosyjskich żołnierzy na ukraińskich cywilach, w polskich mediach społecznościowych coraz więcej osób dyskutuje o UPA i rzezi wołyńskiej".

- Oczywistym jest, że Rosja prowadzi działania dezinformacyjne dotyczące kwestii historycznych. Uważam, że w tym przypadku jest podobnie. Proszę zwrócić uwagę, jak wiele wpisów o "hymnie UPA" pochodzi z anonimowych kont na Twitterze - twierdzi prof. Hałagida.

W sprawie wykonania "Czerwonej kaliny" w Zamojskim Domu Kultury oświadczenie wydał szef placówki, Janusz Nowosad. Dyrektor podkreśla, że intencją było "wyłącznie okazanie wsparcia i solidarności walczącym obecnie Ukraińcom i Ukrainkom".  "'Czerwona kalina' stała się utworem śpiewanym i interpretowanym na nowo w wielu krajach i przez wielu artystów, którzy również w ten sposób okazali wsparcie Ukrainie. Klip był nową wersją pieśni, opierającą się na współczesnych kontekstach. Nie zapominamy o historii. Nie zapominamy, że dzisiaj także każdy z nas ją tworzy" - napisał. 

- Uważam, że złożenie wniosku do prokuratury w związku z wykonaniem "Czerwonej kaliny" było, delikatnie mówiąc, niemądre. Przede wszystkim szkodzi dzieciom, które wzięły udział w projekcie, mającym na celu polsko-ukraińskie pojednanie. Trudno mi to inaczej skomentować - mówi nam historyk z Uniwersytetu Gdańskiego.

Więcej o: