"Uwaga" TVN o "Wojtku z Zanzibaru". Jako pierwsi ujawniliśmy jego problemy z prawem

- Wojtek zawsze tłumaczył, że naprawia wszystko na miejscu. Zawsze jest, jak coś złego się dzieje, w tej chwili uciekł jak tchórz - mówi w "Uwadze" TVN pan Artur. Mężczyzna czuje się oszukany przez Wojciecha Żabińskiego, właściciela hoteli Pili Pili na Zanzibarze. Sprawę hotelarza jako pierwsza opisała Gazeta.pl.

W czwartek "Uwaga" TVN poświęciła swój materiał hotelom firmy Pili Pili. Autorzy materiału podali, że pod koniec lutego w kilku hotelach należących do Żabińskiego doszło do strajku tanzańskich pracowników. Polscy menedżerowie z kolei nie pojawili się w pracy. 

Zobacz wideo Kosiniak-Kamysz o rosnących stopach procentowych: Brak interwencji państwa jest niedopuszczalny

"Uwaga" TVN o polskim hotelarzu na Zanzibarze. Turyści: Czujemy się oszukani

- Z tego, co wiemy, to właściciel nie płaci tutejszym ludziom już od dwóch miesięcy - powiedziała reporterce TVN pani Magdalena z jednego z hoteli na Zanzibarze. - Nie ma teraz u nas nikogo z obsługi, kto mówi w języku polskim, bo ci ludzie częściowo zostali zwolnieni, a częściowo sami złożyli wypowiedzenia. Nie ma z nikim kontaktu. Nie odpisują też na wiadomości - opowiadała. 

Z "Uwagą" o swoich doświadczeniach z Pili Pili rozmawiała też pani Anna. - Wcześniej czytałam o Zanzibarze i o Wojtku na Zanzibarze. Zbudował bardzo dużą rzeszę fanów. I to, jak przedstawiali to w mediach społecznościowych, też budowało zaufanie - powiedziała. - Pokazywał się jak chodzi po plaży, oprowadzał po hotelach, przedstawiał załogę. Dawało to poczucie, że to są żywi ludzie, którzy istnieją i funkcjonują. Wszystko wydawało się być piękne. Stwierdziłam OK, dlaczego my nie możemy polecieć - dodała.

Wojciech Żabiński"Wojtek z Zanzibaru" nagle ogłosił przerwę, ale problemy narastały od dawna

Pani Anna o odwołaniu wycieczki dowiedziała się z mediów społecznościowych. Dwutygodniowe wakacje na Zanzibarze w hotelach Żabińskiego kosztowały ok. 15 tys. zł. Turyści nie podpisywali umów, tylko kupowali specjalną pseudowalutę - "Pili Coiny". Pani Anna przyznaje w materiale "Uwagi", że kupiła "walutę, która obecnie jest bez wartości".

- Czujemy się oszukani, bo byliśmy tam wcześniej. Wszystkim to polecałem, wziąłem tam nawet teraz dużo znajomych. Byli z nami też ludzie, którzy byli tam 3-5. raz i przeżyli teraz szok - przyznaje pan Artur, jeden z gości hotelowych. - Wojtek zawsze tłumaczył, że naprawia wszystko na miejscu, zawsze jest, jak coś złego się dzieje. W tej chwili uciekł jak tchórz - dodaje.

Gazeta.pl ujawniła nieznaną twarz "Wojtka z Zanzibaru"

Działalność Wojciecha Żabińskiego wielokrotnie opisywaliśmy na Gazeta.pl. Hotelarz od kilku lat prowadzi obiekty pod marką Pili Pili, a swoimi przemyśleniami dzieli się na facebookowym profilu "Życie na Zanzibarze". Żabińskiego chętnie też odwiedzały polskie gwiazdy showbiznesu. Przedsiębiorca nie tylko przyjmował turystów z Polski, ale także zatrudniał dziesiątki polskich pracowników.

W grudniu ubiegłego roku ujawniliśmy w Gazeta.pl, że Żabiński w związku ze swoją poprzednią działalnością biznesową został skazany na dwa lata i dwa miesiące więzienia przez polski sąd m.in. za oszustwo. Mężczyzna ma w maju stawić się w zakładzie karnym. Żabiński złożył kasację do Sądu Najwyższego. Kasacja wciąż czeka na rozpatrzenie, jednocześnie Sąd Najwyższy nie wyraził zgody na wstrzymanie wykonania wyroku.

Z informacji przekazywanych nam przez byłych pracowników i turystów wynikało, że Pili Pili od dłuższego czasu borykało się z problemami. Pracownicy skarżyli się na opóźnienia w wypłatach, a turyści - na coraz gorszą jakość pobyt, braki w towarach.

Postępowanie w prokuraturze

W lutym Żabiński ogłosił nagle, że obiekty hotelowe działające na Zanzibarze wstrzymują działalność do 4 czerwca. W praktyce oznaczało to, że odwołano pobyty turystów, którzy mieli przylecieć na Zanzibar w najbliższych miesiącach. Żabiński informował także, że kupione przez turystów vouchery i Pili Pili Punkty (umożliwiające płacenie na miejscu za różne usługi) pozostają bezterminowe. We wpisie nie znalazła się jednak informacja, czy będzie możliwość zwrotu wpłaconych pieniędzy.

W czwartek 7 kwietnia Prokuratura Okręgowa w Gdańsku poinformowała o postępowaniu, które toczy się w związku z zawiadomieniami dotyczącymi działalności obiektów Pili Pili na Zanzibarze. Zawiadomienia złożyli m.in. niedoszli turyści, a także Ministerstwo Sportu i Turystyki.

Wojciech ŻabińskiProkuratura przyjrzy się Pili Pili. Są zawiadomienia

Więcej o: