Na Centralnym ludzie wciąż śpią na podłodze. Wolontariusz mówi nam, jak poprawić sytuację

Po wielu dniach próśb, wolontariusze z warszawskiego dworca wywalczyli darmowe toalety i więcej przestrzeni na pomoc uchodźcom z Ukrainy. Sytuacja jest jednak wciąż trudna. Setki ludzi koczują na korytarzach, stoją w długich kolejkach. - Wiele z tego da się poprawić dzięki systemowym rozwiązaniom - mówi nam jeden z wolontariuszy. Zwraca uwagę m.in. na puste lokale na dworcu.
Zobacz wideo „Nasz Charków był pięknym miastem. Odbudujemy go i wrócimy do domu" [Gazeta.pl na granicy]

- Żadnych darów z żywnością w tej chwili nie potrzebujemy - mówił nam we wtorek jeden z wolontariuszy na Dworcu Centralnym. Od początku inwazji Rosji na Ukrainę, do Polski wjechało 1 milion 250 tysięcy ludzi. Ogromna część z nich trafia do Warszawy, albo żeby tu zostać, albo by jechać dalej. Dlatego tłumy przez cały czas są na dworcach, w tym na Centralnym. 

Od początku kryzysu pomaga tam prywatna, samodzielnie organizująca się grupa wolontariuszy, a teraz także ZHR. Mierzyli się z problemami organizacyjnymi i brakiem odpowiedzi na nie ze strony miasta oraz wojewody. Teraz wiele z nich udało się rozwiązać - jak choćby znieść opłatę za toalety na dworcu. Wcześniej wolontariusze zbierali monety i płacili, by przyjeżdżający z Ukrainy mogli z nich skorzystać. We wtorek obok dworca stawiano też namiot, w którym będą wydawane posiłki.

Jednak sama skala potrzeb przytłacza wolontariuszy. W ciągu kilkunastu minut rozmowy na Centralnym podchodzi do nas pięć lub sześć osób z pytaniami. - Jak dojechać do Poznania? - Gdzie zgłosić się, że mamy sześć miejsc do Berlina? - Gdzie znajdę buty? - Gdzie ktoś, kto mówi po ukraińsku? - Pomożecie z walizką?

- Dziś jestem tu od 4 rano, miałem kończyć o 13. Jeśli chciałbym odpocząć, musiałbym zdjąć kamizelkę i wyjść z dworca - mówi nam wolontariusz, który prosi o zachowanie anonimowości. Jedną z potrzeb, które widzi, jest stworzenie przestrzeni do odpoczynku dla osób udzielających pomocy.  

Do Czech przez Warszawę

Osoby niosące wsparcie uchodźcom na Centralnym widzą poprawę w porównaniu do tego, jak wyglądało to na początku. Ale wymieniają też wiele rzeczy, które da się zrobić - i czasem potrzebna jest tylko decyzja.

- Na dworcu jest 2000 metrów kwadratowych wolnych powierzchni - mówi nam wolontariusz. Idąc podziemnymi korytarzami widzimy puste pomieszczenia na lokale usługowe - jedno obok drugiego. Tymczasem w hali dworca, szczególnie na antresoli, jest ścisk i chaos. Ludzie stoją w kolejkach do kas i punktów z jedzeniem czy poradami; pojedyncze osoby i całe rodziny śpią na podłodze.

- W pustych pomieszczeniach można by zorganizować punkt medyczny, poczekalnie - żeby ludzie nie musieli leżeć na podłodze w hali dworca, przenieść tam punkty wydające pomoc rzeczową. Teraz sterty ubrań, zabawek i nie tylko, leżą pod ścianą. Żeby przenieść to do pustych lokali, wystarczy tylko zgoda zarządcy - zapewnia wolontariusz. We wtorek PKP informowało o "porządkowaniu" przestrzeni na dworcu. 

Sytuację poprawiłyby także systemowe rozwiązania. Ukraińcy mogą za darmo podróżować koleją po Polsce, a także za granicą. Muszą jednak pobrać miejscówkę w kasie (mogą też dostać bezpłatny bilet u konduktora, ale to nie gwarantuje miejsca do siedzenia). Kolejka jest bardzo długa. Nasz rozmówca mówi, że potrzebne jest uruchomienie dodatkowych kas, a także lepsza koordynacja. - Kolejarze robią co mogą, jeżdżą maksymalnie długie składy - podkreśla. Jednak zmiana godzin pociągów, czy nawet dodatkowe połączenia na zachód sprawiłyby, że ludzie nie musieliby długo czekać i koczować na Centralnym. - Gdyby uruchomiono np. dwa nocne pociągi do Berlina, to ludzie nie musieliby tu czekać na ten odjeżdżający o 4 rano - słyszymy.

Jego zdaniem, przydałaby się też lepsza koordynacja osób wyjeżdżających z Przemyśla i innych miejsc na granicy. Duża część osób koczujących na dworcu po prostu czeka na pociąg jadący dalej - i nie mają gdzie się podziać przez dzień lub noc. Rozmawiam z kobietą, która razem z dziećmi przyjechała do Warszawy w poniedziałek. We wtorek mają pociąg do Czech, gdzie mają znajomych. Koczują na materacach i krzesłach. - Takie osoby mogłoby być kierowane nie do Warszawy, ale do Krakowa czy Wrocławia - mówi wolontariusz. To usprawniłoby i skróciło ich podróż. 

Jedzenia pod dostatkiem

Darów rzeczowych - szczególnie jedzenia - na Centralnym nie potrzeba. Grupa wolontariuszy zapewniła wsparcie restauracji, są zapasy środków higienicznych itd. Dlatego proszą też o nieprzynoszenie swojego jedzenia na dworzec. Tam może to powodować zamieszanie. Poza tym, mogą być punkty w stolicy, gdzie są takie potrzeby. - Mamy teraz zorganizowane przekazywanie jedzenia i to działa dużo sprawniej, niż gdy ktoś przynosi 10 kanapek, ktoś siatkę jabłek - dodaje. 

Tym, czego może zacząć brakować, są siły wolontariuszy. Szczególnie, że liczba osób przybywających z Ukrainy pozostaje bardzo wysoka i nic nie zapowiada, by w najbliższych dniach się zmniejszała. Informacje o działaniach Grupy Centrum i potrzebach można znaleźć na Facebooku. 

 

***

Trwa rosyjska wojna przeciwko Ukrainie. Są informacje o zniszczonych domach, rannych i zabitych. Potrzeby rosną z godziny na godzinę. Dlatego Gazeta.pl łączy sił z Fundacją Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM), by wesprzeć niesienie pomocy humanitarnej Ukrainkom i Ukraińcom. Każdy może przyłączyć się do zbiórki, wpłacając za pośrednictwem Facebooka lub strony pcpm.org.pl/ukraina. Więcej informacji w poniższym artykule. 

Jak pomóc Ukrainie? Gazeta.pl łączy siły z PCPMGazeta.pl łączy siły z PCPM, by wspierać Ukrainę. Sprawdź, jak możesz pomóc

Więcej o: