Granica z Białorusią. Budowa muru zniszczyła lokalne drogi. "Karetka tu nie dojedzie". Gminy proszą o pomoc

Na granicy polsko-białoruskiej od kilku tygodni trwa budowa zapory (zw. murem) o długości 186 km. Inwestycja powstaje w związku z kryzysem migracyjnym, który zaczął się latem 2021 r. i zdewastowała lokalne drogi. Do niektórych domostw nie da się dojechać. Ciężki sprzęt, w tym wojskowy, spowodował duże zniszczenia, dlatego tamtejsze samorządy i mieszkańcy proszą rząd o pomoc.

Reżim Aleksandra Łukaszenki ściągał na Białoruś tysiące migrantów, których okłamał, że bez problemu przedostaną się przez Polskę będą do Niemiec i zachodniej Europy. Setki migrantów próbowały codziennie nielegalnie przekraczać granicę białorusko-polską. Straż graniczna, przy wsparciu wojska i policji, próbowała im to uniemożliwiać. Kryzys migracyjny sprawił, że rząd polski podjął decyzję o budowie muru na granicy polsko-białoruskiej

Zobacz wideo Jak poradziła sobie Polska z kryzysem na granicy? Aleksander Kwaśniewski ocenia

Granica polsko-białoruska. Drogi zostały zniszczone. "To zagraża podstawowemu bezpieczeństwu"

Budowa zapory spowodowała duże zniszczenia dróg na terenie woj. podlaskiego i lubelskiego. Ciężki sprzęt oraz pojazdy wojskowe, które dostarczają materiały do budowy, doprowadziły do trwałych uszkodzeń, które miejscami zagrażają bezpieczeństwu mieszkańców, zwłaszcza tych korzystających z dróg gruntowych. W "gruntówkach" pod ciężarem pojazdów i zmiennej zimowej aury powstały głębokie koleiny, nawet na ponad pół metra.

Nie wyobrażam sobie obecnie np. dojazdu karetki pogotowia czy straży pożarnej. Ta sytuacja zagraża już podstawowemu bezpieczeństwu - powiedział "Gazecie Wyborczej" pisarz i filozof Mirosław Miniszewski. 

- Wojskowe pojazdy rozjeździły drogę do tego stopnia, że praktycznie przestała istnieć. Gdy nawierzchnia zamarza, nie da się nią jechać ze względu na ogromne koleiny. To oznacza, że do domu mojego i sąsiada nie dojedzie ani karetka, ani straż pożarna, a każda wyprawa do sklepu w Kodniu to kilkukilometrowe brnięcie po błocie – opisuje swoją sytuację w "Słowie Podlasia" Lech Ścibor-Rylski, mieszkaniec gminy Kodeń.

UkrainaAmbasador Ukrainy w Niemczech prosi Berlin o dostawę broni i amunicji

Samorządy i mieszkańcy apelują rząd o pomoc. Sprawa trafiła już do Sejmu

Budowa muru na wschodniej granicy zdewastowała infrastrukturę drogową przygranicznych gmin i stanowi ogromny problem. Ten temat trafił na sejmową komisję. Wzięli w niej udział m.in. przedstawiciele MSWiA, Ministerstwa Obrony Narodowej oraz resortu infrastruktury. Obecni byli też wojewodowie, czyli terenowi reprezentanci rządu, oraz sami samorządowcy.

MSWiA oraz MON zapewniły, że wojsko oraz wykonawcy muru na bieżąco naprawiają szkody. Jak podał Wojciech Skurkiewicz, wiceminister obrony narodowej, armia utwardziła 280 km dróg gruntowych, ale tylko samo starostwo powiatu hajnowskiego informuje, że na jego terenie naprawy wymaga 200 km dróg powiatowych plus 150 km gminnych. Na komisji pojawiały się stanowcze głosy, że wojskowi drogowcy działają, ale skala tych prac jest zdecydowanie zbyt mała. 

Przeczytaj więcej podobnych informacji na stronie głównej Gazeta.pl.

Samorządy przesłały do wojewodów podlaskiego i lubelskiego wyliczenia, ile, ich zdaniem, kosztować będzie odbudowa zniszczonych dróg. Podlasie wyliczyło, że potrzeba 408 mln zł. Lubelszczyzna - 137 mln zł. To ogromne koszty, dlatego też tamtejsze samorządy i posłowie apelują o pomoc finansową ze strony rządu. 

Widok z Kijowa na Dniepr"Putin wybrał ścieżkę rozlewu krwi". Światowi przywódcy reagują

Więcej o: