Wirki. Sołtyska ciągnęła psa na haku za samochodem, "obserwowała go w lusterku". Przekładany proces

Sprawa sołtyski wsi Wirki Teresy M., która w kwietniu ubiegłego roku przywiązała psa do haka holowniczego i ciągnęła go za samochodem, wciąż nie może się rozpocząć. Sąd Okręgowy w Świdnicy nie może uruchomić procesu ze względu na stan zdrowia kobiety.

Tuż po ubiegłorocznej Wielkanocy pracownicy Fundacji Mam pomysł otrzymali telefon od policji z prośbą o zabezpieczenie psa z wypadku. Interweniujący tłumaczyli później, że "nie byli w stanie zrozumieć, jak ktoś mógł się dopuścić takiego okrucieństwa wobec zwierzęcia, które niesamowicie cierpiało". dodali, że z takim przypadkiem spotkali się pierwszy raz. Zdjęcia rannego czworonoga pojawiły się na profilu fundacji na Facebooku.

Zobacz wideo Lewica chce powołania Rzecznika Praw Zwierząt. Co to za urząd?

Koń (zdjęcie ilustracyjne)Budowa portu lotniczego CPK. Kraina Zwierząt walczy o azyl dla podopiecznych

Wirki. Sołtyska ciągnęła psa za samochodem

Niedługo później pracownicy fundacji dowiedzieli się, że pies był ciągnięty za samochodem. W efekcie doszło u niego do rozdarcia mięśni, zdarcia pazurów i zwęglonej w wyniku tarcia o asfalt skóry. W asyście policji zwierzę zostało zabrane do przychodni weterynaryjnej, a następnie do prowadzonego przez fundację schroniska.

Następnie ustalono, że okrucieństwem wobec psa wykazała się 59-letnia Teresa M., sołtyska miejscowości Wirki nieopodal Świdnicy. Śledczy dowiedli, że kobieta przywiązała czworonoga do haka holowniczego i przy prędkości 50 km/h chciała go "odprowadzić" do domu. Początkowo pies biegł po asfalcie, ale kiedy opadł z sił, przewrócił się i był ciągnięty za autem. Świadek zdarzenia poinformował policję, a sołtyska została zatrzymana.

Szef świdnickiej prokuratury Marek Rusin wyznał następnie, że zdarzenie to zostało zakwalifikowane jako "znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem" i "działanie świadomie okrutne".

Proces Teresy M. wciąż nie ruszył

Prokuratura Rejonowa w Świdnicy w czerwcu 2021 roku skierowała akt oskarżenia przeciwko Teresie M. Kobieta częściowo przyznała się do winy - stwierdziła, że pies jej uciekł, a gdy już zdołała go złapać, podjęła decyzję o przywiązaniu go do haka holowniczego, aby w ten sposób odprowadzić go do domu. - Jak wyjaśniała, psa obserwowała w lusterku wstecznym, jednak w pewnym momencie straciła z nim kontakt wzrokowy. W momencie gdy się zatrzymała, zakrwawiony pies leżał na ziemi - charczał, miał widoczne obrażenia ciała - opisywał Rusin.

Po 10 miesiącach od zdarzenia miał się rozpocząć proces w sprawie Teresy M. Sprawa jednak nie ruszyła. - Termin pierwszej rozprawy został odwołany z uwagi na stan zdrowia oskarżonej. Był wniosek strony o odroczenie i sąd do wniosku się przychylił. Daty kolejnej rozprawy jeszcze nie wyznaczono - przekazała w rozmowie z Interią sędzia Marzena Rusin-Gielniewska z Sądu Okręgowego w Świdnicy.

Adrianna Kaszuba, prezes Fundacji Mam Pomysł, która prowadzi schronisko będące tymczasowym domem dla poszkodowanego psa, stwierdziła, że przedłużający się proces nie jest dobrą wiadomością dla czworonoga. - Odwlekanie procesu to skazywanie psa na dalszy pobyt w schronisku. Pobyt, za który nikt nie płaci - powiedziała.

Skutki wichury w czwartek 17 lutego 2022 - WarszawaWichury w Polsce. Dwie ofiary śmiertelne tej doby

Teresa M. nigdy wcześniej nie była karana za żadne przestępstwo. Za okrucieństwo wobec psa grozi jej do pięciu lat więzienia, odebranie zwierzęcia i orzeczenie świadczenia na rzecz podmiotu zajmującego się ochroną zwierząt.

Więcej o: