Kraków. Operator przewróconego dźwigu zabrał głos. "Jesteśmy przymuszani"

Potężne podmuchy wiatru wyrządzają szkody w całej Polsce. Jedno z najtragiczniejszych zdarzeń miało miejsce w Krakowie, gdzie podczas wichury runął dźwig. W wypadku zginęły dwie osoby - robotnicy, którzy prowadzili prace w okolicy. Operator dźwigu zabrał głos. - Procedura jest taka, że kiedy kierownik sobie wymyśli, że może nas puścić, to nas puści. A jak ma kaprys, to nas nie puści. My nie powinniśmy wychodzić, ale jesteśmy do tego przymuszani - powiedział w rozmowie z RMF FM.

Do katastrofy budowlanej w Krakowie doszło w czwartek. W wyniku silnego wiatru na jednym z osiedli runął dźwig. Z nagrania udostępnionego w mediach społecznościowych wynika, że do tragedii doprowadziła niewielka trąba powietrzna. "Całe szczęście, że skala zjawiska i jego siła była niewielka. W przeciwnym wypadku w Krakowie mielibyśmy o wiele większe zniszczenia, a także większą liczbę osób poszkodowanych i ofiar śmiertelnych" - piszą Polscy Łowcy Burz.

Zobacz wideo "Obserwujemy przesunięcie stref klimatycznych". W Polsce będzie ciepło jak we Włoszech?

Katastrofa budowlana w Krakowie. Moment upadku dźwigu. "Wszystko zaczęło fruwać"

Operator dźwigu, który przewrócił się pod naporem bardzo silnego wiatru w Krakowie, w rozmowie z reporterami RMF FM przyznał, że "w środku remontowanego budynku skotłowało się powietrze i utworzyła się trąba powietrzna". Pan Wojtek dodał, że w momencie upadku konstrukcji znajdował się od niej w odległości kilku metrów.

Skutki wichurWichury nad Polską sieją spustoszenie. "Najtrudniejsze przed nami"

- Byłem w szoku. Nie dowierzałem, że to się dzieje, jak ten materiał latał wszędzie, po prostu po całej budowie. Siedziałem w aucie. To było przed godziną 9, a o samej godz. 9 runął ten żuraw. Wtedy pojawiła się ta trąba. Wszystko zaczęło fruwać. Miałem odpalone auto i tylko wrzuciłem wsteczny - opowiedział.

Operator relacjonował dalej moment upadku żurawia. - Widziałem kątem oka, jak żuraw się wywraca. Myślałem, że po prostu coś mi się majaczy w głowie albo w oczach. Był i wiatr, i deszcz. Myślałem, że coś mi się po prostu wydaje. No, ale jednak, jak odjechałem z budowy, wysiadłem z auta, zobaczyłem to całe spustoszenie, dotarło dopiero w tej chwili do mnie, że jednak dobrze widziałem, że maszyna runęła - dodał.

Wichura w Krakowie. Operator dźwigu opisuje procedurę pracy na dźwigu

Pan Wojtek wypowiedział się także na temat samego procesu delegowania pracowników do pracy na żurawiu w trakcie niebezpiecznych warunków pogodowych. Przypomnijmy, że na skutek runięcia konstrukcji śmierć poniosły dwie osoby. - Wiem, że zginął jeden pan od elewacji. Za budynkiem. Wysięgnik położył się na budynku, a końcówka wysięgu złamała się i uderzyła w elewację. Panowie byli na ścianie, ocieplali budynek - mówił operator.

W dalszej części rozmowy pan Wojtek opowiedział, w jaki sposób dochodzi do delegowania obowiązków w przypadku tego typu budowy. - Procedura jest taka, że kiedy kierownik sobie wymyśli, że może nas puścić, to nas puści. A jak ma kaprys, to nas nie puści. My nie powinniśmy wychodzić, ale jesteśmy do tego przymuszani - przyznał.

Dworzec w KielcachPKP: "rozważcie rezygnację z podróży". Opóźnienia pociągów

- My nie powinniśmy wychodzić, ale jesteśmy do tego przymuszani. My mamy obstawić i obsługiwać budowę. Mamy być, kiedy przestanie wiać. Ale ani pan, ani ja nie jesteśmy "wróżką zębuszką", żeby przewidzieć, kiedy będzie podmuch wiatru - opisał dalej pan Wojtek.

Więcej o: