Ponad 12 mln na antyunijną kampanię ws. cen prądu. "Zamiast o kłamstwie możemy mówić o manipulacji"

Z ustaleń Wirtualnej Polski wynika, że ponad 12 mln zł z zostało przeznaczonych na kampanię, która obwinia politykę Unii Europejskiej o wysokie ceny prądu. Nieoficjalnie podano, że unijne gwiazdki, które widać na plakatach, w ostatniej chwili kazał domalować "ktoś z szefostwa" Ministerstwa Aktywów Państwowych, które jest kierowane przez Jacka Sasina.

Za billboardami i spotami oficjalnie stoi Towarzystwo Gospodarcze Polskie Elektrownie, które zrzesza 12 spółek. Część z nich nie miała nawet pojęcia, że bierze udział w kampanii rządu. Z kolei TGPE zakomunikowało, że inicjatorami są: PGE GiEK, Enea Połaniec, Enea Wytwarzanie, Tauron Wytwarzanie, PGNiG Termika. Dlaczego billboardy promuje więc TGPE? - Po pierwsze, dzięki TPGE można powiedzieć, że to głos z branży. Nieważne, że z 12 firm w kampanii bierze udział pięć, wszystkie kontrolowane przez państwo. Po drugie, w ten sposób nikomu nie uda się oficjalnie wyciągnąć kosztów tej kampanii - mówi anonimowo rozmówca WP.pl.

Zobacz wideo Premier i rzecznik prasowy wbijają szpile Tuskowi. "Ciekawe, czy Donald Tusk coś robi, żeby obniżyć ceny prądu?"

Antyunijne billboardy kosztowały spółki Skarbu Państwa aż 12 mln złotych

Ustalenia dziennikarza WP.pl Szymona Jadczaka pokrywają się z informacjami podawanymi przez dziennikarzy Gazeta.pl Patryka Strzałkowskiego i Jacka Gądka. Anonimowi rozmówcy Wirtualnej Polski również mówią o tym, że pomysł antyunijnej kampanii powstał w Ministerstwie Aktywów Państwowych, a niektórzy dodają, że jest to "osobisty pomysł" Jacka Sasina.

Wprowadzające w błąd reklamy w całej PolscePolska zalana manipulującą kampanią. Stoi za nią Jacek Sasin

Poza tym kluczowy w realizacji pomysłu miał być prezes PGE Wojciech Dąbrowski, nazywany przez informatorów "żołnierzem Sasina". Wymieniane jest też nazwisko Anny Plakwicz, która "zasłynęła" przygotowaniem kampanii "Sprawiedliwe sądy", wymierzonej w sędziów.

Kampania w sprawie cen prądu w sumie mogła kosztować nawet 12,4 mln złotych. Pieniądze pochodziły z firm należących do spółek Skarbu Państwa. Enea Połaniec i Enea Wytwarzanie miały przeznaczyć na kampanię po 1,5 ml zł, PGE GiEK, Tauron Wytwarzanie oraz Energa miały przelać po 3 mln złotych, a PGNiG Terminka miała wpłacić 400 tys. złotych.

Przeczytaj więcej podobnych informacji na stronie głównej Gazeta.pl.

Billboardy obwiniają politykę UE za wysokie ceny prądu. Jak jest naprawdę?

Na ulicach polskich miast pojawiły się billboardy, które przekonują, że przyczyną wzrostu cen energii w Polsce jest polityka klimatyczna Unii Europejskiej. Na plakatach można przeczytać m.in., że rzekomo polityka ta odpowiada za 60 proc. kosztów produkcji energii. Dodatkowo widać tam żarówkę otoczoną żółtymi gwiazdkami na niebieskim tle, co dość jasno nawiązuje do flagi UE.

- W pierwszej wersji, zaproponowanej przez MAP, kampania miała głosić, że Unia odpowiada za 60 proc. ceny rachunku. Potem zmieniono to na "cenę energii". Dzięki temu, zamiast o kłamstwie możemy mówić o manipulacji - powiedzieli rozmówcy portalu.

- Musieli jeszcze dodać te gwiazdki unijne w ostatniej chwili. Na początku była sama żarówka. Nie było gwiazdek. Było logo z tarczą antyinflacyjną i hasłem, że tarcza antyinflacyjna złagodzi wzrost cen energii w polskich domach. Ale w MAP wymyślili, że trzeba wywołać tu Unię do tablicy. To było zupełnie niepotrzebne. Bo to one rozsierdziły ludzi. Może dziś byłoby mniej nerwowo - dodaje kolejny informator.

Wprowadzające w błąd, antyunijne billboardy"Drogi prąd przez UE"? Instrat: Producenci w Polsce mają rekordowe marże. Czas na URE

Eksperci ocenili, że kampania rządu wprowadza odbiorców w błąd. Jakub Wiech z portalu Energetyka24.com dodał, że wpływ polityki klimatycznej na rachunki to około 20 proc., czyli trzykrotne mniej, niż pokazują to plakaty. Ponadto kwota ta, pobierana za emisję CO2, trafia nie do budżetu UE, tylko dla krajów członkowskich - w 2021 roku Polska zyskała w ten sposób 25 mld złotych.

- O tym, że ceny energii gwałtownie wzrosną, wszyscy wiedzieli od kilku miesięcy. I było też wiadomo, że nic się nie da z tym zrobić, nie da się ręcznie obniżyć cen prądu, nie da się skasować tych opłat za emisję CO2, nie da się tego inaczej wysterować, więc trzeba zainwestować w propagandę. Wymyślono koncepcję, że trzeba dać odpór, zwalić wszystko na Unię i powiedzieć, że to właśnie przez Unię Europejską te rachunki za prąd i za gaz tak rosną - mówi rozmówca WP.pl.

*****

Gazeta.pl odmówiła oferty publikacji reklam państwowych spółek nt. cen prądu. Głośna kampania ukazuje się w mediach internetowych i tradycyjnych, a także na billboardach w całej Polsce. Nie zgodziliśmy się na jej publikację, ponieważ treść kampanii wprowadza w błąd i jest sprzeczna z wartościami Gazeta.pl, w tym z rzetelnym informowaniem o zmianach klimatu.

Wprowadzające w błąd, antyunijne billboardyGazeta.pl nie pokaże wprowadzających w błąd reklam nt. cen prądu

Więcej o: