System, który nie działa. Dlaczego dzieci wciąż umierają w wyniku krzywdzenia?

Eksperci są zgodni - polski system, który mógłby ochronić dzieci przed krzywdzeniem, a nawet śmiercią - nie działa na wielu płaszczyznach. W ten sposób życie straciła Kinga, zamordowana ze szczególnym okrucieństwem została trzyletnia Hania czy dwumiesięczna Maja. - Faktem jest, że wiele dzieci zniknęło z radarów służb w czasie pandemii. To problem, który może zaowocować kolejnymi wieloma tragediami - mówi radca prawny Katarzyna Katana, ekspertka Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Scena 1

Kinga opowiedziała o molestowaniu swojej cioci. Ufała, że znajdzie pomoc. O sprawie wiedziała szkoła, sąd, opieka społeczna, rodzina, policja i prokuratura. Mimo to dziewczynka musiała wrócić do domu. Do miejsca, gdzie przebywał mężczyzna, którego wskazała jako sprawcę.

Sąd w Środzie Śląskiej, gdzie mieszkała jej ciotka, odesłał sprawę do Dąbrowy Tarnowskiej, gdzie mieszkała Kinga i jej rodzina. Kiedy sprawa trafiła do sądu w Dąbrowie, matka Kingi broniła partnera, a gdy dowiedziała się, że sprawę bada prokuratura, kazała dziecku, które przebywało u ciotki, wrócić do domu. Sprawa przeciągnęła się o kolejne tygodnie.

Ojczym miał wykorzystywać seksualnie dziewczynkę aż do jej samobójstwa.

Scena 2

Świdnica. Rodzina z czwórką dzieci. O alkoholu w ich domu mówili wszyscy. Sytuację monitorował MOPS, sąsiedzi, dalsza rodzina i szkoła. Mimo to, przez co najmniej cztery lata każdego dnia dzieci były wyzywane, znieważane i bite. Niepełnosprawna ośmiolatka wymagała ciągłej opieki, najmłodsze z rodzeństwa miało zaledwie rok. Podobno o przemocy w domu nie wiedział nikt.

W grudniu w dzieciach coś pękło. Najstarszy chłopiec zadzwonił z prośbą o pomoc. Prosił, by zabrać ich od rodziców jak najszybciej. Jeszcze przed świętami. W momencie zatrzymania matka miała 2,5 promila alkoholu. Ojca nie było. Został zatrzymany dopiero później. Mówił, że wystraszył się i uciekł. O tym, czy to wystarczy, by odebrać im prawa do dzieci zadecyduje sąd. Kiedy? Tego jeszcze nie wiadomo.

Scena 3

Maja nie przeżyła nawet trzech miesięcy. Od urodzenia była przez swoich rodziców katowana. Sekcja zwłok wykazała, że dziewczynka została zamordowana ze szczególnym okrucieństwem. Agresja ze strony rodziców dotknęła także jej starsze rodzeństwo.

Czteroletnia siostra Mai doznała urazu głowy, a na jej ciele znaleziono liczne zasinienia i zadrapania. Podobne obrażenia posiadał także jej dwuletni brat. 

Ojciec Mai, Dominik, podobnie jak matka, mieli problemy z narkotykami od nastoletnich lat. Mimo to rodzina nie była objęta pomocą lub nadzorem żadnej instytucji pomocowej. Na krzywdę dzieci nie reagowała także rodzina.

Siostra matki Mai, jak sama przyznała, była świadkiem jej przemocy wobec dzieci. Zapytana, dlaczego nie zgłosiła sprawy na policję odparła: "Myślałam o tym, ale to siostra".

Zobacz wideo Uratować choć jedno

Scena 4

Długi korytarz, zimna podłoga z gresu, drewniane ławki. Kilka książek, opowiadanie o Olafie z Krainy Lodu, kolorowanki. Pogawędka o rollercoasterach i różnicy między pudlem a golden retrieverem. Za drzwiami obok pokój przesłuchań. Tam za chwilę trzeba będzie wejść i opowiedzieć o maltretowaniu czy molestowaniu w rodzinie.

Czasem wystarczy raz, a bywa że nawet kilka razy. Są rekordziści, którzy swoją historię opowiadają nawet kilkanaście razy. - Proszę się tu nie tłoczyć, miejsce proszę zrobić - rzuciła opryskliwie sędzia spiesząca do pokoju socjalnego.

- Ciociu, a ja wiem, że ta pani to sędzia - powiedziała siedmiolatka z dużym doświadczeniem procesowym. - Bo ona ma takie ubranie z czerwonymi paskami, a to sędziowie noszą takie ubrania. One się nazywają togi - dodała.

Potem jedno z dzieci wyszło z pokoju przesłuchań, aby zrobić miejsce kolejnemu z rodzeństwa.

- Rozpoznałam kilka osób ze zdjęć - powiedziała z trudem dziewczynka.

Opadła na drewnianą ławkę w poczekalni. Podrygująca noga. Czerwone plamy na szyi, napięta twarz i oczy wbite w przestrzeń.

***

Dyżurujący pod Telefonem Zaufania eksperci Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę tylko w ubiegłym roku odebrali ponad 57 tysięcy połączeń, odpowiedzieli na ponad 92 tysiące wiadomości i przeprowadzili ponad 3,3 tysiąca interwencji w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia dziecka. A sytuacji takich z roku na rok jest coraz więcej. W 2018 r. było ich 346, w 2019 - 519, w 2020 - 747, w 2021 - aż 823.

Działania telefonu zaufania można wesprzeć wpłatą na stronie wspierajtelefon.pl/

W Pogotowiu "Niebieska Linia" eksperci przeprowadzili 23 390 rozmów w tym 328 z dziećmi lub niepełnoletnią młodzieżą. Rzadko kiedy słyszeli o tylko jednym rodzaju przemocy. Zazwyczaj do przemocy fizycznej dochodziła też psychiczna czy seksualna.

To setki dzieci, które odważyły się opowiedzieć o swojej historii. Pomoc powinna nadejść sprawnie, ale to w ocenie ekspertów jedynie teoria. Ta czasem zawodzi i system nie działa. W ten sposób życie straciła Kinga, zamordowana ze szczególnym okrucieństwem została trzyletnia Hania czy dwumiesięczna Maja.

Są jednak dzieci, których życie udaje się uratować, ale przeciągający się proces i jego konsekwencje wywierają trwały wpływ na ich zdrowie psychiczne.

"Sądy działają powoli, a w pandemii wiele spraw toczy się jeszcze wolniej"

- Sądy działają powoli, a pandemia sprawiła, że wiele spraw toczy się jeszcze wolniej. Często niektóre z nich wymagają natychmiastowej reakcji, a znajdują się na dole stosu spraw do załatwienia - mówi radca prawny Katarzyna Katana z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Problemy dostrzegają także sami sędziowie. Stowarzyszenie Sędziów Rodzinnych już na wiosnę 2021 roku opublikowało stanowisko, w którym wskazuje, że sprawy, w których podejrzewa się krzywdzenie dziecka, wymagają podejmowania szybkiej diagnozy psychologiczno-pedagogicznej. Czas oczekiwania na opinię biegłych specjalistów, z uwagi na ogromną liczbę spraw, wynosi kilka miesięcy, co nie powinno mieć miejsca.

Kolejnym problemem jest fakt, że czasami orzeczenia sądu wydane w związku z zagrożeniem dobra dziecka nie są wykonywane z powodu niedostatecznej liczby rodzin zastępczych i niewystarczającego wsparcia świadczonego na ich rzecz przez samorząd. 

"Wiele przypadków krzywdzenia dzieci w ogóle nie jest rozpatrywanych, bo nie ma na nie dowodów"

Z moich doświadczeń wynika, że wiele przypadków krzywdzenia dzieci w ogóle nie jest rozpatrywanych przez sąd, ponieważ nie ma na nie dowodów. Dzieci, które trafiają poza rodzinę (do pieczy zastępczej i instytucji innych systemów) często dopiero po latach zaczynają ujawniać ogrom swoich trudnych doświadczeń, wtedy najczęściej jest już za późno na podjęcie tych spraw przez sądy

- mówi Gazeta.pl Joanna Luberadzka-Gruca, ekspertka Koalicji na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej.

Czasami dzieci są wtórnie krzywdzone przez decyzje o ich życiu, które nie uwzględniają w pełni ani ich wcześniejszej czy obecnej sytuacji ani ich zdania i pragnień. W systemie brakuje osoby, która byłaby neutralna, towarzyszyła dziecku i równocześnie reprezentowała je w trakcie trwania procedur - dodaje ekspertka.

Sędziowie ze Stowarzyszenia SSR podkreślają również, że niejednokrotnie dochodzi do sytuacji, w której świadkowie, pomimo istnienia obowiązku z art. 572 k.p.c. (zawiadomienia sądu opiekuńczego), zatajają niepokojące informacje i przekazują je dopiero, gdy sprawa krzywdzenia dziecka zostaje ujawniona.

Coraz częściej zdarza się jednak, że dopiero śmierć osoby najmłodszej, będąca następstwem stosowania przemocy, ujawnia skalę problemów, jakie występowały w środowisku domowym 

- piszą sędziowie.

- Dzisiaj rzeczywistość dzieci jest często taka, że ich krzywdzenie jest dostrzegane dopiero wtedy, kiedy przybiera postać przemocy zostawiającej oczywiste ślady. W takich przypadkach dzieci są zabierane z własnego domu, czasem rozdzielane z rodzeństwem, później sąd wiele miesięcy, a nawet lat rozpatruje sprawy o uregulowanie sytuacji prawnej. Po tym czasie (w przypadku ponad połowy dzieci powierzonych do pieczy zastępczej okres przebywania w niej to średnio ponad trzy lata) sąd może podjąć decyzję o powrocie dzieci do rodziców, zdarza się, że nawet w sytuacji, kiedy nie ma absolutnej pewności, że nie zostaną tam ponownie skrzywdzone -  podkreśla Joanna Luberadzka-Gruca.

"Żaden dorosły nie jest stawiany w tak trudnej sytuacji"

Pandemia wydłużyła i tak długie procedury sądowe. - Dodatkowym aspektem trudnej sytuacji dzieci jest fakt, że kiedy toczy się w sądzie karnym sprawa o stwierdzenie czy rodzic stosował przemoc w stosunku do dziecka, sąd rodzinny i tak może orzec (i w niektórych przypadkach orzeka) kontakty z tym rodzicem, co sprawia, że dzieci nie mają wyboru i muszą się z nim widywać. Żaden dorosły nie jest stawiany w tak trudnej sytuacji - zaznacza Joanna Luberadzka-Gruca.

- Faktem jest także, że wiele dzieci zniknęło z radarów służb w czasie pandemii. To problem, który może zaowocować wieloma tragediami - dodaje Katarzyna Katana.

Czy tragedii można uniknąć?

- Żeby móc odpowiedzieć na to pytanie trzeba sięgnąć dalej niż doniesienia medialne - tłumaczy radca prawny Katarzyna Katana.

Powstanie Polska Analiza Śmiertelnych Przypadków Krzywdzenia Dzieci

Z inicjatywy Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę uruchomiony został proces wprowadzania w Polsce tzw. Serious Case Reviews (SCRs), czyli systemu - wzorowanego na doświadczeniach angielskich - który zakłada analizę śmiertelnych przypadków krzywdzenia dzieci w sposób całościowy, poszukujący braków systemowych, które mogą uniemożliwiać służbom odpowiednio szybką reakcję na krzywdę dziecka. Pomysł zakłada prowadzenie przez Rzecznika Praw Dziecka z pomocą grupy ekspertów systemowej analizy przypadków śmierci dzieci.

Dziecięcym szpitalom klinicznym grozi zapaść? Krytyczna sytuacja w USDDziecięcym szpitalom klinicznym grozi zapaść? Krytyczna sytuacja w USD

- Systemowa analiza przypadków krzywdzenia dzieci powstanie po to, by rzecznik wraz z grupą specjalistów mógł przeprowadzić analizę dalece wykraczającą poza szczątkowe informacje. Analiza zakłada badanie przypadku śmierci dziecka z góry, z tzw. Lotu ptaka, co pozwala dostrzec i zebrać informacje niedostępne dla pojedynczych służb - dodaje ekspertka FDDS.

- Badając przypadek Kingi, Mai czy innych dzieci nie polegalibyśmy tylko na ustaleniach jednej ze służb. Eksperci zbadają ten przypadek na podstawie informacji ze szkoły, służby zdrowia i wszystkich instytucji, które miały do czynienia z rodziną i z dzieckiem - podkreśla Katana.

Jak zaznacza ekspertka, wszystkie instytucje, które miały styczność z tą rodziną powinny mieć możliwość przedstawienia własnej wersji wydarzeń i całej dokumentacji w badanej sprawie. Rzecznik Praw Dziecka wraz z ekspertami zbada wszystkie działania podejmowane wobec dziecka i jego rodziny przed śmiercią, a także ich podstawy prawne i faktyczny przebieg.

- Dzięki temu zidentyfikują trudności w praktyce organów i instytucji, które uniemożliwiły lub przeszkodziły w skutecznej interwencji, zapobiegnięciu trwaniu przemocy i w konsekwencji śmierci dziecka - podkreśla radca prawny Katarzyna Katana.

Katana: Naszym założeniem jest wprowadzenie w Polsce modelu państwa uczącego się

Jeśli w trakcie analizy i badania danego przypadku eksperci dostrzegą, że problemem jest np. niedofinansowanie opieki społecznej, to takie zalecenia zostaną skierowane do rządu, by zabezpieczyć te środki w przyszłym budżecie.

- Może się okazać, że są środki, ale są one niewydawane zgodnie z założeniami. Może okazać się także, że asystent rodziny był niedoświadczony i nie miał z kim konsultować sprawy, a w konsekwencji mógł podjąć niewłaściwe decyzje. Problemem może okazać się również fakt, że konkretna instytucja nie potrafi rozpoznać oznak krzywdzenia dziecka. Wtedy konieczne będą dodatkowe szkolenia, dodatkowe środki, a może się zdarzyć, że konieczne będą także zmiany w prawie - tłumaczy ekspertka.

Dyrektorka Federy o sytuacji kobiet w Polsce: Budzi się lęk i wściekłośćDyrektorka Federy o sytuacji kobiet w Polsce: Budzi się lęk i wściekłość

- Naszym założeniem jest wprowadzenie w Polsce modelu państwa uczącego się. Abyśmy nie skupiali się wyłącznie na karaniu sprawców, ale wyprzedzali sytuację, działali tak, by nie doszło do śmierci dziecka. Gdy do tragedii dojdzie badaniem winy i odpowiedzialności zajmie się wymiar sprawiedliwości - dodaje.

Jak tłumaczy Katarzyna Katana, koszt wprowadzenia analizy i zmian z tym związanych jest równoważny z kosztem, które ponosi państwo w momencie śmierci dziecka. - Mówimy wówczas o wielkiej tragedii, ale także o kosztach procesu karnego, izolacji sprawcy. Do tego dochodzą koszty społeczne związane z tym, że inni pokrzywdzeni członkowie rodziny – np. rodzeństwo zmarłego dziecka - zostają sami i muszą poradzić sobie z tą traumą - mówi.

Wciąż może dochodzić do krzywdzenia dzieci. Jednak system zadziała zanim będzie za późno

- Analiza nie powstrzyma sprawców, wciąż może dochodzić do krzywdzenia dzieci, ale system ma zapewnić, że będziemy zdolni zareagować, gdy nie jest za późno - mówi Katana. Służby dostrzegą krzywdzenie konkretnego dziecka i będą na tyle poinformowane, że zostanie ono ochronione we właściwym momencie. Dzięki temu nie dojdzie do takiej eskalacji, że dziecko zginie.

telefon zaufania (zdjęcie ilustracyjne)Telefonu Zaufania ograniczy działalność? "Jest takie zagrożenie"

Jak zaznacza radca prawny, w efekcie wprowadzenia modelu dojdzie do ulepszeń systemowych, procedury będą sprawniejsze. - Zwiększy się również samoświadomość rodziców, którzy przed użyciem przemocy poszukają profesjonalnej pomocy. Zakładamy, że także świadkowie przemocy będą gotowi zawiadomić służby odpowiednio wcześnie, a te z kolei będą dążyły do ciągłego ulepszenia swoich wewnętrznych procedur - mówi.

- Jestem przekonana, że to wszystko może się udać, bo system będzie szczelniejszy. W Anglii, gdzie ten system działa już od wielu lat, patrząc na statystyki widzimy, że realnie przełożyło się to na zmniejszenie śmierci dzieci w rodzinach objętych pomocą społeczną o ok. 95 proc. - podsumowuje ekspertka FDDS.

Obecnie trwają rozmowy na temat możliwego brzmienia przepisów prawa, którym wprowadzonoby analizę śmiertelnych przypadków krzywdzenia dzieci do polskiego systemu prawnego.

***

"Pomocnik" jest dla Was, nie jesteście sami

Gazeta.pl wspólnie z Polską Akcją Humanitarną uruchamiają akcję "Pomocnik". W jej ramach przygotowaliśmy ebook dla rodziców i opiekunów dzieci i nastolatków, które przechodzą trudny czas, zmagają się z kryzysem psychicznym. "Pomocnik" jest dostępny do ściągnięcia za darmo.

Na stronie "Pomocnika" czekają też materiały wideo stworzone we współpracy z dr Anetą Górską-Kot oraz liczne artykuły, reportaże i wywiady z ekspertami i ekspertkami. I będzie ich stale przybywać.

Bo kryzys polskiej psychiatrii dziecięcej i oficjalne statystyki samobójstw to jedynie wierzchołek góry lodowej. Nie chodzi tylko o próby i śmierci samobójcze, depresje i inne poważne rozpoznania. Pod nimi są setki tysięcy codziennych, samotnych dramatów dzieci i nastolatków, a pandemia tylko te cierpienia spotęgowała. Ich rodzice i opiekunowie też cierpią. "Pomocnik" jest dla Was, nie jesteście sami.

Więcej o: