Polskie rakiety do gromienia śmigłowców i amunicja dla Ukrainy. Defensywne tylko na słowo honoru

Polska już oficjalnie dołącza do grona państw, które wspierają ukraińskie wojsko sprzętem, mającym mu pomóc bronić się przed możliwą rosyjską agresją. Mają to być systemy Grom, amunicja, moździerze i drony rozpoznawcze. Po tygodniach kluczenia rząd odsłonił karty.

Zamiar dostarczenia Ukraińcom wymiernego wsparcia potwierdził oficjalnie premier Mateusz Morawiecki podczas wizyty w Kijowie. Łącznie owej amunicji ma być kilkadziesiąt tysięcy sztuk. Ile wyrzutni rakiet, dronów i moździerzy nie jest jasne. 

Zarówno premier jak i wcześniej szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch wyraźnie podkreślali, że chodzi o broń defensywną. Ten drugi użył sformułowania "amunicja o charakterze defensywnym", co wywołało wiele komentarzy i dyskusji o tym, co właściwie miał na myśli.

- To przykład mało udanej nowomowy. Co do zasady nie ma amunicji ofensywnej i defensywnej - powiedział Gazeta.pl Jarosław Wolski, dziennikarz takich pism jak "Nowa Technika Wojskowa" czy "FragOut!". 

Zobacz wideo

Narracja o charakterze obronnym

Powtarzające się używanie przez polityków słowa "defensywa" jest elementem szerszego trendu. Wszystkie państwa dostarczające Ukrainie broń, starają się podkreślać, że chcą w ten sposób jedynie wzmocnić zdolność tego państwa do samoobrony przed potencjalnym rosyjskim atakiem. Nie zbroić Ukraińców tak, aby byli w stanie skuteczniej zaatakować na przykład separatystyczne republiki w Doniecku i Ługańsku. Ma to na celu próbę ograniczenia rozdrażnienia Rosjan samymi dostawami broni na Ukrainę i własnej wewnętrznej opozycji, bo w samym NATO nie brakuje głosów twierdzących, że nie należy aż tak się angażować w konflikt rosyjsko-ukraiński. 

W języku angielskim zazwyczaj mowa więc o "broni do samoobrony" czy "zdolnościach obronnych". Po polsku wyszła mało szczęśliwie "amunicja o charakterze defensywnym". Później zmieniona na "uzbrojenie o charakterze defensywnym", bo takiego rodzaju sformułowania używa już Morawiecki. Co do zasady chodzi jednak o to samo, czyli broń i amunicję mającą w naszym mniemaniu służyć wzmocnieniu ukraińskiej obrony. W teorii nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby polskie rakiety czy pociski zostały wystrzelone podczas ofensywnej operacji odbijania Donbasu.

O to, co Polska może, albo chce, przekazać Ukrainie, pytaliśmy MON już od połowy stycznia. Wówczas pojawiły się pierwsze nieoficjalne informacje o szykowaniu się na transfer znacznej liczby ręcznych wyrzutni rakiet przeciwlotniczych Grom. Ministerstwo w swoich odpowiedziach utrzymywało, że trwają "intensywne analizy i konsultacje", oraz nie ma planu informowania o tym czy i jakie wsparcie zostanie udzielona. Poza tym podkreślano, że Polska generalnie wspiera ukraińskie wojsko od lat na różne sposoby. 

Ukraińskie myśliwce Su-27Gazeta.pl rozmawia z ukraińskim oficerem

Lista sprzętu do przekazania

Teraz jest już jednak jasne, co konkretnego Polska oferuje Ukrainie. Wspomniane pociski przeciwlotnicze Grom to broń bardzo krótkiego zasięgu, służąca głównie do obrony przed śmigłowcami, nisko latającymi samolotami lub dużymi dronami. Naprowadza się na źródło ciepła i może przelecieć kilka kilometrów. Przenosi i odpala się ją z ramienia. Nie jest to żadna specjalnie nowoczesna czy zaawansowana broń. Opracowano ją w Polsce w latach 80. i 90., bazując na radzieckich rozwiązaniach, wprowadzając krajowe ulepszenia i opanowując produkcję kluczowych podzespołów. 

Na potrzeby polskiego wojska wyprodukowano niecały tysiąc wyrzutni i trzy tysiące rakiet. Obecnie nie są już wytwarzane. Teraz trwa produkcja i dostawy zmodernizowanej wersji nazywanej Piorun. Polskie wojsko może więc być skłonne oddać część najstarszych systemów Grom, które zalegają w magazynach od lat. Akurat jeśli chodzi o kategorię tego rodzaju najprostszych rakiet przeciwlotniczych, polskie siły zbrojne są przyzwoicie zaopatrzone i mogą coś oddać bez wielkiego bólu.

Podobnie jak z moździerzami, czyli prostą bronią służącą do wsparcia piechoty na krótkich dystansach. Produkujemy je w pełnej gamie w Polsce, podobnie jak amunicję do nich. W wojskowych magazynach muszą być też spore zapasy starszych konstrukcji z czasów PRL, które zostały w ostatnich dekadach uznane za nieprzydatne w Polsce. Na Ukrainie mogą jeszcze się przydać. 

Podobnie z niesprecyzowaną amunicją, którą chcemy przekazywać Ukraińcom w dziesiątkach tysięcy. Polska ma tę przewagę nad zachodnimi krajami NATO, że nadal używa znacznych ilości broni o rodowodzie radzieckim, podobnie jak Ukraina. Owa broń była projektowana z myślą o amunicji o odmiennym kalibrze niż ta natowska. I tak na przykład standardem Układu Warszawskiego w cięższej artylerii był kaliber 152 mm. W NATO dominuje 155 mm. Do czołgów na wschodzie ładowano pociski 125 mm, na zachodzie 120 mm. I tak dalej. Oznacza to, że Polska ma w magazynach znaczne ilości amunicji, która może się przydać na Ukrainie, ale u nas jest uznawana za nieperspektywiczną. Co więcej, nasze zakłady są ciągle w stanie produkować większość amunicji o tym wschodnim rodowodzie.

Trudno natomiast powiedzieć, jakie to drony może Polska przekazać Ukrainie. Polskie wojsko cierpi na duże braki w tym zakresie, o czym już pisaliśmy. Nie mamy nic, co jest nam mało przydatne i moglibyśmy oddać bez bólu. Ukraińcy posiadają jednak znaczne ilości lekkich dronów rozpoznawczych Flyeye produkcji polskiej firmy Grupa WB. Używają ich od lat na wschodzie kraju i mają być z nich zadowoleni. Być może polskie wojsko odda Ukraińcom część swoich Flyeye, co zostanie zrekompensowane szybkimi zakupami nowych. Byłoby to największe poświęcenie z naszej strony na rzecz ukraińskiej obronności.

W ostatecznym rozrachunku polska broń nie zmieni istotnie położenia ukraińskiego wojska, jednak może być wymierną pomocą. W poprzednim okresie intensywnych walk w latach 2014-2015 Ukraińcy donosili o brakach w amunicji artyleryjskiej i znacznej ilości nienadających się do użycia starych radzieckich systemów przeciwlotniczych w rodzaju Gromów. Nasza propozycja pomocy wygląda więc na przedyskutowaną z Ukraińcami i dopasowaną w miarę możliwości do ich potrzeb.

Zobacz wideo
Więcej o: