Śmierć Agnieszki. Pod siedzibą TK zapłonęły znicze. "Zakaz aborcji zabija"

Pod siedzibą Trybunału na Szucha zapłonęły znicze. Mieszkańcy Warszawy pojawili się, by pokazać solidarność z rodziną zmarłej Agnieszki. Niektórzy ze zgromadzonych przynieśli transparenty z napisami "Ani jednej więcej", "zakaz aborcji zabija", "nigdy nie będziesz szła sama" czy "faszystowski rząd morduje kobiety".

25 stycznia zmarła 37-letnia Agnieszka, która była w bliźniaczej ciąży. Rodzina kobiety uważa, że lekarze nie usunęli na czas martwych płodów, co doprowadziło do sepsy i w konsekwencji zgonu. Dodatkowo szpital miał bardzo utrudniać kontakt i nie zezwolić bliskim na wgląd do dokumentacji medycznej.

"Jesteśmy po spotkaniu z rodziną pani Agnieszki z Częstochowy, 37-latki, która 25 stycznia zmarła w szpitalu pod Częstochową w wyniku odmowy wykonania aborcji" - czytamy na stronie Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

"Siostra i mąż Agnieszki mają wydać w tej sprawie oświadczenie, ale już teraz proszą: nieście informację o tym, co się stało. Zapalcie znicz dla upamiętnienia tragedii tej rodziny, czy to w domu, czy na ulicy. W Warszawie można to zrobić pod siedzibą Trybunału" - piszą dalej przedstawicielki Strajku.

Pod siedzibą TK zapłonęły znicze. Upamiętniono zmarłą Agnieszkę z Częstochowy

Po godzinie 18 pod siedzibą Trybunału Konstytucyjnego pojawiły się znicze i kwiaty. Niektórzy ze zgromadzonych przynieśli transparenty z napisami "Ani jednej więcej", "zakaz aborcji zabija", "nigdy nie będziesz szła sama" czy "faszystowski rząd morduje kobiety".

- Wszyscy i wszystkie mamy poczucie klęski. Protesty przeciwko zakazowi aborcji w 2020 nie dotyczyły abstrakcyjnego kształtu prawa, tylko ludzkiego życia. To były protesty przeciw skazywaniu na śmierć. Tym razem Agnieszka. Zakazem aborcji pisowscy mordercy zgotowali jej agonię w męczarniach i śmierć - mówiła przedstawicielka Strajku Kobiet Marta Lempart.

Śmierć Agnieszki. "Czekano, aż funkcje życiowe drugiego z bliźniaków samoistnie ustaną"

W środę rodzina 37-letniej Agnieszki z Częstochowy opisała jej tragiczną historię. Kobieta trafiła w grudniu do Wojewódzkiego Szpitala w Częstochowie na Oddział Ginekologii. Powodem były wymioty oraz niepokojący ból brzucha. Lekarze mieli lekceważyć jej skargi, mówiąc, że ciąża bliźniacza "ma prawo boleć". Niestety, stan 37-latki się pogorszył, a po dwóch dniach od przyjęcia na oddział stwierdzono śmierć pierwszego płodu.

"Według ekspertyzy lekarskiej, 23 grudnia 2021 zmarł jej pierwszy z bliźniaków. Niestety nie pozwolono na usunięcie martwego płodu, ponieważ prawo w Polsce tego surowo zabrania. Czekano, aż funkcje życiowe drugiego z bliźniaków samoistnie ustaną" - napisali krewni pani Agnieszki.

Ani jednej więcejŚmierć pani Agnieszki wstrząsnęła Polską. Mamy komentarz ze szpitala

29 grudnia nastąpiła śmierć drugiego płodu, a zgodnie z relacją rodziny 37-latki, lekarze dopiero po dwóch dniach ręcznie usunęli martwe płody. "Przez ten cały czas, zostawiono w niej rozkładające się ciała nienarodzonych synków. Nie zapomniano jednak w porę poinformować księdza, aby przyszedł na oddział i odprawił pogrzeb dla dzieci" - podkreślono we wpisie w mediach społecznościowych.

Niestety, stan zdrowia pacjentki pogorszył się 23 stycznia. Pani Agnieszka została przewieziona do szpitala w Blachowni, gdzie 25 stycznia zmarła. Bliscy pani Agnieszki twierdzą, że zachorowała ona na sepsę. Mają o tym świadczyć badania białka CRP, które o ponad 100 jednostek przekraczały normę.

Ewa Chodakowska komentuje śmierć pani Agnieszki z CzęstochowyEwa Chodakowska wstrząśnięta śmiercią pani Agnieszki. "Ból przeszywa mnie na wskroś"

Więcej o: