Policja wtargnęła w środku nocy do domu eksperta NASK. Chodziło o alarm bombowy podczas sylwestra TVP

Policja nad ranem wyciągnęła z domu i przewiozła do odległej o kilkaset kilometrów komendy eksperta od cyberbezpieczeństwa z instytutu NASK - podaje WP. Policjanci podejrzewali go o zgłoszenie fałszywego alarmu podczas sylwestra TVP. Zaledwie dzień wcześniej mężczyzna zgłosił policji, że padł ofiarą przestępców podszywających się pod cudze numery.

Wirtualna Polska w ubiegłym tygodniu opisała działania przestępcy lub grupy przestępców, którzy od niemal trzech lat podszywają się pod maile i numery telefonów Polaków, wywołując w ten sposób fałszywe alarmy bombowe, wysyłając groźby lub po prostu siejąc chaos i zamieszanie. 

W ostatnim czasie takie połączenia i sms-y wychodziły m.in. z telefonu żony senatora Krzysztofa Brejzy, córki Romana Giertycha, byłego szefa CBA Pawła Wojtunika czy posłów Pauliny Matysiak i Pawła Szramki.

Więcej najnowszych informacji z Polski przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Zobacz wideo Senacka komisja ds. inwigilacji. Soboń: Senat podkopuje własny autorytet

Przed tygodniem Wirtualna Polska opisywała przypadek mężczyzny z Warszawy, który padł ofiarą takiego przestępstwa i policja podejrzewała go o wywołanie alarmu bombowego podczas Sylwestra TVP. Służby nie udzielały jednak informacji o szczegółach zdarzenia.

W środę Janusz Cieszyński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i pełnomocnik rządu do spraw cyberbezpieczeństwa, podczas spotkania z dziennikarzami nt. zagrożeń płynących m.in. właśnie ze spoofingu [podszywania się pod cudze numery tel. - przyp.red], ujawnił więcej informacji o tym przypadku.

WP: Pracownik NASK został zatrzymany nad ranem w nowy rok

Okazało się, że atak przeprowadzono na pracownika NASK, czyli instytutu badawczego nadzorowanego przez KPRM, który zajmuje się przede wszystkim zapewnieniem bezpieczeństwa internetu. Po tym, jak doszło do fałszywego alarmu, małopolscy policjanci z pionu kryminalnego na podstawie numeru telefonu wytypowali potencjalnego sprawcę i namierzyli jego adres w Warszawie.

"Pracownik CSIRT NASK został zatrzymany nad ranem 1 stycznia i przewieziony na przesłuchanie do Krakowa. Dopiero tam zaczęło się wyjaśnianie pomyłki. Mężczyzna nie usłyszał zarzutu, przesłuchano go w charakterze świadka. Ale zatrzymano mu telefon, którego nie odzyskał do dziś" - pisze WP.

Parlament Europejski (zdjęcie ilustracyjne)PE zajmie się Pegasusem? Jest wezwanie o utworzenie komisji śledczej

Ofiarę ataku wieziono kilkaset kilometrów, choć dzień przed imprezą sylwestrową NASK zgłaszał policji, że przestępcy posiadają numer telefonu pracownika jednostki i mogą go wykorzystać. Jak zauważa WP, przewidywania ekspertów z NASK potwierdziły się już po kilkudziesięciu godzinach. 

Przedstawiciele rządu nie potrafili podać terminu, kiedy powstaną narzędzia do skutecznej walki z tego typu przestępstwami.

Więcej o: