Spod granicy z Chinami na Białoruś. Rosjanie podnoszą ciśnienie, sięgając głęboko do rezerw

Na Białoruś wjechały już pierwsze pociągi wiozące rosyjskie oddziały z Dalekiego Wschodu. Oficjalnie to element zaplanowanych już miesiące temu ćwiczeń. W praktyce sprawią one, że w kluczowym okresie tuż przy ukraińskiej granicy, i to na bardzo wrażliwym jej odcinku, pojawią się dodatkowe tysiące rosyjskich żołnierzy.

Białorusko-rosyjskie ćwiczenia nazwane "Sojusznicze Zdecydowanie 2022" mają się odbyć w lutym. Jednak już teraz zaczęły wjeżdżać na Białoruś rosyjskie oddziały, które mają wziąć w nich udział. Dokładna skala ćwiczeń nie jest jeszcze znana. Białorusini twierdzą jednak, że to uzasadniona odpowiedź na to, co NATO robi u ich granic. Czyli rozmieszcza międzynarodowe batalionowe grupy bojowe w Polsce i krajach bałtyckich, oraz znaczne polskie siły "pod przykrywką" kryzysu migracyjnego.

- Nasz kraj musi odpowiedzieć na to wyzwanie. Zgodnie z decyzją podjętą przez prezydentów Białorusi i Rosji w grudniu, rozpoczęto kompleksowy test gotowości sił ochrony granic państwa związkowego - oznajmił szef sztabu generalnego Białorusi, generał Wiktor Gulewicz.

Początek negocjacji Rosja-USA w GenewieRosja chciałaby wrócić do "osieroconej" Polski

Rosyjskie pociągi wjeżdżają na Białoruś

Za sprawą licznych nagrań wideo umieszczonych w sieci wiadomo, że pierwsze pociągi z rosyjskim sprzętem zaczęły w ostatnich dniach wjeżdżać na Białoruś. Wśród nich mają być nawet takie, które przebyły trasę przez całą Rosję i wiozą uzbrojenie oddziałów ze składu Wschodniego Okręgu Wojskowego, który normalnie ma bronić się raczej przed Chińczykami, niż NATO. Ze swojej strony Rosjanie stwierdzili, że w ramach ćwiczeń na Białoruś mają w najbliższym czasie trafić między innymi myśliwce Su-35 (jeden dywizjon, kilkanaście maszyn), systemy przeciwlotnicze średniego/dalekiego zasięgu S-400 (dwa bataliony, czyli około 16 wyrzutni) i chroniące je na krótkim dystansie systemy Pancyr (jeden batalion, czyli około 12 wyrzutni).

Nie jest to na pewno pełna lista. Biorąc pod uwagę coraz liczniejsze nagrania rosyjskich oddziałów w pociągach i na białoruskich drogach, w grę wchodzą oddziały liczące łącznie tysiące ludzi. W oficjalnym oświadczeniu białoruskim napisano enigmatycznie o "dość dużych siłach". Ma to być jednak mniej niż 13 tysięcy, bo od tego pułapu porozumienia międzynarodowe teoretycznie nakładają konieczność wpuszczenia na ćwiczenia zagranicznych obserwatorów.

Oficjalny reportaż o przybyciu pierwszych rosyjskich transportów na Białoruś w ramach nowych ćwiczeń

Według zapowiedzi Białorusinów i Rosjan, do dziewiątego lutego potrwa pierwszy etap ćwiczeń, czyli gromadzenie sił i ćwiczenie obrony kluczowych obiektów strategicznych przed uderzeniami z powietrza oraz dywersją. Następnie ma się rozpocząć faza aktywna, która ma polegać głównie na zwalczaniu "uzbrojonych band", czyli bliżej niezidentyfikowanych dywersantów/terrorystów/burzycieli porządku publicznego. Najpierw nastąpi odcięcie tychże band od granicy, zablokowanie przepływu wsparcia oraz zaopatrzenia, a finalnie ich zniszczenie.

Tego rodzaju oficjalne historyjki są niczym innym jak fantazjami mającymi przykryć realne cele ćwiczeń. Opisywaliśmy to szczegółowo na przykładzie wielkich białorusko-rosyjskich ćwiczeń Zapad-21 jesienią 2021 roku.

Zobacz wideo

Zagrożenie z nowego kierunku

Rozmieszczenie dodatkowych rosyjskich sił na Białorusi jest niepokojące z punktu widzenia Ukrainy. Do tej pory Rosjanie gromadzili swoje siły głównie na wschodzie i na południu. Ich potencjalnych ruch w głąb Ukrainy blokuje wobec tego bardzo duża i szeroka rzeka Dniepr. Tak się jednak składa, że siły rozmieszczone na Białorusi będą już po drugiej stronie tej rzeki, zdolne do łatwego zagrożenia całej centralnej i wschodniej Ukrainie. Co więcej, z granicy białoruskiej jest bardzo blisko do Kijowa. Mniej niż sto kilometrów w linii prostej. Oznacza to, że w lutym zagrożenie militarne dla Ukrainy będzie znacznie większe niż obecnie.

Jest ewidentne, że Rosjanie nie ustają w zwiększaniu presji. Do sieci nieustannie trafiają nagrania kolejnych pociągów wyładowanych sprzętem, które zmierzają na zachód. Obecnie duża fala transportów ciągnie ze wspomnianego Wschodniego Okręgu Wojskowego. Cywilni analitycy szacują, że mowa o siłach rzędu dziesięciu batalionowych grup bojowych. Wobec około 50, które już są obecnie w pobliżu ukraińskich granic. W ostatnich dniach zaobserwowano też pociąg z wyrzutniami rakiet balistycznych Iskander, zmierzających na zachód. Dodatkowo już od grudnia pojawiają się liczne nagrania pociągów wiozących nie czołgi, ale ciężarówki i autobusy. Oznacza to sięgnięcie po głębokie rezerwy i budowanie poważnego zaplecza logistycznego dla ewentualnej inwazji.

Dodatkowo niepokojące są ruchy okrętów desantowych Floty Północnej i Floty Bałtyckiej. W minionym tygodniu wywołały alarm w Szwecji, ponieważ zachowywały się w sposób odstający od rutyny. Teraz jest już jasne, że trzy okręty przybyłe 12 stycznia na Bałtyk z północy, po pięciu dniach ponownie wyszły z Bałtyku. Trzy kolejne, które wyszły 15 stycznia z bazy Bałtyjsk w Obwodzie Kaliningradzkim, podążyły ich śladem dzień później. Nie wiadomo jeszcze na pewno, gdzie wszystkie zmierzają, jednak z położenia śledzących je samolotów NATO można wywnioskować, że na południe. Czyli najprawdopodobniej na Morze Czarne i w pobliże Ukrainy, co jest kolejnym niepokojącym sygnałem.

Jen PsakiRzeczniczka Białego Domu: Rosja chce sfabrykować pretekst do inwazji na Ukrainę

Napięcie trudne do wytrzymania

Wraz z faktem, że u granic Ukrainy już od jesieni są siły mogące w pełnej gotowości liczyć ponad sto tysięcy żołnierzy, wszystko to składa się na coraz bardziej niepokojący obraz. Dotychczasowe rozmowy dyplomatyczne pomiędzy Rosją a USA i NATO spełzły na niczym. Rosyjskie oczekiwania są tak daleko posunięte, że ich przyjęcie przez Zachód jest nie do pomyślenia. Kreml nie przejawia jednak chęci do spuszczenia z tonu. Wręcz przeciwnie, nieustannie podnosi ciśnienie.

W takiej sytuacji państwa NATO zaczęły dodatkowe wzmacnianie ukraińskiego wojska dostawami broni. Od poniedziałku most powietrzny uruchomiła Wielka Brytania, która ma dostarczać między innymi przenośne wyrzutnie rakiet przeciwpancernych NLAW. W Kijowie lądują też samoloty transportowe wojska USA z nieujawnionymi ładunkami.

Sytuacja w sposób nieunikniony zmierza ku konfliktowi. Rosjanie, gromadząc coraz większe i większe siły na granicy z Ukrainą, dojdą do punktu, kiedy dalsze ich utrzymywanie będzie bardzo kosztowne i problematyczne z punktu widzenia sprawności całych sił zbrojnych. Co więcej, w marcu przyjdzie wiosna i roztopy, utrudniające działanie na wschodzie Ukrainy. Jeszcze jesienią szef ukraińskiego wywiadu wojskowego prognozował, że Rosja będzie gotowa do agresji na jego kraj na przełomie stycznia i lutego.

Ponieważ nie wydaje się, aby Kreml był skłonny sam spuścić z tonu, jedyną nadzieją na uniknięcie jakiegoś rodzaju inwazji na Ukrainę, jest dyplomacja. Najbliższe istotne rozmowy to dopiero co zapowiedziane spotkanie szefów dyplomacji Rosji i USA 21 stycznia. Siergiej Ławrow i Anthony Blinken mają rozmawiać w Genewie.

Zobacz wideo
Więcej o: