Pedofilia w Kościele. Dotarliśmy do alarmującej opinii psychologicznej ws. księdza Jana W. "Recydywa"

W 2015 roku diecezja bielsko-żywiecka dysponowała opinią psychologiczno-seksuologiczną, w której ostrzegano, że ksiądz Jan W. może w przyszłości popełniać "inne czyny o charakterze seksualnym z osobami małoletnimi". W procesie kanonicznym W. został skazany na odosobnienie, wielokrotnie jednak łamał ten nakaz. Jedną z jego ofiar jest Janusz Szymik. - Ta sprawa pokazuje najlepiej fasadowość kościelnych postępowań - komentuje w rozmowie z Gazeta.pl mec. Artur Nowak, prawnik reprezentującym Szymika w procesie cywilnym.

Opinia, do której dotarliśmy, została sporządzona na prośbę kurii bielsko-żywieckiej 7 marca 2015 roku. Wówczas toczyło się postępowanie kanoniczne w sprawie księdza Jana W., byłego już proboszcza z Międzybrodzia Bialskiego. 

O wszczęciu dochodzenia zdecydował w styczniu 2014 roku biskup Roman Pindel. To właśnie na potrzeby tego postępowania kuria zamówiła u psycholożki specjalizującej się w seksuologii opinię dotyczącą duchownego. Ekspertce zadano dwa pytania: "Czy oskarżony jest sprawcą sytuacyjnym, czy preferencyjnym?" oraz "Czy w związku z tym zachodzi obawa, że czyny przestępcze będą ponawiane?". 

Zobacz wideo Polski Ład a rozliczanie się z małżonkiem. Ekspertka odpowiada [Q&A]

Jak czytamy, opinia została wydana na podstawie "przekazanych dokumentów", "szczegółowego wywiadu psychologiczno-seksuologicznego" i "badań testowych". W treści przywołane zostały elementy biografii W. - m.in. przebieg jego edukacji szkolnej i seminaryjnej, okres po święceniach, a także czas, gdy W. był kapelanem kard. Franciszka Macharskiego. 

"Ciekawość, 'jak to jest, jak się człowiek z kimś popieści'"

"Badany zapytany o kontakt z ofiarą, która go oskarża, przyznaje się do zarzuconych mu czynów (tak w wywiadzie, jak i w prowadzonym procesie kanonicznym). Motywacją do podjęcia kontaktu seksualnego z małoletnim były dla niego: zwrócenie uwagi na fizyczność i aparycję ofiary, ciekawość, 'jak to jest, jak się człowiek z kimś popieści', potrzeba bliskości oraz zaspokojenie potrzeby seksualnej". 

W dalszym akapicie psycholożka pisze: "Na podstawie badań testowych nie stwierdzam u ks. J.W. zaburzeń psychotycznych i neurotycznych. Jest on ekstrawertykiem o dużej potrzebie kontaktu z innymi, akceptacji przez nich, potrzebie uznania, bycia potrzebnym oraz potrzebie znaczenia społecznego. Pod tym względem wyniki testów potwierdzają to, co badany mówił w wywiadzie. Jest uległy (ze względów utylitarnych) i ma dużą potrzebę aprobaty społecznej oraz skłonność do konformizmu".

Janusz SzymikJanusz Szymik: W głowie mi się nie mieści, że biskup mógł mnie tak poniżyć

We wnioskach czytamy: "Na podstawie badań testowych oraz wywiadu nie można wnioskować o zaburzeniach psychotycznych i neurotycznych. Nie można również mówić o zaburzeniu preferencji seksualnej, jakim jest pedofilia. Odpowiadając na pytania zawarte w liście z Kurii Diecezjalnej, stwierdzam, że ks. J.W nie jest sprawcą preferencyjnym w znaczeniu medycznym, czyli preferencja seksualna nie dotyczy wyboru dzieci (pedofilia). Natomiast, ze względów zahamowania rozwoju seksualnego preferowanym obiektem seksualnym jest dla niego młody człowiek, co można zakwalifikować jako preferencyjną efebofilię (nie jest to jednostka występująca w ICD-10, jak i DSM-V)".

Opinia nt. Jana W. "Możliwość popełnienia innych czynów o charakterze seksualnym" 

Dalej pojawia się stwierdzenie, że "z całego profilu osobowości badanego, jak również ze sposobu przeżywania jego religijności, możliwym się wydaje powtarzanie przez badanego czynów określanych jako wykorzystanie seksualne osób małoletnich w okresie dorastania".

"Jeśli prawdziwe jest to, co mówi ks. J.W. o swojej chorobie narządów płciowych i obniżonym popędzie seksualnym, to możliwość powtarzania czynów przestępczych przez badanego w formie stosunków seksualnych może należeć do przeszłości, ale nie wyklucza to na przyszłość możliwości popełnienia innych czynów o charakterze seksualnym z osobami małoletnimi" - czytamy.

Autorka opinii przyznaje pod koniec tekstu, że mimo stwierdzenia u duchownego "problemów natury psycho-seksualnej" nie uważa "za dobrze rokujące podjęcie przez niego procesu terapeutycznego, gdyż Badany nie jest do tego gotowy". "Ważne jest natomiast, aby badany podjął konkretne zadośćuczynienie za czyny, które popełnił i o które jest oskarżony. Wymaga to zatem głębokiego i długiego procesu duchowego".  - czytamy.

Mimo wyroku przyjeżdżał do Międzybrodzia. "Czuje się bezkarny"

W. jest oskarżany o to, że w latach 80. wykorzystywał seksualnie Janusza Szymika. Ofiara duchownego twierdzi, że została przez księdza zgwałcona kilkaset razy ("Czasem próbowałem go odpychać, ale ksiądz mówił, że się we mnie zakochał (...) Robił to z pół tysiąca razy, czasem tak intensywnie, że robiły mi się rany i strupy. Struchlałem, byłem przerażony. W 1984 roku rodzice nie rozmawiali z dziećmi o seksie, a ja miałem dopiero 12 lat" - opowiadał Szymik w rozmowie z "GW"). Mężczyzna kilkukrotnie informował kurię o przestępstwach, najpierw bp. Tadeusza Rakoczego, później bp. Romana Pindla. Rakoczy został w ubiegłym roku ukarany przez Watykan za swoje zaniedbania. 

Kanoniczne dochodzenie ruszyło dopiero z inicjatywy bp. Pindla w 2014 roku. Wyrok pierwszej instancji zapadł w kwietniu 2015 roku, kolejny we wrześniu 2015 r.  W. został skazany m.in. na 10 lat kary odosobnienia, ale odwołał się do Watykanu. Ostatecznie w 2017 roku obniżono karę do pięciu lat odosobnienia. 

Zgodnie z wyrokiem W. miał przebywać w jednym z klasztorów w Wielkopolsce. Wiadomo jednak, że nakaz ten wielokrotnie łamał i pojawiał się w Międzybrodziu Bialskim, o czym kurię powiadamiali mieszkańcy. 

W maju 2015 roku, a więc miesiąc po wyroku w pierwszej instancji i dwa miesiące po wydaniu opinii, W. miał odprawiać mszę w Międzybrodziu. Jak wynika z oświadczenia jednego z mieszkańców, W. był widziany w jednej z restauracji. Miał mu towarzyszyć miejscowy samorządowiec. Dzień później był widziany w lokalu wyborczym (10 maja odbyła się I tura wyborów prezydenckich). 

O tym, że ks. W. wrócił do Międzybrodzia Bialskiego kurię, informowali mieszkańcy w piśmie z 2018 roku. W innym liście, który widzieliśmy, mieszkańcy donosili, że W. odwiedzał swoich znajomych w Międzybrodziu, spędził tam też Boże Narodzenie. "Są to dowody na to, iż ks. W. ciągle ma wpływ na życie parafii. Ma zakaz przyjeżdżania do Międzybrodzia, a jednak ciągle to robi. Czuje się bezkarny - w rozmowach z byłymi parafianami przedstawia się jako ofiara podłych oskarżeń" - czytamy w piśmie mieszkańców skierowanym do biskupa Romana Pindla. Po tych doniesieniach W. był przez kurię upominany.

W maju ubiegłego roku o kolejnym przypadku złamana warunków kary przez W. donosił Onet. Duchowny był widziany w jednym ze sklepów w Międzybrodziu. Kuria potwierdziła to zdarzenie i zapowiedziała wyciągnięcie konsekwencji kanonicznych oraz poinformowanie o sprawie Kongregacji Nauki Wiary.

Artur Nowak: Pedofil to tykająca bomba, musi mieć kuratora

O opinii psychologiczno-seksuologicznej na temat W. rozmawiamy z Arturem Nowakiem, autorem książki "Gomora. Władza, strach i pieniądze w polskim Kościele" i prawnikiem reprezentującym Janusza Szymika w procesie cywilnym. 

- W procesie kanonicznym W. został skazany na karę odosobnienia, ale to było kompletną fikcją. Wiemy, że dopuszczał się recydywy. Miał niby zakaz przebywania na terenie diecezji bielsko-żywieckiej, ale przecież ten zakaz często łamał. Nie tak dawno mieliśmy sytuację, że był widziany z jakimś chłopakiem w jednym ze sklepów w Bielsku-Białej. Postępowanie wobec księdza W. zostało przeprowadzone tylko po to, żeby kuria mogła powiedzieć: skazaliśmy go, jest odosobniony. Ale to nie wystarczy, zwłaszcza w świetle tej opinii psychologicznej - mówi nam mec. Nowak. - Pedofil to tykająca bomba, musi mieć nad sobą kogoś, kto będzie go nadzorował, kuratora, jak to ma miejsce w przypadku procesów karnych. Ta sprawa pokazuje najlepiej fasadowość kościelnych postępowań. Mamy wyrok, jest kara odosobnienia i nic dalej się z tym nie dzieje, nikt nad tym nie czuwa - podkreśla.

Pedofilia w Kościele (zdjęcie ilustracyjne)Kuria chciała sprawdzić orientację ofiary księdza pedofila. "Szkodliwe"

Latem ubiegłego roku do Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej trafił pozew Szymika przeciwko diecezji bielsko-żywieckiej. Ofiara księdza pedofila domaga się trzech milionów złotych zadośćuczynienia za trwające latami wykorzystywanie seksualne. 

W tym tygodniu Onet opisał odpowiedź na pozew przeciwko kurii. Zdaniem reprezentującej diecezję prawniczki pokrzywdzony "relacjonując wydarzenia z przeszłości, nie okazywał żadnej traumy i nie chciał żadnej pomocy".

Odpowiedź na pozew i dociekania ws. orientacji seksualnej

Kuria domaga się w piśmie "dowodu z opinii biegłego seksuologa na okoliczność ustalenia preferencji seksualnych powoda, w tym w szczególności ustalenia orientacji seksualnej powoda". Uważa także, że Janusz Szymik powinien zostać przesłuchany ze względu "na fakty związane z relacją powoda z księdzem, charakteru tej relacji, okazywania przez powoda zadowolenia z utrzymywania relacji intymnej z ks. Janem W. [...] czerpania przez powoda korzyści, w tym materialnych, z utrzymywania relacji z ks. W.", a także "braku stosowania przez ks. W. względem powoda przemocy, groźby czy podstępu" w utrzymywaniu kontaktów seksualnych. Szymik miał 12 lat, gdy padł ofiarą W.

- Potwornie mnie to pismo zabolało, znowu poczułem się poniżony. Rok wcześniej biskup Pindel wysłał do Międzybrodzia Bialskiego swojego biskupa pomocniczego z listem, w którym pisał o krzywdach wyrządzonych przez księdza Jana. Tą odpowiedzią na nasz pozew i wnioskami dowodowymi kuria unieważnia tamten gest - komentował pismo prawniczki Szymik. 

Kuria po kilku dniach po nagłośnieniu sprawy przeprosiła ofiarę W. 

Mówi mec. Nowak: - Ta cała odpowiedź na nasz pozew pokazuje, że mentalność hierarchów się nie zmieniła. Pokazuje, że jak zgasną światła, wyłączą się mikrofony na konferencjach, podczas których biskupi pochylają się niby nad pokrzywdzonymi, to włącza się myślenie na zasadzie "aha, facet jest pewnie gejem". To po prostu jest taka mentalność i dopiero pistolet przy skroni pod postacią szumu medialnego powoduje, że są podejmowane realne działania.

Więcej o: