Incepcja manipulacji. "Wiadomości" robią co mogą, by wmówić, że inflacja to wina Tuska

W filmie "Incepcja" bohaterowie poruszają się w snach wewnątrz snów. Nieco przypomina to materiał z sobotniego wydania "Wiadomości" TVP, gdzie zawarto manipulacje w manipulacjach, starając się zrzucić winę za inflację na Donalda Tuska.
Zobacz wideo Świat ma teraz problem nie tylko z cenami energii. Drożeje niemal wszystko

Największa część Polaków winą za inflację obarcza rząd. Tymczasem państwowa telewizja w kolejnych materiałach stara się przekonać widzów, że winny jest rządzący w poprzedniej dekadzie Donald Tusk. Nie inaczej było w sobotnim wydaniu "Wiadomości" TVP, gdzie kolejny raz mówiono o "podatku Tuska".

Prezenter Michał Adamczyk zapowiedział materiał mówiąc: - Obecny kształt unijnej polityki klimatycznej oraz zasady funkcjonowania systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 (ETS) w Polsce to efekt wcześniejszych decyzji, podejmowanych przez rząd Donalda Tuska - wynika z raportu posła Janusza Kowalskiego. To właśnie ceny nośników energii wywindowały inflację do rekordowych poziomów, nie tylko w Polsce, ale także w innych krajach Europy.

Zatem główna teza materiału powołuje się na "raport" nie niezależnych ekspertów, a przeciwnika politycznego Tuska, polityka partii rządzącej, zwolennika polexitu i głośnego krytyka polityki klimatycznej UE, Janusza Kowalskiego.

W materiale autor twierdzi, że inflację w Polsce i reszcie Europy "napędzają wzrosty cen paliw i energii", a za tymi stoi "przede wszystkim skokowy wzrost cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla". Dalej stwierdza, że "do takiej sytuacji doprowadziły decyzje UE, podejmowane przy udziale Donalda Tuska". Te kilka poziomów ma składać się na rzekomy "podatek Tuska" i "windowanie inflacji". Na każdym poziomie tezy są zmanipulowane. 

Trzy manipulacje "Wiadomości"

Manipulacja pierwsza - sugerowanie, jakoby to Donald Tusk był głównie lub samodzielnie odpowiedzialny za system handlu emisjami. 

O ile rzeczywiście rząd Donalda Tuska brał udział w pracach nad polityką klimatyczną UE, to po pierwsze trudno przypisać jednemu przywódcy całość odpowiedzialności za politykę Unii - na tej samej zasadzie można by powiedzieć, że cel neutralności klimatycznej UE w 2050 roku to "efekt decyzji podejmowanych przez rząd Mateusza Morawieckiego". I jest to technicznie prawdą, ale nie najlepiej oddaje rzeczywistość. Po drugie, prace nad systemem unijnego handlu emisjami zaczęły się na długo przed objęciem rządów przez PO-PSL i trwają także po ich zakończeniu, w tym po objęciu rządów przez PiS. To obecny rząd brał udział w pracach nad nowymi elementami unijnej polityki klimatycznej. I to rząd Beaty Szydło, w tym minister Jan Szyszko, negocjowali i zgodzili się na Porozumienie paryskie z 2015 roku, które fundamentalnie wpływa na obecną politykę klimatyczną.

Zatem sugerowanie, że to przede wszystkim Tusk odpowiada za to, jak obecnie wygląda system handlu emisjami, jest manipulacją. 

Manipulacja druga - twierdzenie, że to system handlu emisjami jest główną przyczyną wzrostu cen energii oraz gazu. 

Jeśli chodzi o gaz - system handlu emisjami obecnie nie obejmuje ogrzewania domów, zatem wysokie rachunki za gaz wykorzystywany np. w kotłach w ogóle nie zwierają w sobie opłat za uprawnienia do emisji w systemie ETS. Jeśli chodzi o prąd - tu rzeczywiście rosnące ceny przekładają w pewnym stopniu na wysokość opłat. W innych krajach UE wpływ ten jest mniejszy, bo Polska energetyka jest oparta głównie na węglu, zatem emituje bardzo dużo.

Jednak, jak mówił w rozmowie z Gazeta.pl Marcin Kowalczyk z WWF Polska, wzrost ceny uprawnień do emisji CO2 "może przełożyć się na droższy prąd dla gospodarstw domowych, ale nie musi". - Wpływa na to m.in. Urząd Regulacji Energetyki i on do pewnego stopnia może wyrazić zgodę na wzrost. Czy to zrobi - to zależy znów nie tylko od argumentów ekonomicznych, ale i potencjalnie politycznych - powiedział i dodał: - W Polsce koszty energii ponosi bardziej przemysł niż odbiorcy indywidualni. Oczywiście ostatecznie to może odbić się na wyższych cenach produktów czy usług.

Jakie są inne przyczyny wzrostu cen energii? Jak wyjaśniała Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA), powodem wzrostu cen jest szereg czynników, które nastąpiły w tym samym czasie. Niektórzy eksperci mówią o fatalnym zbiegu okoliczności, które wzajemnie się potęgują. Jednak - piszą eksperci IEA - zrzucanie odpowiedzialności na zieloną transformację jest "nierzetelne i wprowadzające w błąd". Przyczynami są w dużej mierze zawirowania na światowych rynkach spowodowane pandemią, lockdownami i późniejszym odbiciem gospodarki po kryzysie. Odbicie gospodarki, w połączeniu z ostrą zimą na półkuli północnej i produkcją poniżej oczekiwań spowodowały szybki wzrost cen w tym roku. Ceny gazu wzrosły dramatycznie, szczególnie na rynkach azjatyckich - nawet o 900 proc. Przez to część produkcji energii z gazu zastąpiono węglem, co z kolei doprowadziło do wzrostu jego cen. Kolejnym elementem są działania polityczne Rosji.

Do tego warto dodać fakt pomijany w materiałach TVP i wypowiedziach rządzących. Pieniądze, które m.in. producenci energii płacą za uprawnienia do emisji CO2, nie wyparowują. Trafiają do budżetu, czyli rząd na nich zarabia. W 2021 roku, dzięki rosnącym cenom, te wpływy były rekordowe i wyniosły 25 miliardów zł.

Energetyka oparta na węglu staje się coraz mniej opłacalnaCena CO2 przebiła poziom 70 euro za tonę. Co to w ogóle znaczy?

Manipulacja trzecia - twierdzenie, że to wzrost cen prądu i nośników energii jest główną przyczyną inflacji. Prezenter TVP mówi w zapowiedzi materiału, że "to właśnie ceny nośników energii wywindowały inflację do rekordowych poziomów". W rzeczywistości przyczyn jest wiele i ceny energii są tylko jedną z nich. 

Oskar Sobolewski, ekspert Instytutu Emerytalnego, w rozmowie z Gazeta.pl stwierdził: - Za obecną sytuację odpowiada kumulacja czynników. Inflacja to efekt zarówno wzrostu cen gazu, energii, paliw jak i skutek wpompowanych pieniędzy. Dr Sławomir Dudek z SGH, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju, powiedział Gazeta.pl, że narracja rządu jest "kłamliwa, nieprawdziwa". - Oczywiście, że te ceny na inflację w Polsce wpływają. Ale nie są jedynym czynnikiem. Mamy jednak, jak cały świat, narzędzia, które pozawalają zobaczyć inflację bez paliw, energii czy żywności. To inflacja bazowa. I ona, według Eurostatu, jest od początku 2020 roku, czyli przed kryzysem wywołanym COVID-19, jedną z najwyższych w UE. Przez ostatnie dwa lata byliśmy pod tym względem albo najgorsi, albo przynajmniej na podium - powiedział.

Analityk Mikołaj Raczyński pisał, że inflacja "importowana" była tylko jedną ze składowych poziomu inflacji w Polsce w ubiegłym roku, a kwestie energii i uprawnień do emisji "nie miały w ostatnich latach kluczowego znaczenia dla inflacji". Zwraca uwagę, że "ceny energii wystrzeliły dopiero w ostatnich miesiącach" i ich wpływ na inflację dopiero zacznie być odczuwalny.

Więcej o: