"Czego ryczysz, bekso?", "proszę się ogarnąć". Rodzić po ludzku, ale nie w Polsce [ÓSMY DZIEŃ MIESIĄCA]

"Słabo rodzisz", "nie pani pierwsza, nie ostatnia", "nawet z takich małych piersi cieknie mleko" - to słowa, które wciąż padają na salach porodowych w Polsce. Pandemia przyniosła nowe problemy w opiece okołoporodowej - odczuwalne i przez pacjentki, i przez personel. Niektóre położne o realiach pracy mówią wprost: "Nie ma żadnych procedur, wszystkie byłyśmy chore", "to jest nie do opisania".

Czytasz artykuł związany z cyklem "Ósmy dzień miesiąca". Począwszy od Dnia Kobiet 2019, co miesiąc publikujemy teksty dotyczące równouprawnienia płci i walki ze stereotypami. Wszystkie "Ósme dni miesiąca" znajdziesz tutaj.

Zobacz wideo Jak powinno wyglądać prawo antyaborcyjne w Polsce? Posłanka Nowacka odpowiada

Organizacje zajmujące się prawami kobiet (a także organy państwowe, jak choćby Najwyższa Izba Kontroli) od lat alarmują, że opiece okołoporodowej w Polsce daleko do wysokiego poziomu - wielu kobietom nieobca jest trauma związana z pobytem w szpitalu. Powodują ją m.in. poczucie osamotnienia i braku informacji na temat własnego stanu zdrowia (a także stanu zdrowia dziecka) czy zderzenie się ze wciąż często spotykanym brakiem empatii personelu, którego postawa często opisywana jest jako "arogancka, oziębła i ignorująca". W przypadku utraty ciąży brak opieki psychologicznej jest szczególnie dotkliwy, a stosowane metody nie tylko nie pomagają w przeżyciu straty, lecz także potęgują traumę z nią związaną. Chodzi m.in. o umieszczanie kobiet po utracie ciąży w jednej sali z kobietami, które dopiero co urodziły zdrowe dzieci, brak tzw. pokojów pożegnań czy wreszcie - umieszczanie pacjentek po utracie ciąży na korytarzach i - to cytat z raportu NIK - przypadki "wręczania przy wypisie pacjentkom, które poroniły, broszur o karmieniu piersią i przestrzeganiu diety matki karmiącej, co mogło pogłębiać ich traumę powstałą po stracie dziecka".

Ale ostatnie lata przyniosły kolejne zmiany - spowodowane nie tylko przez wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który ograniczył niemal do zera prawo do aborcji, lecz także przez trwającą od dwóch lat pandemię. W rozmowach z Fundacją Rodzić Po Ludzku swoimi doświadczeniami z tego okresu podzieliły się tysiące kobiet, a także położne, pielęgniarki, lekarki i lekarze.

"Podczas pandemii standardy nie były w pełni realizowane, a część praw była kobietom odbierana w sposób brutalny i czasem nieuzasadniony - tak się działo w przypadku porodów z bliską osobą, separowania matek od dzieci zaraz po porodzie, ograniczania wsparcia i bezpośredniego kontaktu z bliskimi w połogu. Tam, gdzie pojawiały się sytuacje niepewności, brakowało jasnych zapisów prawa i wytycznych, personel często ograniczał bez wahania prawa kobiet, zasłaniając się bezpieczeństwem pacjentów i personelu medycznego, a zapominając o udowodnionych naukowo korzyściach z przestrzegania procedur" - czytamy w raporcie. Na jakie kwestie w opiece okołoporodowej jeszcze zwrócono uwagę?

Więcej treści o opiece medycznej w Polsce znajdziesz również na stronie głównej Gazeta.pl.

Raport o opiece okołoporodowej w Polsce podczas pandemii

Podczas pandemii przebywające na oddziałach położniczych kobiety po raz pierwszy od dawna mogły liczyć niemal wyłącznie na opiekę personelu. Z badania Fundacji Rodzić Po Ludzku wynika, że niemal dwie trzecie rodzących (62 proc.) rodziło w czasie pandemii samotnie (w porównaniu do 12 proc. w 2018 roku). Aż 72 proc. badanych wskazało, że z powodu restrykcji epidemicznych ich osoby bliskie nie mogły brać udziału w tzw. kangurowaniu.

Pandemia miała też wpływ na ograniczenie dostępu do świadczeń - 17 proc. badanych wskazało, że zamiast tradycyjnej wizyty w przychodni zaproponowano im teleporadę, 15 proc. - że część ich wizyt odwołano. 8 procent miało problemy z zapisaniem się do określonego lekarza, a w przypadku 6 procent czas oczekiwania na wizytę "znacznie się wydłużył". "Co czwarta ankietowana (26 proc.) zrezygnowała z części wizyt u osoby prowadzącej ciążę, co dziesiąta - z części badań laboratoryjnych, badania KTG, kwalifikacji do porodu w domu narodzin (11 proc.)" - podaje Fundacja Rodzić Po Ludzku.

Z jednej strony odnotowano, że "w czasie pandemii personel bardziej angażował się w opiekę nad pacjentkami", a kobietom chętniej pomagano m.in. w nauce karmienia piersią, z drugiej -  fundacja alarmuje, że w 2021 roku w polskich szpitalach nadal dochodziło do przemocy i nadużyć. Mimo że procentowo zdarzenia te pozostawały w mniejszości, szczegóły są szokujące:

W ciągu kilku miesięcy realizacji badania, między marcem 2020 a lutym 2021 r., wśród kobiet, które wzięły udział w badaniu, aż 877 osób było wyśmiewanych, 332 szantażowane, w przypadku 194 stosowano siłę, by rozłożyły nogi w czasie parcia. Ponadto 76 ankietowanym grożono, 42 przywiązywano nogi do łóżka porodowego, 29 było szturchanych, od 17 wymuszano opłaty, a 8 zostało spoliczkowanych!"

"Czego ryczysz, bekso?", "nie dostałam informacji, czy moje dziecko żyje" - historie rodzących

Wśród przytoczonych opinii kobiet, które poproszono o podzielenie się swoimi historiami, wybijają m.in. te dotyczące osamotnienia i braku podstawowych informacji o stanie zdrowia swoim i dziecka:

Po cesarskim cięciu pod narkozą nikt nie poinformował mnie, co się dzieje z moim dzieckiem. Powiedziano mi, że przyjdzie neonatolog, ale nie przyszedł. Nie dostałam nawet informacji, czy moje dziecko żyje

- czytamy w jednej z wypowiedzi. Jak wynika z przytoczonych w raporcie głosów, na salach porodowych z ust personelu padały krzywdzące słowa, m.in.:

Czego się pani tak drze?; Z nią jest coś nie tak; Czego ona tak wyje?; Słabo rodzisz; Czego ryczysz, bekso?; Czemu płacze, skoro nawet jeszcze nie zaczęła rodzić?; Nawet z takich małych piersi cieknie mleko.

Pacjentki zwracały też uwagę na kwestię odseparowania od dzieci, zwłaszcza po cesarskim cięciu. To niektóre opinie:

Poród oczywiście przez CC. Przez tydzień synka nie widziałam, nawet jak miałam obiecane na chwilę z daleka. Pierwsze zdjęcie dostałam po 12 godzinach. Załamanie psychiczne... Przyszła pani i dostałam odpowiedź: proszę się ogarnąć, nie pani pierwsza nie ostatnia
Od początku zgłaszałam to, że mimo wszystko chcę być po porodzie razem z dzieckiem. Po cesarskim cięciu dziecko od razu zostało przeniesione na oddział izolacji noworodka. Nie było żadnego kontaktu 'skóra do skóry'. Z moim synem zobaczyłam się ponownie dopiero w samochodzie, kiedy mąż odbierał nas ze szpitala. Uważam, że można to traktować jako 'porwanie dziecka'

Ministerstwo Zdrowia poinformowało szpitale i oddziały ginekologiczno-położnicze o braku obowiązku noszenia maseczek ochronnych w trakcie porodu - mimo to w wielu przypadkach wciąż wymuszano to na rodzących. "Z uwagi na wciąż napływające informacje od kobiet, iż były one zmuszane do zasłaniania nosa i ust w czasie porodu na sali porodowej, Fundacja Rodzić Po Ludzku 1 marca 2021 r. wystosowała do wszystkich dyrektorów szpitali i ordynatorów oddziałów położniczo-ginekologicznych stanowisko w tej sprawie, wzywając o zaprzestanie tej praktyki i działanie zgodne z aktualnie obowiązującym standardem opieki i zaleceniami Ministerstwa Zdrowia" - czytamy w raporcie.

Głosy kobiet rodzących przytoczone w raporcie:

Rodziłam w maseczce mimo braku covida, było to 24/25.04.2020 r. Pani do mnie, bym wzięła oddech, bo zaraz się uduszę - zassałam maseczkę. Dopiero jak ją zerwałam z ust, udało mi się złapać oddech.
Rodziłam w styczniu. Musiałam mieć maskę... Pani "pomocna" położna ciągle nakładała mi ją na usta, nawet, wtedy kiedy zwymiotowałam, nie otrzymałam woreczka i wszystko poszło na maskę.

Personel: "To jest nie do opisania", "pacjentki z czystej części spacerują sobie na zakaźną"

W raporcie zwrócono uwagę na obawy towarzyszące podczas pandemii personelowi medycznemu, który opiekował się pacjentkami w ciąży. Położne i lekarze (położne statystycznie częściej niż lekarze, w badanej próbie stanowiły one 86 proc. ankietowanych) mierzyli się m.in. ze strachem przed zakażeniem, większym obciążeniem pracą, brakiem możliwości brania urlopów i "poczuciem, że system zawiódł". W większości placówek nie było żadnych szkoleń dotyczących postępowania z pacjentkami podczas pandemii. Nie było też możliwości konsultacji z psychologiem. Personelowi medycznemu też towarzyszyło częściowe odseparowanie od bliskich - aż 86,5 proc. badanych musiało ograniczyć kontakty z dalszą rodziną, by nie narażać jej członków na zakażenie, 22 proc. czasowo wyprowadziło się z domu. Do tego doszedł też społeczny ostracyzm, z którym pracownicy medyczni spotykali się m.in. w sklepach. 

Z przytoczonych opinii wynika, że położne i pielęgniarki czuły się przez dyrekcję swoich placówek traktowane gorzej niż lekarze, miały przy tym częstszy kontakt z pacjentkami i towarzyszyło im nierzadko większe ryzyko zakażenia się koronawirusem. Z ich głosów wyziera poczucie niesprawiedliwości i rozdźwięku pomiędzy podejściem dyrekcji do pacjentów a podejściem do własnego personelu (podejście lekceważące, zwłaszcza w kwestii ryzyka zakażenia się). Wiele głosów dotyczy też absurdalnych procedur, które wzmagały frustrację, bo w rzeczywistości nie chroniły przed zakażeniem ani personelu, ani samych pacjentek.

Jedna z opinii:

Nie ma żadnych procedur. Nie testuje się nas. Wszystkie byłyśmy chore. Pół oddziału to część czysta, a pół to zakażona. Są między nimi drzwi. Nigdy nie były zamknięte. Pacjentki z czystej części spacerują sobie na zakaźną, bo nawet nie wiedzą, że tam są covidy. Brak laktatora. Rozdzielanie matek z dziećmi. Niestety, byłam świadkiem, że mleko odciągnięte przez matkę covid plus i zaniesione przeze mnie na noworodki zostało wyrzucone, bo dziewczyny tam pracujące nie mają również procedur i boją się zakazić. Jeden doktor wchodzi ubrany w kombinezon, drugi w maskę chirurgiczną i mówi, że przy kontakcie poniżej 15 minut nie można się zarazić. Pacjentki do operacji (bez zakażenia) muszą przejechać na blok przez zakaźną część oddziału. To jest nie do opisania.

Inna z badanych wskazuje: "Moi przełożeni absolutnie nie stanęli na wysokości zadania. Dbali tylko o własne bezpieczeństwo. Każda próba wnioskowania o środki ochrony własnej, procedury, wytyczne kończyły [się - red.] bardzo nieprzyjemnymi rozmowami! Przykre! Bardzo przykre...".

Dyrektorzy placówek pomimo trudnej sytuacji w znaczny sposób utrudniali pracę personelowi, ograniczali dostęp do środków ochrony osobistej, ograniczali liczbę pracowników na dyżurze, wprowadziwszy tryb ostrodyżurowy, gdzie planowe cięcia cesarskie, indukcje odbywały się w sposób planowy, mamy połączony trakt porodowy - cztery stanowiska + sala cięć cesarskich (ten sam zespół - na dyżurze dwie położne), co stanowiło zagrożenie dla zdrowia i życia pacjentek i dzieci

- podkreślono w innej z przytoczonych w raporcie opinii. 

Pracownicy medyczni wskazują, że brak odwiedzin pacjentek na oddziałach ma swoje plusy - dzięki temu są mniej niepokojone i spokojniejsze. Wśród głosów krytycznych pojawiają się m.in. te dotyczące separowania matek i dzieci.

Moim zdaniem najbardziej bolesne i niezrozumiałe są procedury rozdzielające matkę i dziecko. Zakaz towarzyszenia podczas porodu popierałam ze względu na noworodki oraz bezpieczeństwo personelu. W moim miejscu pracy personel ani razu nie został profilaktycznie przetestowany. Wszystkie pacjentki mają wykonywane testy, a personel zaraża się od siebie nawzajem. Procedury dotyczące zachorowań wśród personelu są traktowane lekceważąco, przez co zaraziłam moją matkę, która ciężko przeszła covid (nie byłam świadoma, że w pracy miałam kontakt z zakażonym lekarzem, nikt mnie o tym nie poinformował). Takie podejście naraża również pacjentki

- opisuje jedna z ankietowanych.

Nie brakuje też głosów krytycznych wobec rządzących:

Finansista nie powinien być ministrem zdrowia.
Mam żal nie tyle do bezpośrednich przełożonych, ile do dyrekcji i rządzących - twierdzących, że sytuacja jest opanowana bez żadnego pojęcia, jak wygląda praca w szpitalu w tych czasach.
Praca w pandemii uświadomiła mi jeszcze bardziej, jak niewydolny jest w każdym aspekcie nasz system ochrony zdrowia.
W mojej ocenie położne w większości placówek spisały się w tym okresie na srebrny, a może i złoty medal. Jedynym rozczarowaniem jest brak poszanowania dla tego zawodu, rozporządzenie widmo, dzięki któremu większość położnych nie otrzymała dodatku za pracę z podejrzanym lub zakażonym covid. Gniew, złość i frustrację wynagradza w przepiękny sposób szczęśliwy drugi człowiek i satysfakcja, że ten pierwszy oddech i nowa karta życia innych rozpoczyna się w moich rękach.

Plusy. "Standard jest coraz lepiej realizowany"

W raporcie Fundacji Rodzić Po Ludzku są też informacje pozytywne - dotyczą m.in. prawa pacjentek do samostanowienia i niewykonywania przez personel medyczny pewnych czynności bez ich zgody (np. nacięcia krocza, czyli interwencji medycznej, która powinna być wykonywana tylko w uzasadnionych medycznie przypadkach, choć wciąż często - wbrew zaleceniom WHO - kobiet w Polsce nawet nie pyta się o zgodę w tej kwestii; w pandemii połowa kobiet rodzących drogami natury miała nacięte krocze). 

Jednym z podstawowych praw pacjenta jest prawo do wyrażenia zgody na wykonanie określonych czynności czy zabiegów. Około dwóch trzecich ankietowanych (odpowiednio 62 proc. i 69 proc. w 2018 i 2021 r.) deklarowało, że personel pytał o zgodę na podanie kroplówki ze sztuczną oksytocyną. Wśród badanych znalazło się 14,1 proc., którym krocze nacięto bez zgody.
Odpowiedzi respondentek wskazują, że personel medyczny częściej pyta o zgodę na wykonywanie czynności związanych z opieką nad noworodkiem, niż robił to trzy lata temu. 9 na 10 ankietowanych (91,4 proc.) odpowiedziało, że zadano pytanie o zgodę na szczepienie dziecka (wzrost o 6,2 punktu procentowego). O 12,2 punktu procentowego wzrósł odsetek badanych, które deklarowały, że przed badaniami dziecka personel pytał o zgodę (wzrost z 67,7 proc. do 79,9 proc.). Dwie trzecie badanych pytano o to, czy wyrażają zgodę na podanie dziecku leków (67,1 proc.) lub dokarmianie dziecka mieszanką

- podaje Rodzić Po Ludzku. Wskazuje też, że "badanie, którym objęto 10 257 kobiet rodzących w okresie pierwszego roku pandemii COVID-19 (od marca 2020 do lutego 2021 r.), pozwala wysnuć wnioski, że pomimo sytuacji kryzysowej, w jakiej znalazła się ochrona zdrowia, część zapisów obowiązującego od 2019 r. Rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie standardu organizacyjnego opieki okołoporodowej była respektowana". Co więcej, w porównaniu z danymi sprzed okresu pandemii (raport z lat 2017–2018), "wyraźnie widać, że z roku na rok w szpitalach i na oddziałach położniczych standard jest coraz lepiej realizowany".

W pandemii priorytetem w opiece okołoporodowej stało się bezpieczeństwo medyczne kobiet i dzieci, a także personelu medycznego. Należy jednak podkreślić fakt, że badanie doświadczeń kobiet pokazuje, iż w wielu miejscach szpitale oraz personel dokładali starań i mimo pandemii oraz trudnych warunków dbali o jakość narodzin i opieki. Dzięki ogromnej pracy położnych i lekarzy dla dziesiątek tysięcy kobiet poród nawet podczas pandemii był ważnym, pozytywnym i wzmacniającym doświadczeniem

- wskazano.

Cały raport fundacji (wraz z rekomendacjami dla szpitali) jest dostępny pod TYM adresem. Wspomniany na początku tekstu raport NIK z 2021 roku o opiece nad pacjentkami po poronieniach można z kolei przeczytać TUTAJ.

Więcej o: