Tatry. Ratownicy TOPR całą noc szukali mężczyzny. Rano przysłał im SMS-a. "Śpię nie dzwonić"

W pierwszą noc Nowego Roku, Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe wyruszyło na poszukiwania poszkodowanego mężczyzny, który zgłaszał problemy z oddychaniem. Akcja ratunkowa zakończyła się o godzinie 8:30, kiedy z telefonu dzwoniącego po pomoc przyszedł do ratowników SMS z informacją: "Śpię nie dzwonić".

Początek Nowego Roku dla ratowników Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (TOPR) z pewnością nie należał do najłatwiejszych. Jak poinformowali w swojej kronice, o godzinie 2:30 otrzymali wiadomość od policji, by sprawdzić lokalizację udostępnioną przez GPS, na obszarze której której miał znajdować się mężczyzna z silnymi dusznościami. Na akcję wyruszyło kilka zespołów ratowników, w tym m.in. osoby obsługujące urządzenia do poszukiwań telefonów

Zobacz wideo Policyjni piloci i ratownicy TOPR pomogli kobiecie, która złamała nogę na górskim szlaku

Tatry. TOPR-owcy do poszukiwań wykorzystali nawet drony 

Jak informuje TOPR, pozycja GPS wskazywała, że mężczyzna, który wymagał pomocy, miał znajdować się w okolicy Kalatówki-Regle. Rejon ten sprawdził patrol policji, który ustalił jednak, że mężczyzna tam nie nocował. Z poszkodowanym nie było również telefonicznego kontaktu. W celu ustalenia miejsca pobytu dzwoniącego, użyto także m.in. dronów.

Więcej wiadomości z Polski znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Spacer z golden retrieverami podczas 29. finału WOŚP.Co dobrego zdarzyło się w 2021 roku? Przypominamy same pozytywne wydarzenia

"Sprawdzono też schronisko na Kondratowej. Na Centralę ściągnięto ratowników: operatora drona i urządzenia do poszukiwań telefonów. Na poszukiwania wyruszyli też ratownicy sprawdzając rejon Kuźnic, Kalatówek, Dol. ku Dziurze, Strążyskiej i Sarniej Skały. Poszukiwania nie przyniosły rezultatu" - możemy przeczytać w kronice TOPR-u. Po ok. sześciu godzinach od zgłoszenia pomocy - nad ranem 2 stycznia z telefonu mężczyzny przyszła wiadomość: "Śpię nie dzwonić". Jak podsumował na swojej stronie TOPR, wówczas "powiadomiono policję i odwołano ratowników z poszukiwań". 

Po kilu minutach potrzebnych na rozgrzanie silników ratownicy TOPR odlatują do miejsca wypadku. Ratownik dyżurny w centrali TOPR cały ma odsłuch z pokładu śmigłowca. Pięciolatek zgubił się w Tatrach. Pomogli przypadkowi turyści

Więcej o: