Łódź. Lekarze sądowi strzelali do zwłok. Zbezczeszczenie ciał ujdzie im jednak na sucho

W Zakładzie Medycyny Sądowej w Łodzi miało dojść do zbezczeszczenia zwłok. Lekarze sądowi bez wiedzy i zgody prokuratura strzelali do ciał - najprawdopodobniej osób bezdomnych. Żaden z nich nie poniesie jednak konsekwencji swojego nieodpowiedniego zachowania - prokuratura umorzyła w tej sprawie śledztwo.

Jak podaje Onet, do incydentu doszło w 2011 roku, jednak sprawa wyszła na jaw dopiero po ośmiu latach. - Strzelano do zwłok w tajemnicy, bez wiedzy i zgody prokuratury. Gdy sprawa wyszła na jaw, stała się niewygodna zarówno dla lekarzy, jak i dla prokuratorów. Dla medyków, bo nie mieli zgody na strzały. Dla prokuratorów, bo choć zgodnie z prawem powinni być na sekcjach, często się na nich nie pojawiali i tym samym nie dopełniali swoich obowiązków - poinformował portal jeden z pracowników łódzkiego Zakładu Medycyny Sądowej w Łodzi.

Zobacz wideo

Łódź. Lekarze nie wezmą odpowiedzialności za swój karygodny "eksperyment"

Jak podaje Onet, w łódzkim Zakładzie Medycyny Sądowej panował istny rozgardiasz. Choć zgodnie z prawem prokuratorzy powinni być obecni przy sekcjach zwłok, ci często się nie pojawiali, a lekarze pozwalali sobie na samowolkę. Przeprowadzili więc niecodzienny eksperyment. Mieli strzelać do ludzkich zwłok - najprawdopodobniej do bezdomnych, gdyż nie zgłaszały się ich rodziny - z broni pneumatycznej.

Mieli dzięki temu dowiedzieć się, jak głęboko pociski ze śrutem penetrują ludzkie tkanki i kości. Informacja o tym procederze miała dotrzeć do prokuratury za sprawą artykułu łódzkiego portalu internetowego wiadomosci-lodz.pl opublikowanego w 2019 roku, czyli osiem lat po fakcie.

Świetlisty krzyż w parafii pw. św. Andrzeja Boboli w LublinieLublin. Ogromny podświetlany krzyż oślepia mieszkańców osiedla [ZDJĘCIA]

Prokuratura umorzyła sprawę. "Niestety, z uwagi na upływ czasu..."

Prokurator Maciej Antczak prowadził sprawę w czterech wątkach:

  • sprawdzał, czy doszło do znieważenia zwłok;
  • badał również postawę prof. Jarosława B., ówczesnego szefa ZMS w Łodzi;
  • poświadczenia nieprawdy w protokołach sekcyjnych przez lekarza łódzkiego ZMS;
  • fałszywych zeznań Anny S., która twierdziła, że "nie pamięta tych wydarzeń i wydaje jej się, że prokurator musiał być obecny i widocznie musiało nie być z jego strony żadnego sprzeciwu".

Wszystkie zostały umorzone postanowieniem z grudnia 2020 r.

Jak podaje Onet, obecnie odpowiedź prokuratora Krzysztofa Kopani na liczne pytania portalu, zawarta jest w jednej wiadomości. - Niestety, z uwagi na upływ czasu, nie jestem w stanie miarodajnie ustalić interesujących pana kwestii. Proponuję kontakt z Prokuraturą Okręgową w Ostrowie Wlkp. - brzmi SMS prokuratora do dziennikarza Onetu.

Przeczytaj więcej podobnych informacji na stronie głównej Gazeta.pl.

Wrocław. Okradziono szkołę specjalnąWrocław. Obrabowana szkoła specjalna uruchomiła zbiórkę pieniędzy

Informator Onetu twierdzi, że sprawa nie została rozwiązana, gdyż obie strony konfliktu mają na siebie haki. - Gdyby stawiać zarzuty, to nie tylko medykom sądowym za eksperyment prowadzony bez zgody prokuratury oraz bez wiedzy rodzin zmarłych osób. Również sami prokuratorzy mogliby dostać rykoszetem, bo tajemnicą poliszynela było to, że choć powinni, nie pojawiali się na sekcjach zwłok w łódzkim ZMS. Dlatego w moim odczuciu sprawa została zamieciona pod dywan, by nikomu nie spadł włos z głowy. Powinna odbyć się teraz rzetelna kontrola poselska oraz NIK-u - powiedział pracownik ZMS.

Z kolei prokurator Maciej Meler w rozmowie z Onetem przekonuje, że "ustalenia nie wykazały", aby eksperymenty odbywały się w czasie sekcji z udziałem prokuratorów, co oznacza, że nie ma podstaw do ich ścigania.

Więcej o: