Były dziennikarz TVP o relacjonowaniu wypadku Beaty Szydło. "Widziałem z bliska kłamstwa i manipulacje"

Były dziennikarz TVP Marcin Jakóbczyk twierdzi, że gdy w 2017 r. informował w TVP Info o szczegółach wypadku premier Beaty Szydło, które mogły stawiać w negatywnym świetle funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu, został "zdjęty z anteny i zawieszony". "Usłyszałem wtedy w słuchawce, od wydawcy, kilka mocnych słów, których tutaj nie wypada przytaczać" - napisał na Facebooku były reporter Telewizji Polskiej.

"Gazeta Wyborcza" powróciła do sprawy wypadku Beaty Szydło z 2017 roku. Dziennik rozmawiał z Piotrem Piątkiem, byłym funkcjonariuszem Służby Ochrony Państwa (dawniej BOR), który od marca tego roku jest na emeryturze. Z jego relacji wynika, że w sprawie wypadku BOR-owcy mogli składać fałszywe zeznania.

Więcej treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl >>>

W trakcie śledztwa inni funkcjonariusze - jak podaje "GW" - mieli zeznawać, że kolumna jechała prawidłowo, miały być włączone sygnały zarówno świetlne, jak i dźwiękowe. Sebastian Kościelnik, który prowadził seicento, przekonywał jednak, że samochody jechały bez włączonych syren. Piątek to potwierdza.  

- Mieliśmy włączone sygnały świetlne, było już ciemno, wjechaliśmy w miasto. Generalnie wszyscy wiedzieliśmy, że nie mamy włączonych sygnałów dźwiękowych. Dla nas to była rzecz oczywista - powiedział dziennikowi Piątek.

Beata SzydłoB. chroniarz Szydło o wypadku w 2017 roku: Ta sprawa nie dawała mi spokoju

Do sprawy wypadku premier Beaty Szydło odniósł się także w piątek były dziennikarz TVP Marcin Jakóbczyk, który w lutym 2017 r. przekazywał widzom Telewizji Polskiej informacje z Oświęcimia.

"Te kłamstwa i manipulacje widziałem z bliska. Rozmawiałem ze świadkami wypadku - nikt nie słyszał sygnałów. Powiedziałem o tym na antenie, podczas lajfa [reporterskiego wejścia na antenę "na żywo" - red.] dla TVP Info i nawet dałem się wypowiedzieć świadkowi. Usłyszałem wtedy w słuchawce, od wydawcy, kilka mocnych słów których tutaj nie wypada przytaczać" - napisał Jakóbczyk na Facebooku.

Jak twierdzi były dziennikarz TVP, zdjęto go z anteny i zawieszono, gdy w kolejnym "lajfie" pokazał, że "w miejscu wypadku jest podwójna ciągła, której kolumna rządowa bez sygnałów nie powinna przekraczać".

W materiale Bartłomieja Graczaka, który ukazał się w "Wiadomościach" TVP, na animacji pokazano linię przerywaną, zamiast podwójnej ciągłej. Błąd poprawiono w materiale kolejnego dnia, za to pojazdy kolumny rządowej pokazane w animacji zostały "wyposażone" w sygnały dźwiękowe.

"Wyobraźcie sobie, że po dzisiejszym sejmowym głosowaniu już nigdy nie będziecie w stanie odróżnić kłamstwa od prawdy. Nawet nie będziecie się musieli o to martwić" - skomentował Jakóbczyk, nawiązując do odrzuconego w piątek w Sejmie senackiego weta wobec "lex TVN".

Zobacz wideo Obowiązkowe szczepienia? Prof. Wiącek: Tak, w stanie klęski żywiołowej

Oświęcim. Wypadek z udziałem Beaty Szydło

Do wypadku z udziałem byłej premier doszło w lutym 2017 roku. Beata Szydło podróżowała wówczas w kolumnie rządowej, która zderzyła się z pojazdem marki Fiat Seicento, prowadzonym przez Sebastiana Kościelnika.

Kierowca przepuścił pierwszy samochód kolumny, po czym zaczął skręcać w lewo, uderzając w kolejne auto. W konsekwencji pojazd wjechał w drzewo. W wypadku poszkodowana została była premier, a także funkcjonariusz BOR. 

Beata Szydło, była premier.Wypadek z udziałem Beaty Szydło. "Po czasie szydło wychodzi z worka"

Sąd pierwszej instancji w Oświęcimiu na początku lipca ubiegłego roku orzekł, że to mężczyzna ponosi winę nieumyślnego spowodowania wypadku, jednak postępowanie zostało warunkowo umorzone na rok. Uznał również, że przepisy miał złamać również kierowca BOR. Sebastian Kościelnik został zobowiązany do zapłacenia na rzecz Beaty Szydło nawiązki w wysokości tysiąca złotych oraz funkcjonariusza BOR, którzy odnieśli obrażenia w trakcie wypadku. Zwolniono go natomiast z kosztów postępowania. 

Od wyroku odwołała się zarówno obrona, jak i prokuratura. Proces toczy się w Sądzie Okręgowym w Krakowie. 

Więcej o: