Wypadek Beaty Szydło w Oświęcimiu. Świadkowie, ich niewygodne zeznania i uszkodzone nagrania

W piątek w "Gazecie Wyborczej" pojawił się wywiad z byłym funkcjonariuszem SOP, który przyznał, że kolumna z Beatą Szydło jechała bez sygnałów dźwiękowych, gdy zdarzył się wypadek w Oświęcimiu. Jak doszło do tego zdarzenia, jak przebiegała rozprawa i jaki wyrok został wydany?

- Mieliśmy włączone sygnały świetlne, było już ciemno, wjechaliśmy w miasto. Generalnie wszyscy wiedzieliśmy, że nie mamy włączonych sygnałów dźwiękowych. Dla nas to była rzecz oczywista. Żeby ludzie nie widzieli, że władza "się wozi i panoszy". Za każdym razem, gdy jeździłem do domu pani premier, nie włączaliśmy syren. Jechaliśmy po cichu, żeby nie wzbudzać sensacji - powiedział chorąży Piotr Piątek, były funkcjonariusz SOP w rozmowie z "Wyborczą".

Zobacz wideo Beata Szydło. Kobieta, która rozsławiła broszki

Wypadek Beaty Szydło w Oświęcimiu. 154 tys. zł za rok śledztwa, które nie przyniosło żadnych dowodów

Do wypadku z udziałem ówczesnej premier Beaty Szydło doszło 10 lutego 2017 roku w Oświęcimiu. Kolumna rządowa, w której podróżowała polityczka, zderzyła się wówczas z pojazdem marki seicento, który był prowadzony przez Sebastiana Kościelnika. 20-latek przepuścił pierwszy pojazd kolumny, a następnie zaczął skręcać w lewo, uderzając w kolejne auto. W konsekwencji tego zdarzenia pojazd kolumny rządowej w wjechał w drzewo. W wypadku poszkodowana została Beata Szydło i funkcjonariusz BOR.

Sprawa ta od początku budziła kontrowersje. Po roku śledztwa (które według ustaleń Radia ZET miało kosztować ponad 154 tys. złotych) śledczy nadal kontynuowali badanie przyczyn tego zdarzenia. Ostatecznie Kościelnik został oskarżony o spowodowanie wypadku. Sam kierowca od początku utrzymywał, że jest niewinny, a samochód, w którym jechała premier, nie miał włączonej sygnalizacji świetlnej ani dźwiękowej. W kolumnie rządowej, na którą składały się trzy auta, sygnały świetlne miały być bowiem włączone tylko w pierwszym i ostatnim samochodzie.

Więcej informacji z kraju na stronie głównej Gazeta.pl.

Bożonarodzeniowa szopka w WatykanieWatykan. Zapalono lampki na 113-letnim świerku. Jest też szopka [ZDJĘCIA]

Sprzeczne zeznania świadków i funkcjonariuszy

Jak informowaliśmy, wszyscy funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu stwierdzili, że samochody miały włączone sygnały świetlne i dźwiękowe. Ich stanowisku zaprzeczyli jednak świadkowie, którzy wychodząc ze spotkania w pobliskim klubie AA, zobaczyli wypadek. Jeden ze świadków stał na chodniku, kilka metrów od drzewa, w które uderzyło rządowe audi. Mężczyzna zapewnił, że nie było sygnałów dźwiękowych. To samo zeznali inni świadkowie z mityngu AA oraz pracownica stacji paliw.

Śledczy przesłuchując świadków, nie pytali ich jednak tylko o sam wypadek. Interesowała ich też przeszłość i relacje rodzinne tych osób. Niektórych świadków poddano testom na spostrzegawczość, a nawet na inteligencję. Osoby, które wyszły z mityngu AA, dodatkowo przesłuchano w warunkach art. 192 § 2 kodeksu postępowania karnego - "kiedy istnieje uzasadniona wątpliwość co do ich stanu psychicznego, zdolności postrzegania oraz odtwarzania spostrzeżeń świadka".

Jak wówczas ustaliła "Rzeczpospolita", większość świadków przesłuchała doświadczona psycholog kliniczna Elżbieta Wrońska. Ale kolejne cztery osoby miała zbadać Joanna Łuczyńska-Nieśpielak, która nie jest biegłą sądową z listy sądu. Ponadto kobieta jest żoną przedsiębiorcy, który w 2011 roku startował do Sejmu z listy PiS.

Nieodwracalne uszkodzenia dwóch nagrań z monitoringu i wyrok

W trakcie śledztwa doszło też m.in. do nieodwracalnego uszkodzenia nagrania z kamery monitoringu, na którym według prawnika Sebastiana Kościelnika miał być dowód znaczący dla jego klienta. Prokuratura twierdziła natomiast, że dowód ten "nie ma znaczenia" w sprawie.

- Jest wysoce prawdopodobne, że na tym nagraniu musiał być zarejestrowany samochód, który zatrzymał się bezpośrednio za Sebastianem tuż przed wypadkiem, a który następnie na polecenie funkcjonariuszy BOR został przekierowany do natychmiastowego odjazdu w ulicę Orzeszkowej. Musiał zatem dojechać 300 metrów dalej do skrzyżowania, które było objęte monitoringiem. Być może jest inaczej i nie mam racji, ale w moim przekonaniu jest bardzo prawdopodobne, że w ten sposób utraciliśmy możliwość ustalenia kierowcy tego samochodu, bezpośredniego świadka zdarzenia, który stał za Sebastianem - powiedział adwokat kierowcy seicento Władysław Pociej.

Beata Szydło, była premier.Wypadek z udziałem Beaty Szydło. "Po czasie szydło wychodzi z worka"

Poza tym uszkodzeniu uległa także druga płyta nagrania z monitoringu, na której było widać przejazd kolumny przed wypadkiem. Uszkodzenie kolejnego nagrania zostało potwierdzone przez biuro prasowe Sądu Okręgowego w Krakowie, ale nie podano, w jakich okolicznościach do tego doszło.

W marcu 2019 roku Prokuratura Okręgowa w Krakowie wystąpiła do Sądu Rejonowego w Oświęcimiu z wnioskiem o warunkowe umorzenie postępowania. Śledczy chcieli zastosować wobec Sebastiana Kościelnika okres próby wynoszący rok. Kierowca musiałby także zapłacić 1,5 tysiąca zł nawiązki. Na umorzenie sprawy nie zgodził się jednak sam oskarżony.

Sąd pierwszej instancji w Oświęcimiu na początku lipca 2020 roku orzekł, że to Sebastian Kościelnik ponosi winę nieumyślnego spowodowania wypadku. Postępowanie zostało jednak warunkowo umorzone na rok. Sąd uznał, że przepisy miał złamać również kierowca BOR, ale nie poniósł on żadnych konsekwencji. Sebastian Kościelnik został natomiast zobowiązany do zapłacenia nawiązki w wysokości tysiąca złotych dla Beaty Szydło oraz funkcjonariusza BOR, którzy odnieśli obrażenia w wypadku. Od wyroku odwołała się zarówno obrona Kościelnika, jak i prokuratura.

Więcej o: