Podkarpacie. Od pięciu lat żyje z 17-cm narzędziem chirurgicznym w brzuchu. Lekarze nie widzą swojej winy

Janusz Biruś, mieszkaniec Podkarpacia, od pięciu lat żyje z 17-centymetrowym narzędziem chirurgicznym w brzuchu. Tej "pamiątki" nabawił się po operacji woreczka żółciowego. 76-latek dowiedział się o tym dopiero, gdy zachorował na raka. Choć szpital i lekarze nie czują się winni, sąd orzekł inaczej.

Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Łukasz Chmielowiec wspomógł Janusza Birusia. W imieniu mężczyzny wytoczył pozew i zażądał zadośćuczynienia w wysokości 80 tys. złotych. 76-latek wygrał sprawę w sądzie, jednak jak mówi, wciąż pozostał duży smutek.

Zobacz wideo Tomaszów Lubelski. Potrącił kobietę na przejściu. Prawo jazdy posiadał dopiero od trzech dni

76-latek miał w brzuchu 17-centymetrowe narzędzie chirurgiczne. Żył tak przez pięć lat

Janusz Biruś przez 34 lata był wojskowym. W 2016 roku przeszedł zabieg wycięcia pęcherzyka żółciowego, a pod koniec 2017 trafił do szpitala z bólem nogi i guzem na udzie. Z racji, że miewał też bóle brzucha, które miały być normalne po takiej operacji, lekarz zrobił mu USG.

Przeczytaj więcej podobnych informacji na stronie głównej Gazeta.pl.

Konkurs Szopek Krakowski (zdjęcie ilustracyjne)=Ruszył Konkurs Szopek Krakowskich. Część z nich jest ogrodzona drutem

- Lekarz zrobił mi usg. Tyle że zamiast po nodze, jeździł mi głowicą po brzuchu. Jak pytałem czemu, mówił, że musi wszystko sprawdzić. Jedyne co mi powiedział to: "niech się pan jutro zgłosi do szpitala" - relacjonował mężczyzna w rozmowie z Interią. Podczas renesansu magnetycznego maszyna zaczęła pokazywać dziwne wskazania. Jak mówił Janusz Biruś, lekarze od razu zaczęli podejrzewać, że przyczyną może być odłamek z poligonu. Mężczyznę odesłano do  szpitala onkologicznego w Warszawie ze względu na niepokojące zmiany w nodze.

Tam nie tylko okazało się, że mężczyzna ma nowotwór złośliwy, ale też wyszło na jaw, dlaczego 76-latek skarży się na ból brzucha. Tuż nad pęcherzem moczowym w brzuchu pana Janusza znajdował się kawałek metalu o długości 17 centymetrów. - Już wiedziałem, że to musi być jakieś narzędzie chirurgiczne po operacji woreczka z 2016 roku. Od razu zadzwoniłem do doktora z Dębicy. Prosiłem, niech pan przyjedzie, są tu lekarze, zrobimy spotkanie, usuniemy ten metal i nie ma tematu. To usłyszałem: "To jest za daleko" - mówił mężczyzna.

Mężczyzna od pięciu lat żyje z metalowym narzędziem w brzuchu i choć obawia się operacji, musi w końcu udać się do szpitala, gdyż ból, jak mówi, staje się nie do zniesienia.

Janusz Biruś nie chciał sądzić się ze szpitalem. Lekarze jednak nie przyznawali się do błędu

Janusz Biruś w rozmowie z Interią tłumaczył, że nie chciał sądzić się ze szpitalem. Mężczyzna nie miał jednak wyjścia, gdyż szpital nie przyznawał się do swojego błędu. Pomógł mu Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Łukasz Chmielowiec, który w imieniu 76-latkaza wytoczył pozew szpitalowi i zażądał dla niego zadośćuczynienia w wysokości 80 tys. złotych.

Sąd w I instancji przyznał Januszowi Birusiowi rację, jednak zadecydował o przyznaniu mu zadośćuczynienia w wysokości  40 tys. złotych. Rzecznik Praw Pacjenta odwołał się więc od tej decyzji. Sąd II instancji przyznał 76-latkowi 65 tys. złotych zadośćuczynienia.

Szczepionki przeciw COVID-19 (zdjęcie ilustracyjne)Nawróceni antyszczepionkowcy. MZ o szczepieniu tych osób

Choć sprawa okazała się wygrana, to Janusz Biruś nie jest szczęśliwy. - Nie mogę spać, takie mam nerwy poszarpane i taką smutną refleksję. Wiecie, dlaczego niektórzy lekarze, chociaż nie powinni, dalej są lekarzami? Bo ich błędy przykrywa ziemia - zaznacza 76-latek.

Więcej o: