Półdarmo z amerykańskiego demobilu. Bierzemy 300. "Wartość niewiele ponad złom"

Polskie wojsko wzbogaci się o 300 pojazdów Coguar 4x4 z amerykańskiego demobilu. Cena to 137,6 miliona złotych. Jak na kontrakty zbrojeniowe to niewiele, ale w zamian dostajemy coś, co ma przedstawiać sobą niewiele więcej niż złom. - Nie potrafię znaleźć przekonującego i logicznego wyjaśnienia tego posunięcia - komentuje ekspert.

- Być może to awaryjny zakup na potrzeby tworzonej właśnie 18. Dywizji. Brakuje dla niej sprzętu i uznano, że pomimo ich licznych wad, warto wziąć te pojazdy, bo Amerykanie oddają je niemal za darmo? - mówi Gazeta.pl Bartłomiej Kucharski, dziennikarz magazynu "Wojsko i Technika".

Kolejny zakup z zaskoczenia

Intencję zakupu 300 pojazdów Coguar 4x4 oznajmił miesiąc temu szef MON Mariusz Błaszczak. Zrobił to za pośrednictwem Twittera, wywołując konsternację branżowych specjalistów. Wcześniej o takim zamiarze publicznie nie informowano. W środę ósmego grudnia w ten sam sposób Błaszczak poinformował, że umowę podpisano. 300 pojazdów ma kosztować 137,6 miliona złotych, w co wliczony ma być koszt dodatkowych usług w rodzaju szkolenia załóg. Nie podano tej kwoty oficjalnie, ale cenę pojedynczego pojazdu można szacować na około 400 tysięcy złotych.

W zamian otrzymujemy coś, co już ponad dekadę temu uznawano za mało perspektywiczne i o bardzo ograniczonej przydatności. Coguar 4x4 to jeden z pierwszych pojazdów klasy MRAP, opracowanych w USA na początku wieku. MRAP oznacza Mine Resistant Ambush Protected, co można luźno tłumaczyć na odporny na zasadzki przy użyciu min. Pojazdy tego rodzaju opracowano w tempie ekspresowym z powodu sytuacji podczas wojny w Iraku. Rebelianci zaczęli tam stosować dużą ilość improwizowanych ładunków wybuchowych umieszczanych pod i przy drogach. Z łatwością niszczyły one najpopularniejszy wówczas amerykański samochód opancerzony, czyli HUMVEE. Wojsko wysłało więc do przemysłu pilne zapotrzebowanie na pojazd zdolny lepiej ochronić załogę w takich zasadzkach. W mniej niż rok pojawiły się pierwsze pojazdy MRAP, które potem rozwijano i produkowano tysiącami na potrzeby wojen w Afganistanie oraz Iraku. To wąsko wyspecjalizowany sprzęt stworzony na potrzeby warunków panujących w ich trakcie.

Coguar 4x4 był jednym z pierwszych, a co za tym idzie szybko odstawionych przez USA do lamusa. - Dużo o potencjale tych pojazdów mówi to, że sami Amerykanie właściwie od początku uznali je za nieperspektywiczne. Nie opracowano żadnego pakietu modernizacyjnego - mówi Kucharski. W Afganistanie przez kilka lat jeździli nim też Polacy i mieli szanse je dobrze poznać. 40 sztuk wypożyczono od Amerykanów, ze względu na rosnące ryzyko zamachów z użyciem improwizowanych ładunków wybuchowych. Żołnierze chwalili je za odporność na wybuchy, ale to by było tyle.

Zakup "byle taniej"?

W 2009 roku powstała pierwsza kompleksowa analiza przydatności Coguar 4x4 na podstawie doświadczenia polskich żołnierzy. Napisał ją podpułkownik Przemysław Kupidura z Wojskowej Akademii Technicznej. Chwalił on Coguar 4x4 za dobrą ochronę przed wybuchami min, prostotę, dobre amerykańskie wyposażenie elektroniczne i łączność, oraz w określonych warunkach dobrą trakcję. Jak podstawowe wady wymieniał wysoko położony środek ciężkości, co stwarza poważne ryzyko wywrócenia się pojazdu. Do tego duże rozmiary, które mają wręcz uniemożliwiać swobodne operowanie w terenie zurbanizowanym. Ponadto mało miejsca w środku na wyposażenie i niekompatybilność wspomnianej dobrej elektroniki z polską łącznością. W analizie zaznaczono też, że pojazd dobrze sobie radzi na terenie piaszczystym i nierównościach, ale znacznie gorzej jest z błotem. Jednym z kluczowych wniosków było natomiast stwierdzenie, że trzeba opracować mniejsze i lżejsze pojazdy o podobnej odporności, bo takie mogą się na szerszą skalę przydać w polskim wojsku.

Dwa Coguar 4x4 wyciągane z błota przez czołg M1 Abrams

 

Amerykanie wyciągnęli podobne wnioski i poszli w tym kierunku. Obecnie wprowadzają na dużą skalę pojazdy JLTV, które są znacznie mniejsze, lżejsze, choć o porównywalnej odporności jak pierwsze MRAP. Coguary 4x4 i im podobne wysłali do magazynów, bo nie widzą dla nich zastosowania po zakończeniu wojen w Afganistanie oraz Iraku, w dobie szykowania się na konflikt z Chinami czy Rosją. W Polsce też teoretycznie wyciągnęliśmy podobny wniosek i rozpoczęliśmy już prawie dekadę temu program Pegaz, który miał zaowocować dostarczeniem do polskiego wojska nawet kilkuset sztuk pojazdów w rodzaju JLTV. Polski przemysł proponował rozpoczęcie produkcji odpowiednich wozów na licencji w kraju. Do dzisiaj nic z tego nie wyszło, a zakup z amerykańskiego demobilu odsuwa realizację tych planów o lata. Tak podsumowuje to Tomasz Dmitruk z "Dziennika Zbrojnego":

...przez okres 9 lat od kiedy realizowany jest program Pegaz, można było zlecić wykonanie pracy rozwojowej i opracować własny pojazd tej klasy. Ten czas jednak zmarnowano, a efektem jest zakup używanego zagranicznego sprzętu, którego koszty eksploatacji z pewnością nie będą niskie i również zostaną poniesione (co najmniej w części) na rzecz amerykańskiej firmy GDLS.

W zamian za przynajmniej częściowo polskiego Pegaza (który co prawda na pewno byłby droższy) bierzemy od Amerykanów ich demobil w postaci Coguarów 4x4. - Choć w amerykańskich składach zalega dużo znacznie lepszych pojazdów opancerzonych o większych możliwościach. Choćby transporterów M1117, które akurat kupiła też za niewielkie pieniądze Grecja. No albo lepszych MRAP-ów, w rodzaju MaxxPro, czy choćby Coguar 6x6. Tylko jako sprzęt lepszy, pewnie byłyby droższe. Coguary 4x4 mają wartość niewiele ponad złom - opisuje Kucharski.

Co więcej, w polskim wojsku są już inne amerykańskie pojazdy MRAP, M-ATV. 45 otrzymaliśmy za darmo od Amerykanów w 2014 roku. Trafiły do Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca. To druga generacja MRAP-ów, w której zastosowano wnioski wyciągnięte z użycia między innymi pojazdów Coguar 4x4. Są mniejsze i lepiej radzą sobie w terenie. Dlaczego nie dokupiliśmy więcej M-ATV, które Amerykanie też mają na zbyciu? Być może kosztowały więcej, niż niewiele ponad cenę złomu.

MON nie poinformował, do czego konkretnie mają zostać przeznaczone sprowadzane z USA Coguar 4x4. Natomiast w wydaniu Wiadomości TVP po ogłoszeniu podpisania umowy, padło stwierdzenie, że pojazdy mają trafić na granicę z Białorusią. Dostawy zostać zrealizowane w ciągu pół roku. Do czego mają tak właściwie Coguar 4x4 mają służyć nie wiadomo. - Jedyne zalety tych pojazdów są takie, że są dostępne od ręki, niewiele kosztują i chronią przed podstawową bronią strzelecką - uważa Kucharski.

Zobacz wideo
Więcej o: