Gdzie jest 4-letnia Eileen? "Jest -12 stopni mrozu. Jak tam, Polsko, przygotowania do świąt?"

Czteroletnia Eileen wciąż nie została odnaleziona. Dziewczynka, według informacji podanych przez aktywistów, zaginęła w lesie przy granicy. Tymczasem w nocy temperatura spadła tam poniżej - 10 stopni Celsjusza. "Może jakiś Child Alert?", "Kiedy polskie dziecko zagubi się w lesie, wszystkie możliwe służby go szukają", "Jest -12 stopni mrozu. Jak tam Polsko, dalej przygotowania do świąt?" - piszą aktywiści i dziennikarze.
Zobacz wideo "Dlaczego wśród uchodźców są głównie mężczyźni?" [Q&A Gazeta.pl]

Działająca na rzecz migrantów Grupa Granica poinformowała w mediach społecznościowych o zaginięciu Czteroletniej Irakijki Eileen, która, według relacji aktywistów, miała zostać w lesie po polskiej stronie. "Rodzina doświadczyła przemocy ze strony białoruskich funkcjonariuszy - zabrano im telefon i zniszczono kartę SIM. Dodatkowych cierpień przysporzyła im polska Straż Graniczna - pomimo złego stanu zdrowia rodzice Eileen zostali wywiezieni na teren Białorusi" - napisali aktywiści.

Czterolatka miała być widziana ostatni raz po polskiej stronie w okolicach Nowego Dworu. Jak czytamy we wpisie Grupy Granica na Facebooku, "podczas gdy Straż Graniczna wywoziła jej rodziców do lasu, Eileen znajdowała się pod opieką innej osoby, która pomagała ją nieść". Nie wiadomo, gdzie dziecko jest obecnie.

Grupa Granica apelowała o wpuszczenie aktywistów do strefy przygranicznej. " W ciągu 60 minut możemy uruchomić nawet 100 wolontariuszek i wolontariuszy do przeczesywania lasu i szukania dziecka. Potrzebujemy tylko zgody na wejście do strefy" - podkreślała.

"Nie ujawniono żadnych dzieci"

Straż Graniczna wydała w tej sprawie komunikat. Jak stwierdzono, "minionej doby funkcjonariusze SG nie zatrzymali żadnych rodzin z dziećmi". "Wśród osób, które próbowały przekroczyć granicę polsko-białoruską nie było dzieci. Dziś po informacji przekazanej przez aktywistów do biura RPO, przez kilka godzin przeszukiwano teren z lądu i z powietrza" - przekazały służby.

"Nie ujawniono żadnych dzieci na odcinku ochranianym przez placówkę SG w Nowym Dworze ani na pozostałych. W nocy granica, a zwłaszcza odcinki gdzie były próby jej nielegalnego przekroczenia, były patrolowane i z lądu i z powietrza, z użyciem systemów noktowizji i termowizji" - poinformowała Straż Graniczna.

Więcej informacji na stronie głównej Gazeta.pl

Zdjęcie ilustracyjne.Zaginęła 4-letnia Irakijka. Grupa Granica chce przeczesać las

"Może jakiś Child Alert?"

"Nigdy tu nie przeklinam, ale to się k... w głowie nie mieści. Kiedy polskie dziecko zagubi się w lesie, wszystkie możliwe służby go szukają. A tutaj Straż Graniczna 'nic nie wie...'. -12C" - podkreślił Krzysztof Luft.

"ALARM! Zaginęło uchodźcze dziecko w lesie. W ciągu 60 minut możemy jako Grupa Granica uruchomić nawet 100 wolontariuszek i wolontariuszy do przeczesywania lasu i szukania dziecka. Potrzebujemy tylko zgody na wejście do strefy od Straży Granicznej. Dziś w nocy będzie -15" - pisał we wtorek wieczorem Paweł Cywiński, założyciel portalu Uchodźcy.info.

"Wierzę, że Maciej Wąsik i Mariusz Kamiński poniosą za to odpowiedzialność..." - napisał Bartosz T. Wieliński z "Gazety Wyborczej".

"Hej policja, Straż Graniczna - może jakiś Child Alert?" - zapytał dziennikarz TOK FM Jakub Medek. Przypomnijmy, Child Alert to system, który wspomaga poszukiwania zaginionego dziecka. Dzięki niemu społeczeństwo jest informowane o zaginięciu lub uprowadzeniu w przyspieszonym trybie. W momencie, kiedy uruchamiany jest Child Alert, policja wysyła do wszystkich dostępnych mediów specjalny komunikat, który zawiera podstawowe dane na temat zdarzenia i zaginionego dziecka, a także informacje o tym, pod jakim numerem przekazywać policji wszystkie informacje, które mogą pomóc w śledztwie.

"4-letnia dziewczynka w czerwonej kurteczce rozdzielona z rodzicami. Została w lesie. Szukają jej aktywiści. Jest -12 stopni mrozu. Jak tam Polsko, dalej murem za mundurem i przygotowania do świąt?" - zapytała z kolei badaczka i działaczka społeczna Magdalena Kocejko.

"Rodziców wyrzucili na granicę, 4-letnie dziecko zostało z inną osobą po polskiej stronie. Teraz zaginęło. Przy granicy są ujemne temperatury. Pushbacki są nielegalne. Bezpieczna granica to taka, na której nikt nie umiera" - stwierdził biolog Robert Maślak.

Szkoła (zdjęcie ilustracyjne)Białystok. Uczeń zasłabł na lekcji. Po przewiezieniu do szpitala zmarł

Apel Grupy Granica o utworzenie korytarza humanitarnego

W związku z rosnący ryzykiem eskalacji przemocy na granicy polsko-białoruskiej Grupa Granica wystosowała apel do instytucji krajowych i międzynarodowych, w tym ONZ, Rzecznika Praw Obywatelskich czy OBWE. Działacze apelują o monitorowanie sytuacji i wywieranie nacisku na polskie władze, aby te natychmiast zapewniły na granicy pomoc humanitarną i medyczną. Zaapelowano również do rządu o utworzenie korytarza humanitarnego.

"Zamiast nielegalnych wywózek, przemocy i ignorowania kryzysu humanitarnego domagamy się ochrony życia i zdrowia, sprzeciwu wobec tortur oraz ochrony i respektowania praw osób migrujących. Mamy jako państwo obowiązek zapewnić pomoc osobom wykorzystywanym przez reżim Łukaszenki - ochronę międzynarodową dla osób uciekających przed przemocą, prześladowaniami czy wojną, a dla pozostałych bezpieczny powrót do domu. To nie tylko nakaz moralny, ale też obowiązek wynikający z prawa międzynarodowego.

W obliczu realnej groźby eskalacji sytuacji na granicy apelujemy do rządzących oraz do Straży Granicznej, MSWiARP oraz Wojsk Obrony Terytorialnej o przestrzeganie podstawowych zasad humanitaryzmu, podjęcie działań mających na celu ratowanie życia i zdrowia osób migrujących, czyli kobiet, dzieci, osób starszych i mężczyzn, które uciekają z krajów objętych konfliktami, prześladowaniami i destabilizacją.

Na granicy Polski nie może dochodzić do przemocy ani przypadków naruszenia praw człowieka, które obserwujemy od tygodni. Bezpieczna granica to taka, na której osoby migrujące mogą liczyć na ochronę. To taka, na której nikt nie umiera".

Więcej o: