Kryzys na granicy polsko-białoruskiej. W lasach, w których są migranci, zaplanowano polowania

W lasach położonych w pobliżu zamkniętej strefy przy granicy z Białorusią, a więc miejscach, gdzie wciąż znajdowani są migranci, zaplanowane są zbiorowe polowania na dziki w ramach walki z ASF (afrykańskim pomorem świń). Na niebezpieczeństwo, jakie niosą ze sobą te polowania, zwracają uwagę aktywiści z grup pomocowych. - Nie słyszałem jeszcze straszniejszego i bardziej absurdalnego pomysłu - stwierdził Jakub Sypiański, tłumacz i wolontariusz Grupy Granica, w rozmowie z TVN 24.

Po nagłośnieniu sprawy przez "Gazetę Wyborczą", polowanie, które miało odbyć się w lasach podlaskiej gminy Narewka, potępił jej wójt Jarosław Gołubowski. W jego ocenie "to nie jest czas na polowania tutaj, przy granicy. Każdy strzał przecież może zostać odebrany jak prowokacja". Przekazał dziennikowi, że na początku stanu wyjątkowego podejmował ten temat z przedstawicielami wojska. "Byliśmy zgodni, że do oddawania jakichkolwiek strzałów tutaj dochodzić nie może, nawet jeśli chodzi o ranną czy chorą zwierzynę" - powiedział. Dodał jednak, że w praktyce nie ma prawa zakazać polowania.

Zobacz wideo 2 tysiące migrantów w białoruskim magazynie. Wielu dzieciom zabrakło miejsca. "Jest za zimno..."

Inne polowanie miało zostać zorganizowane na obszarze Nadleśnictwa Browsk, bardziej oddalonym od granicy polsko-białoruskiej. W poniedziałek nadleśniczy Tomasz Michał Gałęzia powiadomił, że polowanie jednak się nie odbędzie. "[...] Mając na względzie szeroko pojęte bezpieczeństwo oraz zapobiegnięcie ewentualnym prowokacjom - postanowiono o odstąpieniu od przeprowadzenia polowania" - przekazał w komunikacie cytowanym przez "GW" i TVN 24.

Tadeusz Rydzyk i znaczek upamiętniający 30-lecie powstania radia Maryja30. urodziny Radia Maryja. Poczta Polska wyemitowała znaczek i kopertę

Polowanie zaplanowali także myśliwi z koła łowieckiego "Puszcza", z przyległej do strefy przygranicznej gminy Białowieża. - Uważam, że na tą chwilę nie ma żadnego zagrożenia. I że jeżeli spotkamy ludzi, albo krótko mówiąc: uchodźców, to my w tej chwili przerwiemy to polowanie - zapowiedział Marek Grad z "Puszczy" w rozmowie z TVN 24. Pytany o to, co się stanie, kiedy ludzie ci usłyszą strzały, odpowiedział dziennikarce: - Nie wiem, co będzie. Tak samo i pani nie wie.

Więcej o kryzysie na granicy przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl >>>

Zasieki na polsko-białoruskiej granicyHajnówka. W szpitalu zmarła 38-letnia Kurdyjka. Osierociła pięcioro dzieci

Polowania w lasach blisko granicy z Białorusią. "Realne zagrożenie, że ktoś zostanie zastrzelony"

- Nie słyszałem jeszcze straszniejszego i bardziej absurdalnego pomysłu - skomentował pomysł polowań Jakub Sypiański, tłumacz i wolontariusz Grupy Granica w rozmowie ze stacją. Maria Złonkiewicz z Inicjatywy "Chlebem i Solą" powiedziała TVN 24, że "to jest absolutnie realne zagrożenie tego, że zostanie zastrzelony ktoś z migrantów, którzy się tutaj ukrywają w lasach". Podkreśliła, że ludzie, którzy uciekają przed wojną "na odgłos strzałów będą się chować i nie będą wiedzieć, co się dzieje".

Kopalnia Bielszowice w Rudzie ŚląskiejKopalnia Bielszowice. Ratownicy są kilka metrów od zasypanego górnika

Z kolei Kamil Syller, prawnik i mieszkaniec Puszczy Białowieskiej zaangażowany w pomoc migrantom, zwrócił uwagę, że działania myśliwych zagrażają nie tylko im, ale także aktywistom z grup pomocowych. "4 grudnia, sobota. Na granicy gorąco, 30 osób szturmuje zasieki (tweet SG). Słyszymy helikopter. To oznacza, że następnego dnia mogą być w naszych lasach ludzie. Nie tylko uchodźcy, lecz także mieszkańcy i aktywiści z grupy pomocowej. 5 grudnia, niedziela. W naszych lasach KŁ "Puszcza" urządza polowanie zbiorowe. Jak podczas dynamicznego polowania z nagonką, gdy wszyscy strzelają do wszystkiego, odróżnić dzika od uchodźcy podnoszącego się w przyprószonym śniegiem śpiworze?" - zrelacjonował. "12 grudnia, niedziela. Na ten dzień KŁ "Puszcza" zaplanowało kolejne polowanie zbiorowe. Znowu w "tych" obwodach" - dodał.

Więcej o: