Kopalnia Bielszowice. Ratownicy dotarli do zasypanego górnika. "Mężczyzna nie daje oznak życia"

W poniedziałek ratownicy dotarli do 42-letniego górnika, który został przysypany po wstrząsie w kopalni Bielszowice. Niestety z informacji PAP wynika, że poszukiwany mężczyzna nie daje znaku życia.

- Mężczyzna nie daje oznak życia. Jego wydostanie i transport na powierzchnię potrwa kilka godzin - przekazała Polska Grupa Górnicza w komunikacie dla PAP. Do wstrząsu doszło w sobotę 4 grudnia przed godziną 9. Jak podaje RMF FM, dopiero kiedy ratownikom uda się wydobyć pracownika z zawalonego chodnika, będzie mógł zobaczyć go lekarz.

Wstrząs w kopalni Bielszowice w Rudzie Śląskiej. Po 15-godzinnych poszukiwaniach dotarto do pierwszego przysypanego górnika

Do zdarzenia doszło w części kopalni należącej do Polskiej Grupy Górniczej, w rejonie ściany 001Z w pokładzie 504, ok. 780 metrów pod ziemią. Na skutek wstrząsu, pod ziemią doszło do zawału skał na długości aż 50-60 metrów. 

Od początku wiadomo było, że w rejonie wstrząsu znajdowało się siedmiu górników, jednak jeszcze tego samego dnia na powierzchnię wyprowadzonych zostało pięciu z nich. W sobotę wieczorem, po 15 godzinach poszukiwań, ratownikom udało się dotrzeć do szóstego poszkodowanego.

Więcej informacji z Polski na stronie głównej Gazeta.pl.

Zima w BieszczadachPogoda. W nocy ścisnął mróz, w Bieszczadach "śnieg po kolana"

Mężczyzna od razu trafił do szpitala św. Barbary w Sosnowcu. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. 31-latek do końca tygodnia powinien wrócić do domu. 

- Pacjent jest w stanie ogólnym dobrym. Obecnie jest w trakcie dodatkowej diagnostyki na oddziale, żeby sprawdzić, czy na pewno wszystko jest w porządku. Nie ma obrażeń wewnętrznych, jest wydolny krążeniowo, oddechowo. Zeszła już opuchlizna pourazowa z części jego twarzy; dzisiaj będzie podjęta próba pionizacji pacjenta, czyli będzie stawiał pierwsze kroki po wypadku. Chcemy go do końca tygodnia wypisać ze szpitala - powiedział podczas konferencji prasowej rzecznik sosnowieckiego szpitala Tomasz Świerkot.

Miejsce akcji ratowniczejRosja. Wzrost liczby ofiar po wybuchu w kopalni

Więcej o: