Zatrzymanie fotoreporterów przez żołnierzy i nowe nagranie. "Poważne przestępstwa natury karnej"

- To wojsko wezwało na miejsce policję, która przyjechała mniej więcej po półtorej godziny. Policjanci ograniczyli się do wylegitymowania dziennikarzy, nie ukarali ich mandatem, nie zabrali na przesłuchanie, nie postawili im żadnych zarzutów - powiedział w TVN24 szef polskiego Press Clubu, komentując sprawę zatrzymanych przez wojsko fotoreporterów. - W tej sytuacji fotoreporterzy z całą pewnością nie popełnili przestępstwa i wykroczenia - podkreślił.

Marcin Lewicki, prezes polskiego Press Clubu, komentował w TVN24 sprawę zatrzymania przez żołnierzy trzech fotoreporterów. Odnosił się także do wypowiedzi Mariusza Błaszczaka, który poinformował, że wojskowi otrzymali pochwały za swoje działanie. - Mam wrażenie, że wypowiedź o pochwale była dobrze przemyślana. Myślę, że z tą sprawą będą musiały się zmierzyć Żandarmeria Wojskowa i prokuratura wojskowa i  dzięki wypowiedzi pana ministra dokładnie wiedzą, w którą stronę to postępowanie należy prowadzić - wszystko było w porządku, żołnierze dostali pochwałę, jak rozumiem z tej wypowiedzi, działali zgodnie z prawem, zgodnie z interesem - mówił Lewicki. 

Zobacz wideo "Rób, jak uważasz". Kampania policji pomorskiej

Prezes Press Club Polska o działaniach żołnierzy: Poważne przestępstwa natury karnej

Szef Press Clubu podkreślił, że na początku nagrania słychać spokojną rozmowę fotoreporterów z wartownikiem. - W związku z tym nieprawdą jest, że żołnierze nie mieli świadomości, że mają do czynienia z dziennikarzami - mówił. 

Więcej informacji o sytuacji na pograniczu na stronie głównej Gazeta.pl.

Odnosząc się do faktu, że żołnierze oglądali pliki na sprzęcie dziennikarzy, szef Lewicki powiedział: - To są bardzo poważne przestępstwa natury karnej. To jest naruszenie art. 43 i 44 prawa prasowego, one są zagrożone relatywnie mało dolegliwą karą, ale myślę, że w tej sytuacji doszło też naruszenia artykułu 231 kodeksu karnego, czyli przekroczenia uprawnień, za co grozi już dość wysoka kara więzienia. 

Jak dodał, sprawa jest analizowana przez prawników, niewykluczone są dalsze zawiadomienia na działania funkcjonariuszy. 

Podkreślił, że "to nie jest sprawa dziennikarze kontra Wojsko Polskie". - To jest sprawa przeciwko konkretnym kilku osobom, które w mojej ocenie ewidentnie przekroczyły prawo i niezależnie od tego, czy poddane są silnej presji, to są zobowiązane do przestrzegania prawa - mówił. W jego ocenie "żołnierze chcieli przy pośrednictwie opowieści fotoreporterów zastraszyć także innych dziennikarzy". - Zwracam też uwagę na jeden aspekt tej sprawy, który jednoznacznie świadczy o tym, że dziennikarze nie zrobili niczego złego. To wojsko wezwało na miejsce policję, która przyjechała mniej więcej po półtorej godziny. Policjanci ograniczyli się do wylegitymowania dziennikarzy, nie ukarali ich mandatem, nie zabrali na przesłuchanie, nie postawili im żadnych zarzutów. W tej sytuacji fotoreporterzy z całą pewnością nie popełnili przestępstwa i wykroczenia - zauważył Lewicki. 

Zatrzymanie dziennikarzy. "Się, k***a, odechce fotografowania!"

W ubiegłym tygodniu Press Club Polska poinformował o ataku na dziennikarzy w miejscowości Wiejki niedaleko Michałowa na Podlasiu. Do zdarzenia miało dojść we wtorek około godziny 16. W niedzielę reporter Maciej Moskwa opublikował kolejne fragmenty z interwencji żołnierzy wobec fotoreporterów. - Trzymaj te łapy wysoko. Się, k***a, odechce fotografowania! Ile, k***a, razy można? - mówił podczas interwencji jeden z żołnierzy. Następnie przeszukano dziennikarzy, a za pomocą opasek samozaciskowych związano im z tyłu ręce. Wtedy też wojskowi mieli zacząć przeglądać wykonane zdjęcia i zawartość telefonów komórkowych. Na nagraniu słychać, jak jeden z wojskowych pyta o rękawiczki (wcześniej padają słowa: "ty byś nacisnął grzecznie", "z tej strony") - Wszędzie nasze odciski zostawione - mówi inny. Wywiązuje się też dialog: "No to co, można odpalić jakie zdjęcia mają?, "no to dawaj", "który?", "zrób mi dokładnie wszystkie zdjęcia", "zaraz zobaczę, co oni tu mają", "no jak, k****".

Z nagrania wynika również, że wojskowi dyskutowali na temat tego, czy dziennikarze byli w strefie objętej stanem wyjątkowym. - Na nasze nieszczęście nie jesteśmy w strefie tego j***o stanu wyjątkowego - mówi żołnierz. Dalej słychać: "Jak mają z granicy, to na bank byli w strefie, nie? Na fotach". - No mają cia**tych wszyscy - stwierdza inny.

Nowe nagranie można zobaczyć na profilu jednego z fotoreporterów, pod TYM ADRESEM (od 2:10).

Mariusz Błaszczak chwali

Do zdarzenia odniósł się Mariusz Błaszczak na antenie RMF FM. - Proszę sobie wyobrazić - mamy atak hybrydowy, Polska została zaatakowana. Trzech ludzi zamaskowanych, zakapturzonych skrada się do obozu, ale to jest obóz wojskowy. Tam są żołnierze, którzy odpoczywają po warcie, jaką pełnili na granicy - powiedział w audycji. - Obowiązkiem tych, którzy stoją na warcie, jest zapewnienie bezpieczeństwa. Obowiązkiem ich jest wykazywanie stanowczości. Oni nie mogą być otwarci na to, że trzech jegomości, którzy są zamaskowani, skrada się do obozu. Oni mają stanowczo zareagować i stanowczo zareagowali - dodał. Szef MON dodał, że żołnierze dostali pochwałę. 

W związku z opublikowaniem nowych nagrań zwróciliśmy się do MON po komentarz. Czekamy na odpowiedź. 

Więcej o: