Nowe fragmenty nagrania z zatrzymania fotoreporterów. "Się, k***a, odechce fotografowania! Ile, k***a, razy można?"

TVN24 udostępnił kolejne fragmenty nagrania z zatrzymania fotoreporterów przez żołnierzy. - Trzymaj te łapy wysoko. Się, k***a, odechce fotografowania! Ile, k***a, razy można? - miał powiedzieć do dziennikarzy jeden z wojskowych.
Zobacz wideo Kiedy ustawa o ochronie granicy trafi do Senatu? Kwiatkowski: Na najbliższym posiedzeniu

W środę Press Club Polska poinformował o ataku na dziennikarzy w miejscowości Wiejki niedaleko Michałowa na Podlasiu. Do zdarzenia miało dojść we wtorek około godziny 16. TVN24 opublikował kolejne fragmenty z interwencji żołnierzy wobec fotoreporterów:

Fotoreporter: Czyli nie jesteśmy zatrzymani?

Żołnierz: Macie poczekać po prostu.

Fotoreporter: No bo jak nas pan zatrzyma, to musimy zapytać, kto nas zatrzymuje i z jakiego powodu.

Żołnierz: Nie, nie, nie. Nie zatrzymuję.

Fotoreporter: To dziękujemy w takim razie.

Jak podkreślają dziennikarze, do ich zatrzymania miało dojść chwilę później. - Kazali nam się rozsunąć. Około trzy metry od siebie każdy i kazali trzymać nam ręce nad głową. Patrzeć między własne stopy - powiedział w rozmowie z TVN24 Maciej Nabrdalik, fotoreporter "The New York Times".

- Trzymaj te łapy wysoko. Się, k***a, odechce fotografowania! Ile, k***a, razy można? - powiedział jeden z żołnierzy. Następnie przeszukano dziennikarzy, a za pomocą opasek samozaciskowych związano im z tyłu ręce. Wtedy też wojskowi mieli zacząć przeglądać wykonane zdjęcia i zawartość telefonów komórkowych.

Żołnierz: Na zdjęciach jest wojsko?

Żołnierz: Jest wojsko. Wojsko, policja, Straż Graniczna.

Żołnierz: Przeglądać mi to wszystko.

Żołnierz: Macie rękawiczki?

Żołnierz: Wszędzie nasze odciski zostawione.

Żołnierz: Tak, zostawiliśmy nasze odciski, ale niepełne są pewnie.

Żołnierz: K***a, moje pełne.

Żołnierz: w telefonach w c**j wiadomości jakiś. Piotrek. Przetarłeś te telefony?

Z nagrania wynika również, że wojskowi dyskutowali na temat tego, czy dziennikarze byli w strefie objętej stanem wyjątkowym. - Na nasze nieszczęście nie jesteśmy w strefie tego j***o stanu wyjątkowego - mówi żołnierz. Dalej słychać: "Jak mają z granicy, to na bank byli w strefie, nie? Na fotach". - No mają cia**tych wszyscy - stwierdza inny.

Więcej informacji na stronie głównej Gazeta.pl

Minister Mariusz Błaszczak na granicy z Białorusią w KopczanachBłaszczak o zatrzymaniu fotoreporterów przez żołnierzy: Dostali nagrodę

Szef MON: Pochwaliłem ich zachowanie

Do zdarzenia odniósł się Mariusz Błaszczak na antenie RMF FM. - Proszę sobie wyobrazić - mamy atak hybrydowy, Polska została zaatakowana. Trzech ludzi zamaskowanych, zakapturzonych skrada się do obozu, ale to jest obóz wojskowy. Tam są żołnierze, którzy odpoczywają po warcie, jaką pełnili na granicy - powiedział w audycji. - Obowiązkiem tych, którzy stoją na warcie, jest zapewnienie bezpieczeństwa. Obowiązkiem ich jest wykazywanie stanowczości. Oni nie mogą być otwarci na to, że trzech jegomości, którzy są zamaskowani, skrada się do obozu. Oni mają stanowczo zareagować i stanowczo zareagowali - dodał.

Szef MON poinformował, że żołnierze zostali docenieni za swoją postawę. - Ci żołnierze dostali ode mnie nagrodę w sensie takim, że pochwaliłem ich za zachowanie - powiedział. Minister dopytywany był przez prowadzącego rozmowę Krzysztofa Ziemca, czy ci żołnierze zasługują na "słowa jakiegoś potępienia" za sposób odzywania się do fotoreporterów. - Noblistka Olga Tokarczuk w jednym ze swoich wpisów pisała, że te słowa na "w", takie słowa wulgarne, one przecież wyrażają najlepiej, zdaniem pani noblistki, sytuację, z jaką mamy do czynienia - odparł Błaszczak.

Materiał 'Państwa w Państwie': Miał atak padaczki, nie pomogli mu dotrzeć do domu. Zginął na torachWrocław. Po ataku padaczki zginął na torach. Rodzina oskarża policję

Więcej o: