Wrocław. Miał atak padaczki, doznał urazu głowy. Zginął na torach. Rodzina oskarża policję

Po ataku padaczki i wyjściu ze szpitala 31-letni Sebastian przez dwa dni błąkał się między dwiema miejscowościami pod Wrocławiem. Do mężczyzny kilkakrotnie wzywana była policja. Mimo tego Sebastianowi nie udało się dotrzeć do domu. Mężczyzna wpadł pod pociąg.
Zobacz wideo Ucieczkę przed policją skończył dachowaniem

Sprawą 31-letniego Sebastiana, który cierpiał na padaczkę, zajęli się dziennikarze "Państwa w Państwie" Polsatu. W połowie sierpnia mężczyzna miał atak, w wyniku którego uderzył głową o ziemię. Zabrała go karetka pogotowia. - Mama weszła do karetki i usłyszała, że ma podejrzenie uszkodzenia ucha środkowego, że ma czaszkę pękniętą i ma skórę głowy rozwaloną i że zabierają go do szpitala - powiedziała Beata, pasierbica mężczyzny.

31-latek miał spędzić w szpitalu dwa dni, jednak kilka godzin po zdarzeniu zadzwonił do rodziny, która ze względu na sytuację epidemiczną do placówki nie została wpuszczona, z informacją, że wychodzi, ponieważ wypisał się na własne życzenie. Jak podkreśla Polsat, personel wypuścił mężczyznę, mimo że po wypadku cierpiał na zaniki pamięci. Kiedy rodzina przyjechała do szpitala, Sebastiana już nie było. Bliscy nie mogli się też do niego dodzwonić, a kiedy nie wrócił na noc do domu, zawiadomili policję.

Zagraniczny dziennikarz zatrzymany na granicyZagraniczny dziennikarz zatrzymany na granicy. Przez wygląd

Więcej informacji na stronie głównej Gazeta.pl

Polsat: Sebastianowi nie udzielono pomocy

Okazało się wówczas, że funkcjonariusze interweniowali już w sprawie mężczyzny. Po otrzymaniu zgłoszenia policja podjęła jeszcze kilka interwencji. Jak podaje Polsat, nie otrzymał on jednak żadnej pomocy, a był jedynie przewożony z miejsca na miejsce. - Policjanci rozmawiali z tym mężczyzną, oświadczył, że takiej pomocy nie potrzebuje. Oświadczył, że zmierza do miejsca zamieszkania, znał adres tego miejsca zamieszkania, nie było podstawy tak naprawdę do tego, ażeby tego mężczyznę zatrzymywać - przekazał Kamil Rynkiewicz z wrocławskiej policji.

Ostatecznie Sebastian został przewieziony przez patrol policji, który nie sprawdził jego tożsamości (w tym czasie 31-latek widniał już jako osoba poszukiwana), w okolice wiaduktu kolejowego, gdzie często przebywają osoby bezdomne. Po dwóch dniach znaleziono ciało mężczyzny. Sebastian wpadł pod pociąg. - To nie był bezdomny, to był bardzo ważny człowiek w naszym życiu, a policja potraktowała go, jakby był nikim. Z tym się najtrudniej pogodzić, że tyle razy go mieli, że tyle razy mogli pomóc... Przecież on by teraz żył - stwierdziła żona 31-latka.

W przypadku trzech interwencji policja nie ma sobie niczego do zarzucenia. W sprawie ostatniej - czwartej - trwa postępowanie wewnętrzne.

Wypadek w Brzeźnie w woj. łódzkimTragiczny wypadek niedaleko Sieradza. 24-latek nie żyje, 16- i 22-latek w szpitalu

Więcej o: