Zaniedbania bp. Rakoczego. Do księdza pedofila miał powiedzieć: Jak będzie spokój, to będzie spokój

Portal Onet ujawnił fragmenty zeznań, które podczas procesu kościelnego złożył ks. Jan W., sprawca przestępstw seksualnych. Dokumenty potwierdzają, że o czynach duchownego biskup Tadeusz Rakoczy wiedział od wielu lat.

Jak wskazuje Onet, ks. Jan W., przed laty proboszcz w Międzybrodziu Bialskim, w bielskiej kurii został wysłuchany dwukrotnie - w marcu i listopadzie 2014. W obu przypadkach przyznał się do winy. Miał stwierdzić, że jego działanie wynikało ze "słabości wielkiej sympatii do poszkodowanego" (cytat za Onetem). Portal podaje, powołując się na zeznania księdza, że duchowny przekonywał, iż do kontaktów seksualnych z Januszem Szymikiem, jego ofiarą, doszło kilkukrotnie. Sam Szymik twierdzi, że został wykorzystany kilkaset razy. 

Zobacz wideo PiS oskarżył KO o podporządkowywanie się władzy kościelnej, padły słowa o biskupie - mobberze i alkoholiku. Tak pozbawiono Głódzia honorowego obywatelstwa Warszawy

3 marca 2014 r. ks. W miał stwierdzić: "W tej sprawie zaprosił mnie do siebie ks. Władysław Fidelus, proboszcz parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Żywcu oraz dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego [...] i poinformował, że z polecenia księdza biskupa przekazuje polecenia, abym zaniechał kontaktów seksualnych z młodocianą osobą".

Zeznania ks. W. potwierdzają, że bp Rakoczy wiedział o przestępstwach seksualnych

25 listopada 2014 r. miał z kolei przyznać, że ok. czerwca 1992 roku o sprawie rozmawiał z bp. Rakoczym, któremu "poszkodowany się poskarżył, co się stało". "Ksiądz biskup mnie upomniał i powiedział, żebym czekał na rozwój sprawy. Jak będzie spokój, to będzie spokój, A jak coś się będzie działo, to wyciągnie konsekwencje" - miał stwierdzić ks. W. "Byłem upomniany przez władzę kościelną. Była to rozmowa bez kanonicznych konsekwencji" - dodał.

Więcej wiadomości na stronie głównej Gazeta.pl.

Z zeznań duchownego wynika, że wiedział, iż w przeszłości Szymik poinformował o jego przestępstwach prokuraturę. "W pewnym momencie poszkodowany zaczął mnie straszyć, że wniesie sprawę do prokuratury. Po pewnym czasie przestał mnie szantażować i wycofał skargę. [...] Myślę, że powodem była jego rozmowa z Kazimierzem K. Wcześniej poskarżyłem się mu, że Janusz Szymik mnie szantażuje. Nie podałem jednak powodu szantażu. Kazimierz K. był przełożonym J. Szymika. [...] Będąc na urlopie w Brazylii, drogą telefoniczną otrzymałem wiadomość od Kazimierza K., że mogę spokojnie wracać do kraju. [...] Przyznaję, że w przeciwnym razie planowałem zostać w Brazylii. Mogłem liczyć na pomoc kolegów kapłanów z Archidiecezji Krakowskiej, którzy pracują tam duszpastersko. Przed wyjazdem nie rozmawiałem o takim wariancie z nikim, nawet z ks. biskupem Rakoczym" - przytacza Onet. Zeznania te pokrywają się z wersją, którą przedstawia Janusz Szymik, ofiara ks. W. 

Proch nitrocelulozowy w paczce do Grodzkiego. Groźby także wobec TuskaProch nitrocelulozowy w paczce do Grodzkiego. Groźby także wobec Tuska

Biskup Tadeusz Rakoczy w latach 1992-2013 kierował diecezją bielsko-żywiecką. Od 2013 r. jest biskupem seniorem. W maju tego roku Watykan ukarał Rakoczego za zaniedbania dotyczące nadużyć seksualnych, których od lat 80. miał dopuszczać się ks. W. 

Stolica Apostolska ukarała go m.in. zakazem uczestniczenia w jakichkolwiek celebracjach lub spotkaniach publicznych; zakazem uczestniczenia w zebraniach plenarnych Konferencji Episkopatu Polski; nakazem prowadzenia życia w duchu pokuty i modlitwy i koniecznością wpłaty odpowiedniej sumy na konto Fundacji św. Józefa.

Kyle RittenhouseZastrzelił dwie osoby - uniewinniony. "Bohater" kontra "rasistowskie sądy"

Więcej o: