Dzieci z końca kolejki. To one umierają, nie zaznawszy miłości

Są w Polsce dzieci, które wpadają do "czarnej dziury systemowej" i często zostają tam do śmierci. Ich całym życiem są mury szpitalnego korytarza lub ośrodka opiekuńczego. Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji dzieci porzucanych w szpitalach jest coraz więcej.

22 października zeszłego roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że aborcja w przypadku ciężkich i nieodwracalnych zmian płodu jest "niezgodna z konstytucją". Wyrok wprowadził niemal całkowity zakaz aborcji w Polsce. Od tego czasu coraz więcej rodziców zostawia obciążone wadami dzieci w szpitalach. Obecnie ponad dwa tysiące małych, chorych pacjentów czeka na specjalistyczną rodzinę zastępczą. Tych jednak brakuje, bo rodzicielstwo zastępcze przeżywa ogromny kryzys. 

Więcej najnowszych informacji o prawach kobiet w Polsce przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Są także setki dzieci, które mimo ogromnej potrzeby miłości do takich rodzin trafić nie mogą. To te, do których rodzice nie zrzekli się praw rodzicielskich. One najczęściej wpadają w tzw. czarną dziurę systemową. Całe ich życie to szpitalna sala lub ośrodek opiekuńczo-leczniczy.

Marcinek

Jeszcze w październiku prawie cała Polska szukała dla niego domu. Marcinek miał skończone osiem miesięcy, sporo podpiętych kroplówek, kilka szpitalnych cioć i ani "kawałka" rodziny. Od urodzenia mieszkał w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Jego mama na początku roku zgłosiła się do szpitala, skarżąc się na bóle brzucha, których nie umiała wyjaśnić. Okazało się, że była w ciąży, choć jak tłumaczyła, nic o tym nie wiedziała. Gdy urodziła syna, okazało się, że chłopiec jest poważnie chory.

Ze szpitala w Piotrkowie Trybunalskim wyszła bez syna. Zrzekła się praw do dziecka, a chłopiec został przewieziony do Instytut CZMP z powodu nagłych komplikacji zdrowotnych. Miał niedrożne jelita, w ciągu trzech miesięcy życia przeszedł cztery operacje. Gdy miał pół roku, zachorował na sepsę, która spowodowała zapalenie opon mózgowych. Nie poddał się nawet wtedy, gdy jego serce i płuca przestały pracować. Uratowała go aparatura ECMO, a do tego miłość, którą obdarowali go pracownicy CZMP.

Gdy chłopiec przezwyciężył wszystkie problemy, okazało się, że mógłby zostać wypisany do domu. Problem był taki, że Marcin domu nie miał. Dzięki pomocy Fundacji Gajusz udało się znaleźć dla chłopca rodzinę zastępczą. Pracownicy szpitala mówią, że miał dużo szczęścia. Większość dzieci, które z powodu swoich chorób są porzucane, umiera bez rodziny jeszcze w szpitalu lub ośrodku.

Kalinka

Mama o wadach Kalinki słyszała już w trzecim miesiącu ciąży. Na początku nie chciała w to wierzyć. Nie planowała, co stanie się później. W piątym miesiącu nie miała wyjścia. Wiedziała, że jej córka urodzi się nie tylko z wadami serca, zespołem Downa, ale prawdopodobnie także z wodogłowiem. Wiedziała, że przeżyje kilka tygodni, może miesięcy. Później będzie musiała ją pożegnać. Już przed porodem tłumaczyła lekarzom, że sama nie da rady zaopiekować się dzieckiem. Nie miała pieniędzy, możliwości. Sama była jeszcze przed maturą.

Tuż po porodzie zrzekła się praw do córki. Dla Kalinki szpital stał się domem. Jedynym, jaki znała. Całe życie dziewczynki to ekrany szpitalnych monitorów, twarze lekarzy w maseczkach, ciepły dotyk pielęgniarek. Przeżyła tak cztery miesiące. Bez bliskości, bez przytulenia, bez rodziny. Zmarła we śnie. 

Kamila Ferenc, prawniczka Federacji na rzecz Kobiet i Planowania RodzinyPrawniczka Federy: Usłyszałam jej płacz. To była upragniona ciąża

Kacper

Kacper miał urodzić się martwy. Okazało się, że jest z natury wojownikiem. W ciągu pierwszych 14 dni życia przeszedł trzy reanimacje. Po ostatniej jego stan poprawił się na tyle, że można było znaleźć dla niego rodzinę zastępczą. 

Chętnych jednak nie było, chłopiec trafił więc do DPS. Tam rozwijał się ponadprzeciętnie. Miał pięć lat, gdy po raz pierwszy doznał matczynego ciepła. Pięć lat, gdy po raz pierwszy nazwał kogoś mamą. Po raz pierwszy w życiu płakał wtedy ze szczęścia. 

Mama jednak odeszła. Całkiem niespodziewanie. Zrezygnowała z adopcji. Wtedy chłopiec nagle odszedł. Jakby czując, że nie ma już dla niego kolejnej szansy. 

Basia

Basia po urodzeniu trafiła do Interwencyjnego Ośrodka Preadopcyjnego Tuli-Luli prowadzonego przez Fundację "Gajusz" w Łodzi. Opiekunka tuliła ją i kołysała. Do snu szeptała opowieść o wielkiej miłości, jaką darzy Basię jej mama. Po porodzie zostawiła ją w szpitalu. Mówiąc, że robi to z miłości, z wiarą, że Basia znajdzie rodziców, którzy dadzą jej to, czego jak sądziła, ona nie potrafi.

Psycholog ośrodka spotkała się z mamą dziewczynki. To była rozmowa o braku pracy, pieniędzy i rosnących długach. O bezsilności i samotności. Ale najdłużej mama mówiła o miłości do córeczki i tęsknocie za nią. Przez cztery miesiące wolontariusze opiekowali się Basią, by rozwijała się prawidłowo, ufała ludziom, umiała budować relacje. Udało się oddać Basię w objęcia mamy.

Ponad dwa tysiące chorych dzieci czeka w Polsce na dom

W Polsce jest około dwóch tysięcy chorych dzieci, które czekają na specjalistyczną rodzinę zastępczą. Co najmniej 50 rodzin zastępczych jest teraz potrzebnych w Łodzi, gdzie domu poszukuje 150 dzieci.

- Szukanie rodzin zastępczych nigdy nie było proste, wiele osób wciąż nie odróżnia rodziny zastępczej od adopcyjnej. Nadal pokutują fantazje o "braniu sierotek na święta". Natomiast w ostatnich latach sytuacja pogarsza się - tłumaczy nam Anna Krawczak, członkini Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji Nasz Bocian.

Jak wskazuje ekspertka, od ponad 10 lat nie było krajowej kampanii na rzecz rodzicielstwa zastępczego, co utrudnia budowanie pozytywnego wizerunku rodzinnej pieczy zastępczej i zachęcania nowych kandydatów.

Kobiety słynnych tyranów często były nienawidzone tak samo jak ich partnerzyDwadzieścia trzy lata piekła kobiet. Oto, czym skończył się w Rumunii całkowity zakaz aborcji

- Płacimy rachunki za wieloletnie zaniedbywanie tematu rodzicielstwa zastępczego. W chwili obecnej ustawa przewiduje wynagrodzenie 2200 zł brutto miesięcznie dla rodziny zastępczej zawodowej i zawsze jest to umowa śmieciowa. W wielu regionach Polski rodziny zastępcze są traktowane bez szacunku przez organizatorów rodzinnej pieczy zastępczej, a wiadomo z badań, że najskuteczniejszą formą rekrutacji jest poczta pantoflowa. Sfrustrowane i lekceważone rodziny zastępcze zniechęcają nowych kandydatów - dodaje.

Lata zaniedbań rodzicielstwa zastępczego w Polsce

- To wszystko powoduje, że rodzicielstwo zastępcze przeżywa w Polsce obecnie kryzys i ma on wiele przyczyn. Jednym z lepszych pomysłów doraźnych jest tworzenie tzw. kampanii celowanych. To znaczy nie szukamy rodziny zastępczej dla każdego dziecka, ale szukamy dla sześcioletniej Zosi, która ma chore serce, lubi tańczyć i malować farbami wodnymi. I nie szukamy "każdego" ani "twojego sąsiada", a właśnie ciebie - kontynuuje Krawczak.

W ten sposób udało się znaleźć rodziców zastępczych dla Marcinka. O tym, że takie podejście ma sens, świadczy nie tylko historia Marcinka, lecz także potwierdzają to badania dotyczące strategii rekrutacyjnych w pieczy zastępczej.

Żyła ze świadomością, że urodzi martwe dziecko. 'U nas w mieście psychiatrów jest trzech. Każdy odmówił'Wiedziała, że urodzi martwe dziecko. "Zdążyłam powiedzieć, że cię kocham"

Tu jest jednak kolejny problem. Obecne prawo zakłada tzw. rejonizację rodzin zastępczych. - Ten przepis polega na tym, że dzieci z powiatu X są przyjmowane przez rodziny z powiatu X. Do tego momentu wszystko jasne. Trudności zaczynają się wtedy, kiedy rodzina zastępcza np. z Warszawy poczuje, że jest gotowa przyjąć porzucone niemowlę z Gorzowa Wielkopolskiego, bo ma serce, miejsce i czas. I wydarzają się schody, bo bardzo często nie otrzyma na to zgody własnego organizatora. Nierzadko to niemowlę trafi więc do domu dziecka, bo w przykładowym Gorzowie nie będzie miejsca w lokalnej rodzinie zastępczej. Dziecko na tym bezdyskusyjnie straci - tłumaczy ekspertka.

Co jednak dzieje się z dziećmi, które nie mają uregulowanej sytuacji prawnej, bo np. rodzice nie stawiają się w sądzie?

Czarna dziura systemowa, w której znikają chore dzieci

- Dziecko, do którego rodzice nie zrzekli się praw, nie może zostać adoptowane. Jego jedyną szansą na dom jest rodzina zastępcza - wyjaśnia Aleksandra Marciniak z Fundacji Gajusz.

- Ale chore dzieci i na to mają niewielkie szanse, więc często trafiają do instytucji (domów pomocy społecznej, zakładów opieki leczniczej). Dziecko znika wówczas z rejestrów pieczy zastępczej i wpada do "czarnej dziury systemowej", co oznacza, że być może całe życie spędzi w placówce. 

- To kilku, kilkunastoletnie chore dzieci, niepełnosprawne intelektualnie czy ruchowo. Powiedzmy sobie szczerze - to są dzieci z końca kolejki - dodaje. - Wymagają intensywnej rehabilitacji, częstych konsultacji ze specjalistami. Taka opieka jest bardzo angażująca i kosztowna, a wynagrodzenia i wsparcie dla rodzin zastępczych niewystarczające. Dlatego Fundacja Gajusz prowadzi kampanię "Leczymy dzieci rodziną". Poszukujemy rodzin zastępczych oraz lobbujemy na rzecz poprawy warunków ich zatrudnienia - podkreśla Marciniak.

Po wyroku TK z 2020 roku, który praktycznie uniemożliwił aborcję, dzieci porzucanych w szpitalach jest coraz więcej.

Motywacją do powstania Fundacji "Gajusz" w 1998 r. była ciężka choroba dziecka założycielki. W 2016 r. organizacja stworzyła Interwencyjny Ośrodek Preadopcyjny Tuli Luli. Wtedy statystycznie około 800 noworodków pozostawianych było w szpitalu. 

Trafiają tu niemowlęta, którymi z ważnych przyczyn nie mogą zajmować się ich biologiczni rodzice. Pozostają do momentu znalezienia nowej rodziny. W 18. roku działalności Gajusz zatoczył pewnego rodzaju krąg. Bowiem jedną z przyczyn założenia fundacji było cierpienie małej dziewczynki z domu dziecka, która samotnie odchodziła w szpitalu.

Ta sytuacja jest równie trudna dla kobiet, które z różnych powodów decydują się zrzec praw do dziecka.

- To dla każdej kobiety jest dramat. Bezdyskusyjnie. Nie da się zostawić własnego dziecka bez emocji. Jednak często jest to wybór konieczny, bo danej rodziny po prostu nie stać na utrzymanie ciężko chorego dziecka - tłumaczy nam psycholog, położna Anna Jakubik. Jak zaznacza zdarzają się też sytuacje, w których matka nie jest w stanie "psychicznie" poradzić sobie z opieką nad dzieckiem z powodu np. uzależnień. - Jednak to zawsze jest dla tej kobiety tragedia - dodaje.

- My nie oceniamy nikogo. Staramy się każdą kobietę zrozumieć - podkreśla Dorota Grodzka, dyrektor Ośrodka Preadopcyjnego Tuli-Luli. Do tego ośrodka trafiają niemowlęta, którymi nie mogą bądź nie chcą zajmować się ich biologiczni rodzice. Tam pod opieką opiekunek mogą zaznać bliskości, która do tej pory była im obca. 

"Wystarczy dodać dwa do dwóch i utworzyć rodzinę"

Zgodnie z prawem kobieta decydująca się na pozostawienie dziecka w szpitalu ma sześć tygodni na zmianę decyzji. - Jeśli jej nie zmieni, po tym czasie będzie musiała potwierdzić swoją decyzję przed sądem rodzinnym i od tego momentu dziecko jest wolne prawnie. Można szukać dla niego rodziców adopcyjnych - tłumaczy nam Anna Krawczak.

Jeśli ojciec dziecka prawnie uznał dziecko to też w tej sytuacji powinien zrzec się praw rodzicielskich, by można było przeprowadzić pełną adopcję. Jeśli tego nie zrobi, to według prawa będzie on dla dziecka obcą osobą.

W zasadzie zdecydowana większość takich adopcji jest procedowana bardzo szybko. - Jest malutkie dziecko wolne prawnie, jest kolejka kandydatów na rodziców adopcyjnych. Wystarczy dodać dwa do dwóch i utworzyć nową rodzinę. I sądy z reguły działają tu szybko. Ale to dotyczy najczęściej dzieci zdrowych, a przynajmniej dzieci bez widocznych obciążeń - podkreśla Krawczak.

Wszystko zaczyna się komplikować, jeśli dziecko ze zrzeczenia jest dzieckiem z wadą genetyczną. Nawet jeśli jego sytuacja prawna jest uregulowana.

- Jeśli dzieci są chore, posiadają obciążenia zdrowotne, choroby genetyczne, to są to dzieci, które najczęściej nie znajdują rodziców. Nie ma kandydatów, brakuje chętnych - mówi Dorota Grodzka. 

Państwo zaczyna liczyć, jak długo będzie żyć dziecko

- Załóżmy, że jest wolny prawnie niemowlak, który ma rzadką chorobę genetyczną i kondycja dziecka jest poważna, ale nie jest to jednak choroba letalna. Nie ma kandydatów na rodziców adopcyjnych, którzy przejęliby na siebie utrzymanie dziecka, zwalniając w ten sposób państwo od ponoszenia wydatków. To dziecko przy dużym szczęściu trafi do rodziny zastępczej, ale częściej trafi do zakładu opiekuńczo leczniczego, z czasem do DPS-u - tłumaczy Krawczak. 

- I wtedy państwo zaczyna liczyć. Ponieważ gdyby to było dziecko z wadą letalną, wtedy nikomu nie opłacałoby się występować do rodziców biologicznych o alimentację. Państwo zakłada, że ono i tak umrze. No więc skoro dane dziecko będzie żyło powiedzmy przez rok, to nie obciąży nadmiernie budżetu. To brzmi brutalnie, ale taka jest rzeczywistość. Wówczas nie ma więc sensu miesiącami ścigać tej matki, która zrzekła się władzy rodzicielskiej i w swoim przekonaniu jest już wolna od jakichkolwiek zobowiązań wobec tego dziecka - kontynuuje.

Co dzieje się w przypadku, gdy mamy do czynienia z wadą poważną i głęboką, z którą jednak dziecko może żyć wiele lat? To oznacza, że państwo będzie musiało płacić za pobyt dziecka w pieczy, najczęściej w pieczy instytucjonalnej.

- I z tego robią się poważne kwoty. I wtedy w sukurs przychodzi kodeks rodzinny i opiekuńczy, mówiący, że obowiązek alimentacyjny wobec dzieci nie jest zależny od posiadania lub pozbawienia władzy rodzicielskiej. I to może być moment szoku dla takiej matki biologicznej, która uznała, że państwo podpisuje z nią pewnego rodzaju umowę dżentelmeńską: nie możesz przerwać wadliwej ciąży, musisz urodzić dziecko, ale po porodzie możesz się tego chorego dziecka zrzec i odejść własną drogą. Okazuje się, że nie - mówi Krawczak.

Luka w orzeczeniu TK. "Ściganie kobiet - dobra ścieżka do łatania budżetu"

- Rozmawiałam kilka miesięcy temu z kobietą dokładnie w takiej sytuacji - został wobec niej skierowany wniosek o alimenty dla jej dziecka, którego zrzekła się zaraz po porodzie. Było to dziecko z poważną wadą wrodzoną. W tej chwili obserwuję analogiczną sytuację od innej strony: ciężko chore dziecko ze zrzeczenia trafiło do rodzinnej pieczy zastępczej i powiatowe centrum pomocy rodzinie automatycznie skierowało wniosek o alimenty przeciwko rodzicom biologicznym, żeby móc "suplementować" koszt utrzymania dziecka w pieczy - relacjonuje ekspertka.

Zakaz aborcji to zakaz bezpiecznej aborcjiZakaz aborcji? W Rumunii ciąże przerywano łopianem, w USA wieszakiem

- Sądzę, że jest to luka, której nie wyłapano na poziomie centralnym w chwili, kiedy Trybunał Konstytucyjny zmieniał prawo dotyczące aborcji. Ale na poziomie lokalnym czyli tam, gdzie te pieniądze są realnie wydawane, szybko zorientowano się, że jest to dobra ścieżka do łatania budżetu w przypadku chorych niemowląt pozostawianych w pieczy, w której spędzą co najmniej kilkanaście lat mnożonych przez comiesięczne wydatki. A więc zaczęto to robić - dodaje.

"Żadne rozwiązanie nie zniweluje problemu, który wynika ze zmuszania kobiet do bycia w ciążach, w których być nie chcą"

Zdaniem ekspertki brakuje w Polsce rozwiązań, które z poszanowaniem praw kobiet i dziecka pozwalałyby zniwelować ten problem. Szczególnie w sytuacji, gdy Trybunał Konstytucyjny praktycznie zablokował Polkom dostęp do aborcji. Oprócz porzucania dzieci w szpitalach, coraz więcej słyszymy także o pozostawieniu dzieci w oknach życia. To zdaniem Krawczak jest najgorszym z możliwych rozwiązań anonimowego porzucenia dziecka.

Jako alternatywy dla obecnych rozwiązań Krawczak wskazuje tzw. poród anonimowy i "bezpieczną przystań". Bezpieczne przystanie to rozwiązanie amerykańskie, które jest bardzo podobne do okien życia, ale szanuje ono prawa kobiet i prawo generalnie. Dziecko można wówczas oddać anonimowo i bez konsekwencji, ale tylko wtedy, jeśli nie jest zranione, pobite bądź w jakikolwiek sposób skrzywdzone przez dorosłego. Pod warunkiem, że nie ukończyło roku. Jest to też procedura uregulowana prawnie w przeciwieństwie do "okien życia", których nie reguluje żaden przepis.

- Natomiast żadne z tych rozwiązań nie zniweluje problemu, o którym rozmawiamy, bo ten problem wynika po prostu ze zmuszania kobiet do chodzenia w ciążach, w których nie chcą być - podsumowuje.

***

Przygotowywana jest obecnie nowelizacja w ustawie o pieczy zastępczej, która zakłada m.in. gwarancję, że wynagrodzenie rodzin zastępczych nie może być niższe niż kwota minimalnego wynagrodzenia za pracę. W projekt wpisana jest m.in. Centralna Baza Rodzin, która będzie zawierała rejestr dzieci oraz rodzin.

Zdaniem ekspertów z zakresu rodzicielstwa zastępczego zmiany są jedynie kroplą w morzu potrzeb, które znacząco nie wpłyną na poprawę sytuacji.

Więcej o: