Migranci kierowani do centrum logistycznego. "Są upokarzani". Śledztwo polskiej prokuratury [PODSUMOWANIE]

- Chcę poinformować, że Prokuratura Rejonowa w Sokółce podjęła decyzję o wszczęciu śledztwa w sprawie podejrzenia czynnej napaści na funkcjonariuszy - poinformował gen. insp. Jarosław Szymczyk. - Zabezpieczamy przedmioty, które przeleciały przez granicę, na miejscu trwają oględziny - dodał komendant główny policji.
Zobacz wideo Kurd z Iraku: Białoruska policja zmusza nas do przecinania drutu na granicy z Polską Wybierz serwis

Do wtorkowego starcia na przejściu granicznym odniósł się komendant główny policji gen. insp. Jarosław Szymczyk na antenie Polsat News. - To nie przypadek, że w pierwszej chwili na granicy pojawiają się dzieci, które potem znikają. To przygotowana i dobrze zaplanowana akcja. Patrząc na zachowanie osób, które rzucały kamieniami, to osoby w mojej ocenie dobrze wyszkolone i doświadczone w różnego rodzaju walkach. W mojej ocenie przeszły one przeszkolenie na Białorusi, ale też wśród osób najbardziej agresywnych byli funkcjonariusze służb białoruskich - powiedział.

- Chcę poinformować, że Prokuratura Rejonowa w Sokółce podjęła decyzję o wszczęciu śledztwa w sprawie podejrzenia czynnej napaści na funkcjonariuszy. Zabezpieczamy przedmioty, które przeleciały przez granicę, na miejscu trwają oględziny - poinformował gen. insp. Jarosław Szymczyk.

Angela MerkelW Niemczech dyskusja nt. rozmowy Merkel z Łukaszenką. "Fatalne"

Policja: Sytuacja jest opanowana

Wieczorem policja przekazała, że sytuacja na granicy jest opanowana. "Nie odnotowujemy poważniejszych incydentów. Polskie służby stoją na straży i czuwają" - dodano w twitterowym wpisie.

Z kolei Straż Graniczna podała, że migranci przeszli w rejon dawnego koczowiska. "W tej chwili przebywa tam ok. 2 tys. cudzoziemców" - poinformowano. Rzeczniczka Straży Granicznej ppor. Anna Michalska przekazała, że jest "względny spokój". - Osoby są w koczowisku, gdzie siedzą i palą ogniska - podkreśliła, jak cytuje polsatnews.pl.

Niezależni białoruscy dziennikarze przekazywali informację, że część migrantów została na przejściu granicznym, gdzie rozstawili namioty, reszta jednak została zaprowadzona do centrum transportowo-logistycznego "Bremino". Jak podają media, przygotowanie centrum rozkazał tamtejszemu gubernatorowi Alaksandr Łukaszenka.

Analityk i dziennikarz Denis Kazakiewicz podkreślił, że "nieliczni szczęśliwcy", którzy mają schronienie w centrum logistycznym, są upokarzani. "Musieli znieść kolejne upokorzenie: wizytę prawosławnej zakonnicy. Zdecydowana większość z nich to muzułmanie" - zaznaczył. Migranci, którzy szli w asyście białoruskich funkcjonariuszy do centrum logistycznego, słyszeli też sprzeczne komunikaty. "Stój, powiedziałem", "Idź, powiedziałem!" - słychać na nagraniu z ust białoruskich żołnierzy.

Więcej informacji na stronie głównej Gazeta.pl

Siergiej ŁawrowMSZ Rosji uderza w Polskę. "Zachowanie nie do zaakceptowania"

Starcie na granicy polsko-białoruskiej

We wtorek około godziny 10:00 resort obrony narodowej poinformował, że migranci zaatakowali polskich żołnierzy i funkcjonariuszy kamieniami. "Próbują zniszczyć ogrodzenie i dostać się na teren Polski. Nasze służby użyły gazu łzawiącego, żeby stłumić agresję migrantów" - tak sytuację na granicy opisywało Ministerstwo Obrony Narodowej.

Z ustaleń polskich służb wynika, że na przejściu granicznym było dwa tysiące migrantów, a agresywnie zachowywała się około setka z nich. Ich działania miały inspirować służby białoruskie, które także nie reagowały na eskalację przemocy. Ponadto funkcjonariusze białoruscy uniemożliwiali migrantom ewentualny odwrót z przejścia granicznego.

Rannych zostało 12 polskich funkcjonariuszy. Rzecznik komendanta głównego policji powiedział, że poszkodowani odnieśli głównie obrażenia głowy, rąk i nóg. - Rany odniosło dziewięciu policjantów i policjantek, dwoje strażników granicznych i żołnierz. Wszystkie rany pochodzą od rzucanych przedmiotów - przekazał inspektor Mariusz Ciarka.

Więcej o: