Służby użyły armatek wodnych na granicy. W przyszłości też miotacze gazu? Odpowiada wiceszef MSWiA

Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji przyznał, że rząd jest gotowy na różne scenariusze, także na szturm dużej grupy uchodźców na granicy. - W tej chwili strażnicy mogą używać jedynie ręcznych miotaczy gazu. Jak pokazuje doświadczenie, w takich sytuacjach, jakie mamy na granicy, plecakowe miotacze są skuteczniejsze, lepsze i w niektórych sytuacjach po prostu niezbędne - powiedział na antenie Polsat News Maciej Wąsik.

Maciej Wąsik podczas rozmowy na antenie Polsat News zapewnił, że polskie służby, które znajdują się na polsko-białoruskiej granicy "są przygotowane na wszystkie okoliczności", wliczając w to ewentualny szturm uchodźców. Wiceszef Ministerstwa Sprawa Wewnętrznych i Administracji stwierdził też, że o wszystkim, co dzieje się na granicy, opinia publiczna jest informowana na bieżąco.

Zobacz wideo Kurd z Iraku: Białoruska policja zmusza nas do przecinania drutu na granicy z Polską

Kuźnica. Polskie służby użyły armatek wodnych. "Poleciały kamienie, butelki i kłody, po czym próbowano zniszczyć ogrodzenie graniczne"

Tymczasem we wtorek 16 listopada doszło do nagłego użycia armatek wodnych przez polskie służby. "To było przeprowadzone tak nagle, że nie ma wątpliwości, że prowokacja leży po stronie kogoś, kto jest na białoruskiej granicy" - napisał na Twitterze niezależny białoruski dziennikarz Tadeusz Giczan, który udostępnił nagranie z drona z tej sytuacji. 

W podobnym tonie wypowiada się także polska policja. "Niestety ze strony osób, inspirowanych przez władze białoruskie poleciały w stronę polskich służb kamienie, butelki i kłody, po czym próbowano zniszczyć ogrodzenie graniczne. Służby białoruskie nie reagują na dewastację płotu i agresję, służby polskie bronią granicy" - czytamy w komunikacie na Twitterze. Przypominamy, że dziennikarze nie mają dostępu do strefy przygranicznej objętej stanem wyjątkowym. Informacje na temat sytuacji na granicy są podawane jedynie przez polskie służby i media, które znajdują się na Białorusi

Wiceszef MSWiA o sytuacji na Granicy z Białorusią.

Maciej Wąsik został zapytany o przyjęty w poniedziałek przez rząd projekt nowelizacji ustawy o ochronie granicy państwowej, który dotyczy poprawy bezpieczeństwa służb na terenie przygranicznym oraz specjalnych zasad pracy dziennikarzy na tym obszarze. Wiceminister wyjaśnił, że ustawa ta nie zastąpi stanu wyjątkowego, ale wprowadza mniej restrykcyjne przepisy, chociażby dla dziennikarzy.

Poza tym wskazał, że ustawa wprowadza "niezbędną zmianę w środkach przymusu bezpośredniego". - W tej chwili strażnicy mogą używać jedynie ręcznych miotaczy gazu. Jak pokazuje doświadczenie, w takich sytuacjach, jakie mamy na granicy, plecakowe miotacz są skuteczniejsze, lepsze i w niektórych sytuacjach po prostu niezbędne. Niezbędne po to, żeby nie używać bardziej dotkliwych środków przymusu - odpowiedział Wąsik i dalej zaznaczył, że celem ustawy jest stworzenie sytuacji, która da możliwość chronienia granicy już po wygaśnięciu stanu wyjątkowego.

Szef MSWiA zaznaczył, że jest to projekt pilny, który będzie procedowany odrębnym trybem. - Mamy nadzieję szybko go uchwalić, uzyskać akceptację Sejmu i Senatu - dodał.

Więcej na temat sytuacji na granicy polsko-białoruskiej na stronie głównej Gazeta.pl.

Mateusz Morawiecki na granicy polsko-białoruskiejPremier na granicy. "Jest poszukiwanie słabych punktów" [ZDJĘCIA]

Granica z Białorusią. Ruszyły loty readmisyjne 

Dziennikarz zapytał też o to, która służba podejmuje decyzje na granicy, gdzie znajdują się Strażnicy Graniczni, policja, WOT i wojsko. - Decyzyjna jest Straż Graniczna, która jest wyspecjalizowaną jednostką do ochrony granic. Najlepiej zna teren i świetnie się tam porusza - odpowiedział zastępca Mariusza Kamińskiego. - Jeśli doszłoby do czegoś groźniejszego, to jest sztab kryzysowy, szef MSWiA i premier, którzy mogą podjąć decyzję. Trzymamy rękę na pulsie. Sytuacja jest - w naszej ocenie - pod kontrolą, a granica jest szczelna - dodał Maciej Wąsik.

Wiceszef MSWiA zaznaczył też, że loty readmisyjne (polegające na umożliwieniu powrotu uchodźcom do ich kraju) już mają miejsce, a w działaniach tych pomaga Polsce Frontex. - Spore grupy migrantów dzięki Frontexowi są odwożone. To jeszcze nie jest masowe zjawisko, ale rozwijamy to. Musimy zakończyć pewne postępowania, ale wprowadziliśmy przepisy, które umożliwią szybsze transportowanie tych osób, które przeszły do Polski przez zieloną granicę i nic im nie grozi na Białorusi - wyjaśnił.

Anna ZalewskaKłótnia polityków o Frontex. Zalewska: Ze spinaczami pójdą na granicę?

Więcej o: