Art. 4 i konsultacje nie brzmią groźnie, ale to ważny krok. Rosyjskie wojsko wykonuje "niepokojące" ruchy

Tłumy migrantów na granicy to element szerszej układanki. W tle jest Rosja i jej długofalowa gra. Tym groźniejsza, że rosyjskie wojsko wykonuje niepokojące ruchy w pobliżu granic z Ukrainą. - Przeprowadzenie konsultacji na łamach NATO jest w tej sytuacji jak najbardziej ważne i wręcz konieczne. Choć spóźnione - uważa generał Mirosław Różański.

Skorzystanie z artykułu czwartego Traktatu Północnoatlantyckiego w związku z sytuacją na granicy zasugerował w weekend premier Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla PAP. Wspominali o tym też inni członkowie rządu. W efekcie pytanie o to, czym jest artykuł czwarty, stało się jednym z najpopularniejszych pytań w polskiej sieci. Tłumaczyliśmy już ogólnie, co oznacza.

Więcej informacji na temat sytuacji na granicy można znaleźć na stronie głównej Gazeta.pl

Jego treść jest bardzo zwięzła. Brzmi:

Strony będą się konsultowały, ilekroć zdaniem którejkolwiek z nich zagrożona będzie integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo którejkolwiek ze Stron
Zobacz wideo

Poważne rozmowy to jeden szczebel drabiny

- Choć słowo "konsultacje" może nie brzmi szczególnie groźne, to artykuł czwarty należy traktować jak najbardziej poważnie - mówi Gazeta.pl generał broni rezerwy Różański, do 2016 roku Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych. Dzisiaj prezes fundacji Stratpoints i doradca ruchu politycznego Szymona Hołowni PL 2050. Generał podkreśla, że NATO, czyli Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego, jest skonstruowane do działania tak w warunkach pokoju, jak i kolejno kryzysu oraz wojny. Eskalacja jest stopniowa. - Artykuł czwarty został spisany z myślą o czasie kryzysu - podkreśla generał. Nie mamy bowiem jeszcze sytuacji wojny, pomimo nadużywanego określenia "wojny hybrydowej". Jesteśmy w kryzysie, który jest stanem pośrednim, mogącym, ale nie muszącym prowadzić do wojny.

- W tej sytuacji przeprowadzenie konsultacji na łamach NATO jest jak najbardziej ważne i wręcz konieczne. Tylko nasz rząd powinien o to zabiegać już dobre kilka miesięcy temu. Na przełomie sierpnia i września, kiedy było ewidentne, co się dzieje na granicy - uważa generał Różański. Wówczas przedstawiciele rządu mówili jednak ogólnikowo o tym, że Polska jest w stałym kontakcie z sojusznikami. Minister obrony Mariusz Błaszczak mówił:

- Teraz jakieś publiczne deklaracje o "aktywowaniu artykułu czwartego" trudno traktować inaczej jak działanie fasadowe, próbę pokazania, że coś się robi. Zwłaszcza że o konsultacje się postuluje albo wnioskuje - twierdzi generał Różański.

Migranci w KuźnicyKuźnica. "Cudzoziemcy tworzą od rana koczowisko"

Dywizji NATO na razie nie ma co się spodziewać

Jeśli z inicjatywy Polski, działającej wspólnie z na przykład Litwą, rzeczywiście dojdzie do konsultacji na łamach NATO, to efekty mogą być wymierne, ale raczej nie spektakularne. - Podczas konsultacji będzie można ocenić stanowisko innych państw Sojuszu i sprawdzić ich gotowość do udzielenie nam wsparcia - opisuje prezes fundacji Stratpoints. Jednym ze stałych elementów takich rozmów jest też przeprowadzenie przez Sojusz wspólnej oceny zagrożenia. Czy rzeczywiście, tak jak mówi artykuł czwarty, jest zagrożona integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo któregoś z członków NATO. W tym wypadku głównie Polski i Litwy.

Według generała Różańskiego namacalnym efektem mogą być jakieś operacje mające pokazać jedność i siłę Sojuszu. - Nie liczyłbym jednak na jednostki zmechanizowane NATO przy naszej granicy z Białorusią. Ewentualnie może jakieś pododdziały o charakterze policyjnym. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się natomiast nasilenie operacji zwiadowczych, na przykład lotów samolotów załogowych i bezzałogowych, w taki sposób, aby były one wyraźnie widoczne dla Rosjan - uważa generał.

Tego rodzaju loty rozpoznawcze nad Polską to codzienność. Pisaliśmy o tym wcześniej i pokazywaliśmy zdjęcia.

W takim działaniu chodziłoby o wysłanie wyraźnego sygnału na wschód, że NATO w obliczu kryzysu na granicy dwóch jego członków, pozostaje zjednoczone. - Nie mam bowiem wątpliwości, że to Rosjanie są głównymi kreatorami tego kryzysu i to element ich  długofalowej gry na osłabianie UE oraz NATO. To jest ten szerszy plan tej sytuacji na granicy - stwierdza generał Różański.

Zobacz wideo

Rosjanie niepokoją swoim wojskiem

W kontekście roli Rosji w obecnym kryzysie istotne są sygnały o ruchach rosyjskiego wojska. Najwięcej uwagi przyciągnęły niezapowiedziane ćwiczenia 12 listopada na Białorusi, w których wzięły udział rosyjskie siły szybkiego reagowania - wojska powietrznodesantowe. Przeprowadzono niewielki desant na spadochronach w rejonie Grodna, w którego trakcie rzekomo zginęło w wypadku dwóch rosyjskich żołnierzy. Więcej uwagi na zachód od Polski przyciągają jednak ruchy Rosjan w pobliżu granicy Ukrainy. Drugi raz w tym roku widoczne jest gromadzenie sił. Jeszcze w ostatnich dniach października Amerykanie sygnalizowali, że budzą ich zaniepokojenie. - Nie wykluczałbym, że te obserwowane obecnie ruchy są elementem tej samej układanki, co wydarzenia na granicy polsko-białoruskiej - mówi generał Różański.

- Ruchy rosyjskiego wojska w pobliżu granic z Ukrainą mogą się teraz rzeczywiście wydawać niepokojące. Nie wpisują się w normalne szkolenie. Są niecodzienne. Zwłaszcza jak na tę porę roku - mówi Konrad Muzyka z firmy analitycznej Rochan Consulting, który specjalizuje się w śledzeniu aktywności rosyjskiego wojska. Między innymi przy pomocy zdjęć z cywilnych satelitów i materiałów z mediów społecznościowych. Jak opisuje, w ostatnim czasie można było zaobserwować ruch między innymi dwóch brygadowych zespołów bojowych (oddział po około 900-1000 ludzi każdy) ze składu 1. Armii Pancernej na południe. Z ogólnego rejonu Moskwy, gdzie rzeczona armia ma swoje garnizony, do okręgu woroneskiego w pobliżu granicy z Ukrainą. Jednostki z 1. Armii Pancernej bardzo rzadko zapuszczają się tak daleko na południe bez wyraźnej przyczyny.

Rosyjskie czołgi T-72 podczas przeprawy przez rzekęWszystko co można chcieć wiedzieć o wojsku Rosji w naszej okolicy

- Choć na razie brakuje wyraźnych oznak budowy zaplecza dla ewentualnej agresji. Gdyby pojawiły się bazy logistyczne, to byłby już groźny znak - dodaje Muzyka. Chodzi o na przykład składy paliwa, amunicji czy szpitale polowe, które są konieczne do sprawnego prowadzenia prawdziwych operacji bojowych. Pisaliśmy już o tym szerzej z pomocą Muzyki.

Ekspert zaznacza jednak, że nie należy traktować sytuacji na granicy polsko-białoruskiej jako zasłony dymnej, czy sposobu na odwrócenie uwagi NATO od koncentracji sił do ofensywy na wschodnią Ukrainę. - Tak się nie da tego zrobić. Wojska i służby państw Sojuszu mają tak daleko zaawansowane systemy umożliwiające obserwację ruchów rosyjskiego wojska, że są ich stale świadome. Wydarzenia na naszej granicy w żaden sposób tego nie ograniczają - podkreśla Muzyka. - To odwracanie uwagi może się tyczyć wyłącznie opinii publicznej czy polityków - dodaje.

Tak we wrześniu Białorusini i Rosjanie ćwiczyli wojnę z NATO

Zobacz wideo
Więcej o: