Medycy na granicy przerywają misję po dewastacji aut. "Eksperci zalecili, by zawiesić działania"

"Podjęliśmy decyzję o zamknięciu projektu już teraz. Bezpieczeństwo naszych ludzi jest dla nas priorytetem" - przekazali Medycy na granicy. Nieznani sprawcy zniszczyli w nocy pięć aut należących do wolontariuszy pomagającym migrantom. Sprawą zajmuje się policja.

To był wyjątkowo przygnębiający widok. Powybijane szyby, urwane lusterka, przecięte opony i uszkodzone reflektory - tak wyglądały samochody należące do medyków ratujących życie migrantom na Podlasiu. Do ataku doszło w nocy. Łącznie uszkodzonych zostało pięć aut - cztery należące do członków zespołu wolontariuszy Medycy na granicy i jeden należący do dokumentalisty, który współpracuje z ratownikami. Jeden z wozów miał ślad po uderzeniu ciężkim, ostrym przedmiotem - być może siekierą. 

Uszkodzone autaZdewastowano pięć aut należących do "Medyków na granicy". "Dyżur trwa"

O zdarzeniu Medycy na granicy poinformowali na Facebooku. Na początku, mimo przeszkód, lekarze chcieli kontynuować pracę. "Nasz ambulans jest sprawny, dyżur trwa. Jesteśmy gotowi do podjęcia interwencji u osób, które będą nas potrzebować. Szyby i lusterka wymienimy, to tylko szkody materialne, najważniejsza jest dla nas możliwość niesienia pomocy i chronienia zdrowia i życia" - napisali.

Medycy na Granicy: Bezpieczeństwo naszych ludzi jest dla nas priorytetem

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami wolontariusze zamierzali zakończyć swoją misję 15 listopada, kiedy to na ich miejsce przyjedzie zespół ratowniczy PCPM. W związku z atakiem ostatnie dyżury zostały jednak odwołane, a grupa poinformowała o zakończeniu swoich działań na granicy nieco wcześniej.

Obecnie trwają czynności policyjne wyjaśniające nocny atak. Nasz zespół dyżurny jest w nie zaangażowany, co uniemożliwia utrzymanie dalszej gotowości do interwencji. Zaraz po incydencie zwróciliśmy się o rekomendacje do ekspertów do spraw bezpieczeństwa. Zdecydowanie zalecili nam, by do czasu wyjaśnienia sprawy zawiesić dalsze działania

- przekazali. "Czekało na nas jeszcze około 40 godzin dyżuru do planowego terminu zakończenia akcji. Podjęliśmy decyzję o zamknięciu projektu już teraz. Bezpieczeństwo naszych ludzi jest dla nas priorytetem" - napisali w oświadczeniu medycy.

"Nie tak wyobrażaliśmy sobie ostatnie dyżury Medyków Na Granicy. Żałujemy, że niesiona przez nas pomoc medyczna spotkała się z tak agresywna i brutalną reakcją. Za nami 39 dyżurów, był to dla nas czas wytężonej pracy i wielu emocji. Z wielu stron doświadczyliśmy gestów solidarności i wsparcia. Dziękujemy. Działaliśmy zawsze w zgodzie z etyką zawodową, prawem i zasadami bezpieczeństwa. Kończymy nasz projekt w poczuciu dobrze wypełnionego zadania i dziękujemy za Państwa wsparcie na każdym jego etapie" - czytamy w oświadczeniu.

Przeczytaj więcej podobnych informacji na stronie głównej Gazeta.pl

Misja PCPM na granicyPCPM zastąpi Medyków na granicy. "Nikt nie powinien umierać w lesie"

Policja: auta zabezpieczono, zbieramy ślady

Atakiem na auta Medyków zajęła się policja. Rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa poinformował w niedzielę po południu, że na komendę wpłynęło zgłoszenie o tym zdarzeniu. 

Na miejscu nadal trwają czynności, policjanci zbierają materiał dowodowy i ustalają okoliczności zdarzenia. Zostały przyjęte zawiadomienia od pokrzywdzonych, a samochody zostały zabezpieczone do dalszych czynności. Na ten moment szacunkowa wartość zniszczeń nie jest znana

- poinformował Krupa, cytowany przez Polsat News.

To nie pierwszy atak na pojazdy Medyków na granicy. Do podobnego incydentu doszło przed kilkoma dniami, kiedy z opon ambulansu Medyków na granicy zostało spuszczone powietrze. Z relacji medyków wynikało, że za incydentem mogli stać żołnierze (wskazywali, że osoby te miały przy sobie broń a - jak wskazywali - "rejestracja samochodu uzbrojonych mężczyzn zaczynała się od liter »UA« - to tablice, których używa Wojsko Polskie"), Ministerstwo Obrony Narodowej stanowczo jednak zaprzeczyło takim sugestiom.

Więcej o: